Logotyp serwisu lamode.info

#HerPlace: Zamieniła newsroom na tropikalną wyspę. Tego o Malediwach nie wiedzą turyści

Zapraszam do przeczytania rozmowy z Sylwią Piestrzyńską.

#HerPlace: Zamieniła newsroom na tropikalną wyspę. Tego o Malediwach nie wiedzą turyści 192667

Miejsca, do których latamy na dwutygodniowy urlop, dla kogoś innego są po prostu domem. Trzeba zrobić zakupy, zapłacić rachunki, pomóc sąsiadom i wiedzieć, kiedy przypływa łódź z dostawą produktów spożywczych. W cyklu #HerPlace rozmawiam z Polkami, które zamieszkały tam, gdzie my widzimy tylko wakacyjne marzenie i pytam nie o widoki, a o życie. Jako pierwszą przepytałam Sylwię Piestrzyńską z Malediwów.

Partner kampanii – mobile article

W artykule przeczytasz:

  • jak wygląda codzienność na małej, lokalnej wyspie, gdzie ocean wyznacza rytm dnia, a dostawy jedzenia zależą od pogody
  • dlaczego Malediwy nie zaczęły się od marzenia, tylko od… zmiany planów podróżniczych i spontanicznej decyzji w czasie pandemii
  • jak kończy się związek, a zaczyna nowe życie — historia miłości, która wydarzyła się daleko od domu i zmieniła wszystko
  • co oznacza zostawić stabilną pracę w dużej redakcji informacyjnej, bliskich i znany świat, by przenieść się na środek oceanu
  • z czym naprawdę mierzy się osoba, która przeprowadza się do „raju”: budowanie domu od zera, drogie produkty, zależność od transportu łodzią
  • jakie mity o Malediwach najczęściej powtarzają turyści — i które z nich nie mają nic wspólnego z rzeczywistością
  • co zaskakuje w kulturze, religii i stylu życia mieszkańców wysp, których nie zobaczymy z poziomu resortu
  • dlaczego życie w miejscu z pocztówek bywa jednocześnie spokojne i wymagające
  • czego najbardziej brakuje osobie, która zamieniła Polskę na tropiki
  • i w którym momencie „ładne miejsce” staje się po prostu domem

#HerPlace: poznaj Malediwy z nieturystycznej strony 

Z zewnątrz wszystko wygląda jak pocztówka. Woda w odcieniu, który zachwyci największą marudę, piasek biały jak mąka, powietrze ciężkie od wilgoci i słońca. Ale kiedy samolot odlatuje z turystami, zaczyna się zwyczajność. I właśnie ona interesuje mnie najbardziej.

#HerPlace to rozmowy o codzienności w miejscach, które większość z nas zna tylko z wyobrażeń. O tym, jak mieszka się na małej wyspie, w wielkim mieście na innym kontynencie, w kulturze, której trzeba się nauczyć od podstaw. O wyborach, które często są ryzykowne, nieoczywiste, czasem niezrozumiałe dla bliskich.

Pierwsza historia zaprowadziła mnie na Malediwy. Nie do resortu z prywatnym pomostem, tylko na lokalną wyspę, gdzie wszyscy się znają, a ocean wyznacza rytm dnia. Tam od ponad trzech lat mieszka Sylwia Piestrzyńska.

Uśmiechnięta kobieta w okularach przeciwsłonecznych na tle turkusowej wody.

fot. Natalia Pilch/ IG @mojemalediwy.pl

Przeczytaj też: Mniej pośpiechu, więcej sensu. Tak wyglądają trendy podróżnicze na 2026 rok

Historia Sylwii Piestrzyńskiej 

Na Malediwy trafiła trochę przez zbieg okoliczności. Plan był bowiem inny – Meksyk. Ale kiedy zaczęła sprawdzać loty, okazało się, że to właśnie bilety na wyspy rozsiane po Oceanie Indyjskim są w danym momencie najbardziej „osiągalne”. 

Wybrała Fulhadhoo, czyli niewielką wyspę oddaloną o około dwie godziny rejsu speedboatem od Male. Miejsce bez hoteli-molochów, za to z kilkoma pensjonatami, lokalną wioską, plażą ciągnącą się kilometrami i ciszą, która na początku wydaje się aż nierealna. Poleciała z partnerem, ale – jak sama wspomina – w ich związku nie układało się już najlepiej. 

Dni płynęły spokojnie: plaża, woda, słońce. Największą atrakcją były wyprawy na ocean – snorkeling, pływanie w miejscach, które zna się tylko z pocztówek, pikniki na bezludnych łachach piasku. Takie wycieczki organizował Zalee, mieszkaniec wyspy. Sylwia zapisała się na jedną z wypraw. Potem na kolejną. Dziś mówi wprost: od początku było między nimi coś, czego nie dało się zignorować. 

Po powrocie do Polski zakończyła swój związek. Zalee został tysiące kilometrów dalej, ale był tylko miłym wspomnieniem z wakacji. Zostali więc w kontakcie. Kilka miesięcy później Sylwia znów kupiła bilety. Tym razem poleciała z mamą. Chciała pokazać jej wyspę, ludzi, miejsce, które nie dawało o sobie zapomnieć. I właśnie wtedy dotarło do niej wyraźnie, że to nie jest tylko powrót w ładne miejsce. Że ona sprawdza, czy potrafiłaby tu żyć.

Wróciła jeszcze do Polski. Do mieszkania, znajomych ulic i pracy w TVN24, gdzie była reporterką. Stabilność, tempo, adrenalina newsów. Z zewnątrz wszystko się zgadzało. A jednak równolegle toczyło się inne życie: związek na odległość i rozmowy o przyszłości.

Zostawiała dużo. Bliskich, język, zawodową pozycję, na którą pracowała latami. Ale coraz trudniej było jej udawać, że Malediwy są tylko epizodem. Ponad trzy lata temu spakowała więc swoje rzeczy i poleciała z biletem w jedną stronę. Dziś Fulhadhoo jest jej domem, a Zalee mężem. Para razem prowadzi kameralny pensjonat na wyspie. 

W cyklu #HerPlace opowiada o życiu w miejscu, które dla innych jest tłem do zdjęć, a dla niej po prostu miejscem do życia. O tym, co było najtrudniejsze, co zaskoczyło ją najbardziej i jak wyglądają Malediwy nie z turystycznych broszur. 

Para przytula się na tle błękitnego nieba i białego piasku.

fot. archiwum prywatne

Przeczytaj też: Odwiedziłam 6 z 10 najpiękniejszych wysp świata według Instagrama

Sylwia Piestrzyńska opowiada o Malediwach w rozmowie z lamode.info 

Joanna Andrzejewska-Sarnowska: Czego o Malediwach nie wie większość z nas?

Sylwia Piestrzyńska: Jako że to rozmowa dla modowego portalu, zacznę od tego, co w tej kwestii może być ciekawe. Czy wiesz, że Malediwy są krajem muzułmańskim od kilkuset lat, ale jeszcze 20 lat temu kobiety często chodziły tutaj w krótkich sukienkach i nie zakrywały ani włosów ani twarzy? Zmieniło się to wraz z rosnącą radykalizacją religijną, ale obecnie jest to też element tutejszej mody. Nakrycia głowy są tworzone nierzadko z pięknych materiałów i wzorów dobranych do pozostałej części ubioru. Niewiele osób może też wie, że to kraj z największą liczbą rozwodów na mieszkańca – na świecie. Kraj mocno spolaryzowany politycznie. Kraj, który rocznie odwiedzają 2 miliony ludzi. Rok temu Polacy byli na 9-tym miejscu wśród turystów, ale obecnie jesteśmy poza 10-tką. Z ciekawostek kulinarnych zdradzę, że ludzie rzadko jedzą tu owoce morza. Ośmiornica jest raczej przynętą dla ryb, które z kolei królują na stołach. Też je się tutaj pierogi, ale na przykład z kokosem. Ciekawe jest też to, że po Malediwach pływa specjalna łódź, która rozwozi tylko lody.

Jak brzmi największy mit o Malediwach, jaki słyszałaś?

To, że tygodniowy pobyt to za długo, że można się tutaj nudzić. Wszyscy turyści, którzy do nas przylatują zawsze żałują, że są tutaj tak krótko i mówią to nawet osoby, które spędzają tutaj 2 czy 3 tygodnie. O ile w resortach, które są zamkniętymi wyspami tylko dla turystów, faktycznie leżenie na plaży może się po jakimś czasie znudzić, o tyle na wyspach lokalnych, czyli takich na których mieszkają Malediwczycy, nie ma mowy o nudzie. Tutaj błogi spokój miesza się z przygodami na oceanie.

Czym Malediwy wyróżniają się spośród innych rajskich zakątków świata?

Wskazałabym na najpiękniejsze plaże świata z białym, miękkim piaskiem, błękitne laguny z krystalicznie czystą wodą, sandbanki – takie miniaturowe wyspy – oraz na pewno inny wymiar turystyki. Tutaj turyści są wręcz rozpieszczani, z czym nie spotkałam się nigdzie indziej na świecie. Nawet najmniejsze pensjonaty dbają o to, żeby goście byli zaopiekowani, żeby do nich dotarli. Mają przedstawicieli na lotnisku, odbierają gości z portu, wożą bezpłatnie meleksami. Do tego są tutaj miejsca zupełnie nietknięte przez człowieka. Miejsca, które są puste, bez ludzi. Można spędzić czas na bezludnej wyspie tylko we dwoje. Jest tu jeszcze sporo dzikich, niekomercyjnych przestrzeni.

Kobieta w różowej, długiej sukience siedzi na łódce. Dookoła turkusowa woda.

fot. archiwum prywatne

A co Cię najbardziej zaskoczyło na Malediwach, gdy się przeniosłaś tam na stałe?

Bezinteresowna pomoc, uczynność oraz uczciwość wielu ludzi. Na wyspie, na której mieszkam, nie trzeba zamykać domu ani nic chować. Jest bardzo bezpiecznie zarówno w dzień jak i w nocy.

Co było najtrudniejsze przez pierwsze miesiące? I do czego było bardzo łatwo się przyzwyczaić?

Najtrudniejsze jest oczywiście budowanie wszystkiego od zera. Tutaj prawie niczego nie ma. Wszystko trzeba sprowadzić i postawić od nowa – zarówno biznesy, jak i dom. Na lokalnej wyspie nie można wynająć sobie gotowego domu czy mieszkania, bo nie ma takich miejsc. Oczywiście poza stolicą, bo w Male możliwe jest wszystko. Łatwo z kolei przyzwyczaić się do życia z rajskimi widokami dookoła i do tego, że wszędzie jest blisko. Już nie spóźniam się do pracy…

Za co dziś najbardziej cenisz życie na Malediwach, a co wciąż daje ci w kość?

Najbardziej cenię sobie to, że tutaj już nic nie muszę i to też jest w porządku. Cenię sobie błogi spokój i życie „beach style” w luźnych spodniach i sukienkach. Z jednej strony cieszy mnie chodzenie boso, ale z drugiej trudno w ten sposób zadbać o gładką skórę stóp. W kość daje mi też czasem przemieszczanie się, bo ocean nie zawsze bywa łaskawy.

Czego ci brakuje?

Brakuje mi chłodu, polskiego chleba oraz warzyw. O ile cudownie jest pobyć w temperaturze 30-40 stopni jak się jest na wakacjach, o tyle cały rok w takim upale bywa uciążliwy. Życie bez klimatyzacji jest tutaj niemożliwe.

W którym momencie poczułaś, że Malediwy to teraz Twoje miejsce na ziemi?

Nie było jednego momentu. To był proces, ale faktycznie od początku czułam się tutaj bardzo dobrze. Myślę, że to nie kraj, ale ludzie wokół nas sprawiają, że w danym miejscu czujemy się jak w domu. I jak się okazuje można to poczuć nawet na końcu świata.

To teraz wskaż mi proszę ulubioną, malediwska potrawę. W końcu dom to i jedzenie. 

Wszystkie rodzaje pasty z tuńczyka i kokosa. Steki z tuńczyka, curry z chlebowca i suszonego tuńczyka. Curry z soczewicy. Zupa rybna z mlekiem kokosowym. Świeże grillowane ryby w sosie pomidorowym lub saute.

Ulubiona tradycja?

Święto Eid Holiday, które jest największym świętem muzułmańskim. To święto ofiarowania. Tutaj obchodzone bardzo żywo i barwnie. Cały tydzień trwają na wyspie różne zabawy, konkursy, wspólne gotowanie i jedzenie. W zeszłym roku zachęcona przez miejscową społeczność sama szłam tutaj w pochodzie tanecznym w tradycyjnej długiej sukni i libaas.

A czy życie na Malediwach jest drogie? Nie mówię o turystach, mówię o mieszkańcach. 

Tak, jest droższe, niż w Polsce. O ile ryby i kokosy są prawie za darmo, to warzywa, owoce, chemia, kosmetyki kosztują sporo. To małe wyspy na środku oceanu, na których niewiele rośnie. Wszystko trzeba tutaj dostarczyć ze stolicy. W Male z kolei większość produktów jest importowana z innych krajów. Można tutaj nawet spotkać produkty z Polski – np. polską czekoladę i energetyki. Są też polskie kosmetyki albo europejskie kosmetyki od polskiego dystrybutora. Każdy dodatkowy łańcuch kosztuje, więc cena końcowa na środku oceanu jest oczywiście wysoka. Usługi też nie są tanie. Fryzjer kosztuje około tysiąca złotych.

Co byś powiedziała komuś, kto marzy dziś, by przeprowadzić się na Malediwy?

Musi kochać gorące powietrze i przystosować się do warunków. Szanować kulturę i tutejszą religię, a przede wszystkim mieć kogoś bliskiego. To całkowicie inna rzeczywistość, niż w Europie. Na pewno łatwiej jest zapracować w Polsce na częstsze wakacje na Malediwach, niż zamieszkać tutaj na stałe.

Jak chciałabyś, żeby Malediwy wyglądały za 10 czy 20 lat? 

Chciałabym, żeby pozostały zielone i mało komercyjne. Niestety pieniądz rządzi światem także i tutaj i powstaje coraz to więcej wysokich hoteli. Nie możemy tego pędu zatrzymać, a bardzo bym chciała.

Jakie masz marzenie?

Od kiedy przeprowadziłam się na Malediwy nie mam już podróżniczych marzeń. Kiedyś marzyłam o zwiedzeniu Stanów Zjednoczonych, Ameryki Południowej, Japonii i Syberii. Dzisiaj już nie mam takiej potrzeby. Mam marzenia, ale takie osobiste. Poza tym chciałabym, żeby wszystko dalej toczyło się tak jak teraz, bo jestem tutaj szczęśliwa.

Przeczytaj też: Nie czekają do emerytury. Ten trend zmienia sposób, w jaki odpoczywamy

fot. IG @mojemalediwy.pl

 

Joanna Andrzejewska-Sarnowska Avatar

Dziennikarka z dziesięcioletnim stażem, miłośniczka historii i ludzi, którzy je opowiadają. Absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w przeszłości zawodowo związana z takimi tytułami jak Cosmopolitan, Joy, Hot Moda czy Twój Styl. Na co dzień zajmuje się tematyką lifestylową. Najbliższa jej sercu jest moda, którą traktuje jak coś więcej, niż tylko sposób ubierania się. Jej wielką pasją są też podróże i psychologia, którą właśnie studiuje. Z niekończącą się listą pytań dopłynęła właśnie do nowego, stylowego portu – redakcji Lamode.info.