Jeden z najbardziej wpływowych kreatywnych twórców współczesnego fryzjerstwa, współzałożyciel i Creative Director R+Co. W swojej karierze pełnił funkcje dyrektora kreatywnego marek, które wywarły znaczący wpływ na branżę od TONI&GUY po Bumble and Bumble. Przypisuje mu się ponowne wprowadzenie cięcia brzytwą do profesjonalnego fryzjerstwa jako pełnoprawnej techniki.
Jego podejście od początku wykraczało poza samo fryzjerstwo. Fotografował własne prace, łącząc obraz ze sposobem myślenia o strzyżeniu i stylizacji, a później wraz z Amandą Wall stworzył eksperymentalny projekt Whitehouse, w którym połączył włosy, fotografię, film, wnętrza i doświadczenie klienta.
Wywiad z Howardem McLarenem
Lamode.info: Zamiast ślepo podążać za modą, które z najczęściej omawianych obecnie trendów we włosach uważa Pan za przereklamowane, albo które obszary wciąż nie otrzymują wystarczającej uwagi, mimo że to właśnie w nich naprawdę leży przyszłość?

Howard McLaren /fot. materiały prasowe PENG PARTNERS
Howard McLaren: Jako marka i jako osoba, która ją współtworzy, staramy się nie podążać za trendami z TikToka, takimi jak “broccoli hair”, które pojawiają się i równie szybko znikają. Naszym celem jest tworzenie klasycznych produktów, które mogą być wykorzystywane przy wielu różnych stylach i trendach.
Osobiście uważam, że mocno wraca klasyczny męski wizerunek. Widzę w nim odniesienia do lat 20., ale też do lat 80. W latach 20. i 30. mężczyźni byli bardziej skoncentrowani na groomingu niż w późniejszych dekadach, kiedy pojawiły się choćby estetyki związane z punk rockiem. Dziś widzę powrót do czegoś bardziej klasycznego, ale nie krzykliwego ani przesadnie modnego. Chodzi raczej o pewność własnego stylu.
Gdzie naprawdę kształtuje się dziś autentyczny styl? Na wybiegach Paryża czy poprzez mikrotrendy i indywidualne wybory stylizacyjne widoczne na ulicach największych miast?

Howard McLaren /fot. materiały prasowe PENG PARTNERS
Jednym z trendów, które szczególnie obserwuję, szczególnie wśród generacji Z, jest powrót do ubrań vintage, ale designerskiego vintage. Dzisiaj archiwalne Dior Homme może kosztować znacznie więcej niż w momencie, kiedy pojawiało się w sprzedaży. Widzę powrót do prawdziwego designu, jakości i rzeczy, które mają trwałość. Ludzie chcą ubrań, które przetrwają tak długo, jak przetrwały rzeczy z lat 80. czy 90.
Ja zawsze patrzę przede wszystkim na ulicę. Wybiegi są fantastycznym źródłem pomysłów, ale projektant pokazuje całą wizję, a później poszczególne osoby muszą złożyć ją po swojemu. Dziś ludzie są bardziej selektywni. Zamiast kupować cały look, wybierają konkretne buty, jeansy czy inne elementy i zestawiają je razem.
Na ulicach Nowego Jorku, Los Angeles czy Londynu każdy ma własny styl. Można rozpoznać, skąd pochodzą poszczególne elementy, ale sposób, w jaki są ze sobą zestawiane, jest indywidualny. To bardzo ciekawy moment, bo styl staje się bardziej osobisty, podczas gdy trendy nadal przychodzą i odchodzą bardzo szybko.
Anna Męczyńska zdradza nam swoje sposoby na odmładzanie się przez odpowiednią stylizację

Howard McLaren /fot. materiały prasowe PENG PARTNERS
Jak można wytrenować swoje oko, żeby odróżnić przelotny viralowy trend z TikToka od estetyki, która pozostanie z nami przez lata?
Trzeba studiować to, czym naprawdę się interesujemy. Ludzie ciekawi stylu patrzą nawet sto lat wstecz i wybierają z historii elementy, które nadal są aktualne. Można sięgać do renesansu, wojskowych mundurów czy różnych okresów historii ubioru. Kiedy analizuje się historię krok po kroku, zaczyna być widoczna pewna linia stylu, która prowadzi od Savile Row przez King’s Road aż po punk rock.
Podobnie pracujemy z produktami. Patrzymy na rozwiązania, które sprawdzały się bardzo dawno temu, i zastanawiamy się, jak można je zaktualizować na 2027 rok. To jest również rola marki, brać to, co naprawdę dobre i przekładać na współczesność.
Czy istnieje coś takiego jak naprawdę ponadczasowe strzyżenie, fryzjerski odpowiednik małej czarnej, które potrafi obronić się niezależnie od dekady?
Dla mnie byłoby to strzyżenie krótsze po bokach i z tyłu, z większą długością na górze. To prawdopodobnie jedna z najbardziej uniwersalnych fryzur. Można nosić ją swobodniej albo zaczesać na gładko i uzyskać bardziej elegancki efekt.
Sam właściwie przez całe życie noszę wariację takiego strzyżenia, bo lubię estetykę lat 40. i 50. To dla mnie fryzjerski odpowiednik małej czarnej.
Jeśli mamy włosy, warto również dbać o skórę głowy. Stres nie pomaga włosom, dlatego jako marka zwracamy uwagę także na scalp care. A jeśli włosów już praktycznie nie ma, uważam, że równie dobrze może wyglądać ogolona głowa.
[Exclusive]: Helena Norowicz kończy 91 lat: “Moje życie spełnia się tak, jak tego chcę”
Dużo mówi się dzisiaj o quiet luxury i stealth wealth. Jak ta zmiana w kierunku dyskretnego luksusu i bezkompromisowej jakości przekłada się na sposób, w jaki podchodzimy do włosów?
Myślę, że dzisiaj zdrowie samo w sobie jest luksusem. Widać to również po popularności marek związanych z fitnessem. Luksus coraz częściej oznacza dbanie o siebie.
Dla nas chodzi o zdrowie skóry głowy, włosów i ich kondycję, ale także o dbanie o siebie szerzej, również o zdrowie psychiczne. Żyjemy w świecie pełnym bodźców, dlatego skupienie się na sobie staje się coraz ważniejsze.
Dotyczy to także tego, jak chcemy pachnieć, jak wyglądają nasze włosy i jakich produktów używamy. Ludzie stają się bardziej świadomi marek, które wybierają. Coraz większe znaczenie mają również takie kwestie jak wegańskie formuły czy wspomniana wcześniej pielęgnacja skóry głowy. Skóra głowy jest przecież skórą, dlatego jej zdrowie powinno być traktowane równie poważnie.

Kosmetyki R+Co /fot. materiały prasowe PENG Partners
Gdyby miał Pan wskazać jeden ruch, który zdefiniuje estetykę włosów przez następne pięć lat, co by to było?
5 lat to dzisiaj bardzo długo, ponieważ w tym czasie może wydarzyć się ogromnie dużo. Jeśli jednak miałbym wskazać jeden kierunek, to uważam, że ludzie będą coraz bardziej zwracać uwagę na zdrowie włosów i skóry głowy.
Jeśli chodzi o sam wygląd, widzę coraz więcej mężczyzn wybierających dłuższe włosy. Bardziej swobodne, mniej wymuskane, ale nadal starannie zadbane.
Co natychmiast zdradza mistrzowsko wykonane strzyżenie? Być może nie w dniu, w którym wychodzicie z salonu, ale powiedzmy trzy tygodnie później?
Jeśli fryzura pasuje do konkretnej osoby, powinna wyglądać dobrze niezależnie od tego, czy została wykonana tego dnia, czy tydzień wcześniej. Na tym polega dokładność i precyzja świetnego fryzjerstwa. Nie sądzę, żeby ludzie chcieli wyglądać tak, jakby właśnie wyszli od barbera. Dobrze, jeśli fryzura jest trochę bardziej “lived-in”.
Najważniejsze jest dopasowanie. Potrzeba dobrego fryzjera, który patrzy na osobę, a nie tylko pyta, jaki numer nasadki wybrać. Czasem fryzura może być nawet trochę nieoczywista, ale musi być właściwa dla konkretnej osoby. Najważniejsze są indywidualność i charakter.
Jakie są trzy błędy związane ze strukturą lub pielęgnacją, które mogą sprawić, że nawet najzdrowsze włosy nie osiągną swojego pełnego potencjału wizualnego?

fot. materiały prasowe PENG Partners
Używanie tanich, złej jakości produktów. Wolałbym, żeby ktoś rzadziej mył włosy, niż używał produktów, które cały czas pozbawiają je tego, czego potrzebują. Możemy mieć poczucie, że dokładnie oczyszczamy włosy, podczas gdy tak naprawdę pogarszamy ich kondycję.
Uszkodzenie wynikające z koloryzacji może czasami dawać interesującą teksturę. Natomiast włosy zniszczone przez niewłaściwe produkty wyglądają po prostu źle. Widać to po rozdwojonych końcówkach, nadmiernym puszeniu i braku kontroli nad włosami.
Wydaje się, że przechodzimy obecnie przez minimalistyczny reset w stylizacji. Czy współczesna stylizacja włosów polega dziś na precyzyjnym nakładaniu warstwami odpowiednich produktów, czy raczej na opanowaniu sztuki świadomego używania mniejszej ilości?
Mniej znaczy więcej, pod warunkiem że używamy właściwych produktów. Problem polega na tym, że ludziom często trudno uzyskać dobrą poradę dotyczącą produktów. Wielu fryzjerów nie przekazuje wystarczających informacji, być może dlatego, że czują, jakby próbowali coś sprzedać.
Dla mnie to trochę tak, jakby lekarz przepisał lek i nie wyjaśnił, jak go stosować. Fryzjer powinien powiedzieć klientowi, jak używać produktu, kiedy go stosować i jak często myć włosy. Nie wystarczy wręczyć komuś szampon. Częstotliwość użycia zależy przecież od włosów i skóry głowy.
Potrzebujemy profesjonalisty, który udzieli pełnej porady. Fryzjerzy czasami koncentrują się wyłącznie na chwili spędzonej w salonie, podczas gdy pielęgnacja później, aftercare, jest niezwykle ważna.
Jak znaleźć równowagę pomiędzy przyjmowaniem tego, co wydaje się świeże i inspirowane wybiegiem, a rozwijaniem własnego, niepodrabialnego stylu?
Można czerpać z wybiegu, ale zawsze trzeba dostosować te inspiracje do siebie. Włosy są świetnym przykładem tego, kim jesteśmy i jak się czujemy. Nie chodzi o kopiowanie fryzury z wybiegu. Można brać z mody elementy, które nam odpowiadają, ale jednocześnie zachować własną tożsamość.
Jeśli cały czas tylko kopiujemy, w pewnym momencie zabraknie nam rzeczy do skopiowania. Z czasem zaczynamy rozpoznawać elementy, które zawsze nam służą, konkretną koszulę, buty czy inne części garderoby. Budujemy w ten sposób własną bazę i później wprowadzamy do niej nowe rzeczy.
Tak samo jest z włosami. Powinny być częścią naszego charakteru. Możesz mieć na sobie Pradę i jednocześnie długie włosy. Właśnie na tym polega moda. Marki nie chcą, żeby każdy wyglądał identycznie jak model na wybiegu. Moda naprawdę działa wtedy, kiedy ludzie biorą ją i dostosowują do siebie.
Produkty R+Co sprawiają wrażenie, że nie działają przeciwko naturalnej teksturze włosów, ale zamiast tego wydobywają z niej to, co najlepsze. Czy ta wizja włosów była częścią filozofii marki od samego początku?

Kosmetyki R+Co /fot. materiały prasowe PENG Partners
Tak. Chodziło o wzmacnianie naturalnego ruchu i tekstury włosów, ale z zachowaniem elementu kontroli. Jeżeli nakładamy produkt na włosy, chcemy, żeby pomógł kontrolować efekt, który próbujemy osiągnąć. R+Co tworzyli ludzie wywodzący się z klasycznego fryzjerstwa – ja, Garren i cały zespół. Przez wiele lat pracowaliśmy w studiach w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku i poznaliśmy klasyczne rozwiązania, które zawsze działają.
Nigdy nie chcemy iść na kompromis w kwestii składników, a jednocześnie chcemy, żeby nasze produkty były w stanie zrobić wszystko, czego od nich oczekujemy. To jedne z podstawowych filarów marki.
Jesteśmy również bardzo mocno związani z fryzjerami salonowymi. Chcemy, żeby mogli przekazywać swoim klientom to, co sami stworzyliśmy. Dlatego powiedziałbym fryzjerom: upewnijcie się, że marki, które wspieracie, są właściwymi markami dla waszych klientów, obecnych i przyszłych.
Kiedy tworzycie produkty R+Co, wyobraża Pan sobie proces pracy stylisty za kulisami pokazu czy jest Pan bardziej skoncentrowany na konkretnym, sensorycznym efekcie końcowym – na tym, jak klientka chce, żeby jej włosy wyglądały i jakie były w dotyku, kiedy wychodzi na ulicę?

Kosmetyki R+Co /fot. materiały prasowe PENG Partners
Jedno i drugie. Projektujemy produkty tak, aby każdy, kto ich używa, mógł poczuć się tak, jakby mógł znaleźć się na okładce magazynu, wybiegu czy w telewizji. Chodzi o produkty, które zapewniają połysk, teksturę i kontrolę.
Każdy powinien móc czuć się świetnie, niezależnie od tego, czy rzeczywiście znajduje się w magazynie. Kiedy wychodzi na ulicę, powinien czuć się pewnie i mieć poczucie, że wszystko jest dobrze złożone w całość.
Ważne jest również to, skąd czerpiemy wiedzę. Nie wszystko znajduje się online. Są książki, magazyny, zarówno dawne, jak i współczesne. Ważne jest, gdzie szukamy własnego stylu. Nie należy ograniczać się do pierwszej rzeczy, którą pokazuje Google.
Trzeba szukać głębiej, zadawać pytania i być ciekawym. Jeśli nie znajdujemy odpowiedzi w jednym miejscu, szukajmy dalej.
Niestety niektórzy ludzie noszą określone fryzury tylko dlatego, że na tym kończą się możliwości ich fryzjera. Wtedy być może nadszedł czas, żeby go zmienić.
Czy współczesna definicja idealnego produktu do stylizacji to taki produkt, który tworzy efekt wyglądający tak, jakby po prostu tam był, bez zdradzania jakiegokolwiek śladu tego, w jaki sposób został osiągnięty?
Tak. Produkty do włosów nie powinny dominować. Nawet zapach produktu nie powinien przytłaczać perfum, których używamy.
Nie powinno być tak, że osobno widzimy strzyżenie, produkt na włosach, sukienkę czy spodnie. Wszystko powinno po prostu wyglądać właściwie. Chodzi o znalezienie odpowiedniej równowagi. Są ludzie, na których patrzymy i po prostu wydają nam się interesujący.
Dlatego produkty nie powinny być ciężkie ani stosowane w nadmiarze. Włosy powinny wyglądać jak włosy. Oczywiście, jeśli ktoś chce ekstremalnego efektu, można go stworzyć, ale na co dzień włosy powinny być po prostu piękne i wyglądać jak integralna część całej osoby.
Gdyby miał Pan polecić jedną fundamentalną zmianę w rutynie pielęgnacji włosów, która mogłaby natychmiast podnieść jakość włosów, co by to było?
Zacząłbym od szamponu i odżywki. Wszystko buduje się na odpowiedniej strukturze. Dobre szampony i odżywki nie mają wyłącznie oczyszczać włosów, ale również pomagać zatrzymywać wilgoć i tworzyć podstawę, na której można później pracować z teksturą.
Wszystko zaczyna się od dobrego szamponu i zdrowej skóry głowy, dlatego ważna jest również jej pielęgnacja. Jeśli podstawa jest dobra, później można nakładać kolejne produkty. Ale jeśli struktura włosów jest słaba, nie zbudujemy na niej dobrego efektu.
Od lat podkreśla Pan, że wyjątkowa stylizacja włosów zaczyna się od głębokiego zrozumienia struktury włosów, a nie od ślepego podążania za sezonowymi trendami. Gdyby mógł Pan zostawić czytelników tylko z jedną zasadą dotyczącą rozwijania własnego stylu, co by to było?
Znajdź najlepszego fryzjera jakiego możesz i zapłać za dobrego profesjonalistę. Ale najpierw idź na kilka konsultacji. Kiedy kupujesz samochód, nie wchodzisz do pierwszego salonu i nie mówisz: „potrzebuję samochodu”. Najpierw robisz research. Z fryzjerem powinno być podobnie.
Idź na kilka konsultacji i sprawdź, z kim znajdujesz wspólny język i kto się wyróżnia. Wcale nie musi to być najdroższa osoba. Czasami będzie to po prostu ktoś, komu bardziej zależy. Nie spiesz się. Poczekaj, aż znajdziesz osobę, przy której poczujesz, że może zacząć się relacja, bo relację z fryzjerem rzeczywiście trzeba rozwijać.
Nie chodzi tylko o to, że potrzebujesz strzyżenia. Dla mnie ważne jest pytanie o wspólną drogę przez strzyżenie, produkty, fryzury na wieczór czy weekend. Profesjonalista powinien umieć nauczyć klientkę, jak zrobić dobry kucyk, chignon albo jak nosić włosy praktycznie bez stylizacji.
Fryzjerów jest wielu, ale warto zadać sobie pytanie: czy ta osoba naprawdę wnosi coś wyjątkowego, czy tylko przeprowadza cię od jednej wizyty do następnej?
Warto budować taką relację również w obszarze beauty. Dobry fryzjer powinien interesować się modą, dawną i współczesną, znać historię makijażu i naprawdę studiować swój fach.
Jeżeli znajdziesz osobę, która ma taką wiedzę i jednocześnie naprawdę działa w twoim najlepszym interesie, masz bardzo dobrą podstawę do współpracy.
