Pamiętasz ten ścisk w żołądku, kiedy polonistka zapowiadała kartkówkę z lektury, a ty nawet nie otworzyłaś książki? Ja doskonale rozumiem, skąd bierze się niechęć do szkolnych tytułów. Czytało się je na ocenę, pod presją czasu i z jednym pytaniem w głowie “co z tego będzie na sprawdzianie?”. Teraz kiedy nikt nas z nich nie odpytuje, sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Oto lektury, które pochłania się jak dobry serial.
W artykule przeczytasz:
- dlaczego lektury tak łatwo znienawidzić w liceum i co zmienia się po czterdziestce,
- jak „Lalka” Bolesława Prusa ukazywała się w gazecie w odcinkach i co wspólnego ma z dzisiejszym serialem,
- dlaczego do serialu Netflixa w reżyserii Pawła Maślony warto dołożyć lekturę oryginału,
- o czym opowiada „Granica” Zofii Nałkowskiej i czemu po latach czyta się ją zupełnie inaczej,
- co w „Chłopach”, „Przedwiośniu”, „Weselu” i „Ferdydurke” dostrzeże dopiero dorosła czytelniczka,
- co mówią badania o związku literatury z empatią i dlaczego trzeba je czytać z dystansem,
- jak wrócić do klasyki bez poczucia obowiązku, żeby drugi raz się nie zniechęcić.
„Lalka” Bolesława Prusa: serial o kupcu, który chciał kupić miłość
Najlepszym przykładem jest „Lalka” Bolesława Prusa. Powieść drukowano w odcinkach w dzienniku „Kurier Codzienny” od 29 września 1887 roku do 24 maja 1889 roku. Całość śledziło od pięciu do sześciu tysięcy czytelników dziennika, więc w praktyce był to serial, zanim ktokolwiek wymyślił to słowo. Gdy w 1888 roku druk na pewien czas przerwano, redakcja prosiła autora listownie o kolejne partie tekstu, bo czytelnicy się niepokoili. Pierwsze wydanie książkowe ukazało się w 1890 roku nakładem Gebethnera i Wolffa.
„Lalka” towarzyszy kolejnym pokoleniom uczniów od dziesięcioleci i należy do najważniejszych lektur omawianych w liceach i technikach. Z zestawienia arkuszy CKE z lat 2020 do 2025, wynika, że wraca na maturze wielokrotnie i wymienia się ją jako pierwszą wśród „pewniaków” na maturze. W wieku szkolnym dla wielu osób jest to lektura nudna, obszerna, pełna dygresji i kojarzona z klasówką. Tym bardziej zaskakuje, jak inaczej odbiera się ją po czterdziestce.
Historia kupca, który pnie się po szczeblach społecznych i zakochuje się w pięknej arystokratce, czyta się dziś jak sprawnie poprowadzony dramat o pieniądzach, klasie i tęsknocie za uznaniem. Widać w niej przede wszystkim rachunek kosztów: ile kosztuje ambicja, ile wysiłku pochłania budowanie pozycji i co zostaje człowiekowi, gdy osoba, dla której to wszystko robił, nie odwzajemnia uczucia.

Fot. mat. prasowy
Przeczytaj także: Ma 100 proc. pozytywnych recenzji. Serial dostępny w Polsce jest sensacją 2026 roku
„Granica” Zofii Nałkowskiej: powieść o wstydzie, który po latach boli inaczej
Drugą lekturą, do której warto wrócić z doświadczeniem dojrzałej czytelniczki, jest „Granica” Zofii Nałkowskiej z 1935 roku. Bohaterami są Zenon Ziembiewicz, zamożny, żonaty mężczyzna, i Justyna Bogutówna, dziewczyna z klasy robotniczej. Romans kończy się dla niej tragicznie. Zostaje uwiedziona i porzucona.
To jedna z kluczowych powieści polskiego dwudziestolecia międzywojennego, a Nałkowska uchodzi za pionierkę feministycznej prozy w Europie Środkowej. Problemy społeczne, które opisuje, wydają się zaskakująco aktualne także dziś. Angielski przekład Ursuli Phillips z 2016 roku zachowuje polskie formy grzecznościowe „Pan” i „Pani”, bo tłumaczka uznała je za znaczniki podziałów klasowych. Ta drobna decyzja bardzo dobrze pokazuje, jak wiele ta książka mówi o hierarchii, wstydzie i niepisanych regułach.
Sama uważam, że „Granica” zyskuje najwięcej wtedy, gdy czyta się ją z doświadczeniem kobiety, która wie, czym są pozory, zależność i społeczne oczekiwania. To książka krótsza niż „Lalka”, więc może być dobrym początkiem powrotu do klasyki.

Fot. mat. prasowy
„Chłopi” Władysława Reymonta: saga o wsi, w której czas płynie jak pory roku
W szkole czytamy „Chłopów” zwykle we fragmentach, więc zostaje nam wrażenie długiej opowieści o ziemi. Tymczasem akcja zamyka się w cyklu jednego roku, którego rytm wyznaczają pory roku, prace polowe i kalendarz liturgiczny. Reymont, który za tę powieść otrzymał w 1924 roku Literacką Nagrodę Nobla, każe nam zwolnić. Moim zdaniem to pierwszy powód, żeby wrócić do „Chłopów” po czterdziestce: lepiej rozumiemy rytm, który nie jest rytmem powiadomień z telefonu, tylko kolejnych sezonów życia.
Drugi argument jest bardziej ludzki. Hanka Borynowa przechodzi przemianę z zastraszonej kobiety w silną gospodynię, a Jagna Paczesiówna wymyka się schematom, więc konflikt między jej instynktami a obyczajami wsi pokazuje, jak surowo społeczność potrafi oceniać kobietę. Kto choć raz poczuł na sobie ciężar cudzych opinii o tym, jak ma się zachowywać, zobaczy w tych scenach znacznie więcej niż dawną obyczajowość.

Fot. mat. prasowy
Przeczytaj także: Masz dość rzeczy, które ma każdy? Ten warszawski adres może cię zainteresować
„Przedwiośnie” Stefana Żeromskiego: opowieść o tym, jak szybko piękne hasła zderzają się z rzeczywistością
Powieść z 1924 roku zaczyna się od mitu. Ojciec Cezarego Baryki opowiada o „szklanych domach”, czyli wizji lepszej, sprawiedliwej Polski. Bohater nie ulega tej mistyfikacji, ale ona staje się częścią jego patriotycznej edukacji. Potem Cezary trafia w sam środek rewolucji w Baku, która miała przynieść sprawiedliwość, a przyniosła chaos i śmierć, następnie do dworu w Nawłoci, gdzie konserwatywna utopia okazuje się fałszywa, aż wreszcie do Warszawy pełnej sporów ideowych.
Argument za powrotem do tej lektury jest prosty: po czterdziestce mamy za sobą wiele obietnic. Słyszałyśmy o lepszym jutrze, reformach i nowych początkach, więc łatwiej zauważyć, jak Żeromski sprawdza kolejne utopie, jedną po drugiej. Pisał tę książkę jako ostrzeżenie. Jak sam mówił, chciał „ostrzec, przerazić, odstraszyć” przed rewolucją, a mimo to wielu czytelników odbierało ją jako komunistyczną. W finale Cezary idzie w pochodzie manifestantów, ale można to odczytać raczej jako ogólny sprzeciw wobec rozczarowującego świata niż jako poparcie dla komunistów.

Fot. mat. prasowy
„Wesele” Stanisława Wyspiańskiego: przyjęcie, na którym wszyscy mówią, a nikt nie słucha
Pierwowzorem była prawdziwa uroczystość: wesele przyjaciela autora, Lucjana Rydla, z Jadwigą Mikołajczykówną, córką chłopa z podkrakowskich Bronowic. Odbyło się cztery miesiące przed premierą, a każda postać sztuki miała realny pierwowzór. Dorosła czytelniczka bez trudu wyobrazi sobie ten ścisk gości, półgłosem rzucane uwagi i rozmowy, które do niczego nie prowadzą. Wesela, chrzciny, rodzinne święta… znamy ten mechanizm, w którym wszyscy mają wiele do powiedzenia, a niewiele z tego wynika.
W trzecim akcie pojawia się obraz, który po latach uderza mocniej. Jasiek wraca bez złotego rogu, a weselnicy, wprawieni w trans, tańczą do muzyki Chochoła, który bywa odczytywany jako symbol bierności i „słomianego zapału”. Też jako nadzieja na odrodzenie, podobnie jak róża, która przetrwa zimę pod słomą. Uważam, że to jedno z mądrzejszych zakończeń w polskiej literaturze, bo pokazuje, że z marzeń o zmianie można skończyć na tańcu.

Fot. mat. prasowy
„Ferdydurke” Witolda Gombrowicza: absurd, który po czterdziestce przestaje być zagadką
Powieść z końca lat trzydziestych XX wieku opowiada o trzydziestoletnim Józiu, który nagle wraca do szkolnej ławki. Bohater szuka właściwej formy, która uwolni go od narzuconych norm i konwencji, ale mu się to nie udaje i zostaje ze swoją „gębą”. Gęba to maska nakładana przez otoczenie, a ucieczka z niej prowadzi tylko w kolejną maskę.
Dorosłe czytelniczki rozpoznają to od razu. Przez lata nosiłyśmy różne gęby: córki, żony, matki, koleżanki, szefowej. „Pupa” oznacza zaś sztuczne pomniejszanie i infantylizowanie dorosłych, więc każda, której ktoś kiedykolwiek powiedział, że w jej wieku już nie wypada, wie, o czym pisze Gombrowicz. Wydaje mi się, że to najbardziej współczesna z tych sześciu lektur, bo mówi o presji ról, a nie o epoce. A jeśli szukasz odrobiny humoru, sceny szkolnych pojedynków i wykład nauczyciela polskiego Bladaczki potrafią naprawdę rozbawić.

Fot. mat. prasowy
Przeczytaj także: Powstanie trzecia „Lalka”! W obsadzie największe gwiazdy polskiego kina
Literatura nie robi z nas lepszych ludzi, ale czytanie ma sens
Często słyszy się, że czytanie dobrej prozy uczy empatii. W 2013 roku w czasopiśmie „Science” opisano eksperyment Davida Kidda i Emanuele Castano z New School for Social Research. Wynikało z niego, że krótki fragment prozy literackiej poprawiał u uczestników rozpoznawanie emocji z wyrazu oczu i twarzy, a ani literatura popularna, ani literatura faktu takiego efektu nie dawały.
Pytania i odpowiedzi
Czy po czterdziestce naprawdę łatwiej czytać lektury?
Nie ma badania, które by to jednoznacznie potwierdzało. Można jednak przypuszczać, że z wiekiem łatwiej zrozumieć bohaterów i ich dylematy, bo mamy więcej własnych doświadczeń.
Od której lektury najlepiej zacząć?
Jeśli lubisz wciągające historie o ambicjach i uczuciach, wybierz „Lalkę”, tym bardziej że w Netflixie jest nowy serial. Jeśli wolisz krótszą formę, zacznij od „Granicy” Zofii Nałkowskiej. Miłośniczkom humoru i absurdu polecam „Ferdydurke”, a tym, które lubią rodzinne dramaty, „Wesele” Wyspiańskiego.
Czy serial „Lalka” może zastąpić książkę?
Nie, bo według opisu Netflixa scenarzyści dodali nowe wątki, takie jak śledztwo i rodzinne sekrety. Serial jest reinterpretacją, więc oryginał pokazuje coś innego.
Czy czytanie klasyki rzeczywiście zwiększa empatię?
Badania nie dają jednoznacznej odpowiedzi. Eksperyment z 2013 roku sugerował taki efekt, ale kolejne próby powtórzenia wypadły niejednoznacznie. Wiele lat obcowania z fikcją wiąże się jednak z lepszymi wynikami w zadaniach na rozumienie innych ludzi.
Ile Polek czyta książki?
Według raportu Biblioteki Narodowej dotyczącego 2025 roku książki czyta 47 procent kobiet i 34 procent mężczyzn. Ogółem co najmniej jedną książkę przeczytało 41 procent Polaków.
Co zrobić, jeśli lektura znowu mnie znudzi?
Odłóż ją bez wyrzutów sumienia. Możesz wrócić za kilka miesięcy albo wybrać inną, bo klasyki jest dużo i nie każda musi trafić w Twój gust.
