PL / EN
[EXCLUSIVE] ŁUKASZ MAZOLEWSKI: ŚWIATOWEJ KLASY FRYZJER Z PRZYPADKU

[EXCLUSIVE] ŁUKASZ MAZOLEWSKI: ŚWIATOWEJ KLASY FRYZJER Z PRZYPADKU

Strzyże, stylizuje i prowokuje ludzi do myślenia. W Warszawie prowadzi wyjątkowy TEN salon - przeczytajcie!

Fryzjer z przypadku, który fachu nauczył się w wojsku, w czwartek dostał pracę w londyńskim salonie, a w sobotę robił już stylizacje do pokazów pokroju Ricka Owensa. Tu w Warszawie prowadzi miejsce zupełnie wyjątkowe w swojej prostocie; gdzie wybitne indywidua łączy kolektywna praca, klientów prowokuje się do myślenia, a każda wizyta to odrębne spotkanie dwóch nieznajomych bytów. Rzemieślnik, który, jak sam przyznaje, lubi mówić tylko o fryzjerstwie, nawet ze swoją dziewczyną. W salonie robią to, co lubią, co chcą i jak chcą, bo najważniejsze to robić coś, co ma sens i swój niepowtarzalny touch.


Wpisuję w Google Łukasz Mazolewski i widzę niewiele. Ostatni wywiad z Tobą pochodzi sprzed pięciu lat. Unikasz mediów?

Poświęciłem się fryzjerstwu i chcę o tym mówić – ale chcę mówić o prawdzie. Bankiety, okładki, celebryctwo, które miałyby zachęcić kogoś do przyjścia tutaj, byłyby zaprzeczeniem tego, co rzeczywiście robimy. Chcemy przekonać ludzi pokazując im, że myślimy tylko o nich, bo to oni są dla nas najważniejsi. Ostatnie pięć lat potwierdziło, że atmosfera i vibe tego miejsca odpowiada na tyle wielu klientom, że i ja nabrałem ochoty, żeby o naszej ideologii mówić.

TENTEN salon mieści się na warszawskiej Saskiej Kępie (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

Szukam salonu w internecie. Wchodzę na stronę, czarno biała makieta, dwie kropki, coś się jakby zacina. Klikam w jedną, czytam: w życiu jest wiele ważnych rzeczy do zrobienia, dlaczego nie zacząć od włosów? A na mini blogu zdjęcia ich ściętych resztek na sanitariatach.

I świetnie! Strona jest zrobiona analogowo, dlatego wolno się ładuje. To zawieruszenie ma na celu sprowokować ludzi do myślenia, a w rezultacie zmobilizować do tego, żeby do nas zadzwonili. Nasza recepcja to także rodzaj konsultacji – tu zaczyna się cały experience osoby, która chce skorzystać z usług. Już po pierwszym telefonie i rozmowie powinniśmy wiedzieć, czego oczekuje i kto z naszego kolektywu będzie dla niej najlepszym wyborem. Zdjęcia, o które pytasz, to też mini prowokacja. Niech pomyślą – co oni znowu wymyślili?  Z białego salonu niczym wnętrze hotelu, chcieliśmy zrobić coś prawdziwszego. Ale wnętrze pozostało białe i minimalistyczne – bo to człowiek jest tu najważniejszy i jego ma być widać. Jedyną kolorową rzeczą są moje figurki, które zbierałem od lat jeżdżąc po świecie jako fryzjer. Mają bawić i starszych i młodszych – w TYM salonie wykonuje się serwis przyjazny ludziom. Mają rozluźniać – w końcu dochodzi tu do spotkania dwóch obcych sobie jednostek, które czasami się do siebie zbliżą, innym razem nie. Każda wizyta i każda osoba jest inna.

TENKolorowe figurki z prywatnej kolekcji Łukasza (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

O co chodzi w tym spotkaniu?

Spotkanie to zderzenie dwóch równorzędnych osób – nie przychodzisz do mistrza, który zdecyduje, z czym wyjdziesz na głowie. Jesteśmy ekspertami w swojej dziedzinie, ale nie magikami. Widząc kogoś po raz pierwszy nie wiem, co dana osoba lubi. Nie ma dla mnie znaczenia, czy przychodzi do mnie z planem na swoje włosy czy bez – i tak kluczowa jest rozmowa. Klient wchodząc tu, dostanie to, czego oczekuje. W zależności od jego energii, taką dostanie w zamian. Wierzymy w karmę, w bardzo prostym tego słowa znaczeniu – jeżeli ktoś chce się nam oddać, to my się nim zajmiemy; jeżeli chce nas poinstruować, my go posłuchamy. Jesteśmy rzemieślnikami, ale indywidualne podejście jest dla nas priorytetem. Mieliśmy w zwyczaju spotykać się dwa razy w miesiącu i przez kilka godzin rozmawiać o tym, czym ono w zasadzie jest.

I do jakiego wniosku dochodzicie?

Każde spotkanie trwa godzinę. Godzinę, kiedy nie jesteśmy w stanie zrobić nic innego – dlaczego więc w całości nie poświęcić się osobie, która siedzi na naszym fotelu? Dajemy sobie też 15 minut zapasu – złapie nas deszcz, nie znajdziemy na czas miejsca do parkowania – przyjdziemy na spotkanie mokrzy, zdenerwowani i spóźnieni. Czas i miejsce, w którym się akurat spotkamy, ma ogromne znaczenie – nawet dzisiejsze, moje i Pani, wyglądałoby zupełnie inaczej w zeszłym tygodniu. Po drugie, mnie i moich bliskich współpracowników interesuje tylko fryzjerstwo. Jedyne, co ja robię poza nim, to proste materialne przyjemności – ubrania, muzyka, zapachy; oni realizują swoje, inne zainteresowania. Jesteśmy otwarci dla wszystkich, ale chcielibyśmy żeby ludzie mieli świadomość, że fryzjerstwo to poza rzemiosłem także spotkanie. Z drugiej strony proszę pamiętać, że my nie ratujemy ludziom życia..chociaż czasami słyszymy takie słowa, to ich nie oceniamy.

tenWnętrze TEGO salonu (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

tenWnętrze TEGO salonu (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

Pracujecie w kolektywie, myślicie inaczej, odchodzicie od stereotypów. Idąc śladem filozofii Vetements, just clothes, no dreams?

Tak. Just hair, no dreams. Podoba mi się koncept Vetements, który zmobilizował ludzi do myślenia, nadając modzie nowy kierunek i trochę ratując ją przed upadkiem. Ludzie o nich mówią, a to ważne – czy dobrze, czy źle, zależy od gustu, a o gustach się nie dyskutuje. Doceniam piękno rzeczy, świetnie uszytych i zrobionych ze szlachetnych materiałów, ale w ich przypadku podoba mi się koncept, innowacyjne myślenie. W Warszawie jest dużo bardzo dobrych salonów, znanych i nieznanych. Ale ja chciałbym zrobić coś więcej – zmusić ludzi do refleksji – refleksji przed lub po wizycie w naszym salonie, nad tym, co mają i co mogą uzyskać na swojej głowie.

I pomyśleć, że strzyc zacząłeś w wojsku.

W mojej przygodzie z fryzjerstwem dużą rolę rzeczywiście odegrał przypadek. W wieku 19 lat trafiłem do wojska, potem poszedłem na studia, ale szybko zrozumiałem, że to nie jest to, co chciałbym robić. Pojechałem do Londynu zarobkowo; na początku pracowałem w barze, ale zawsze pociągała mnie moda. Kolega, Steven, zasugerował, żebym poszukał czegoś w salonie – na dobry start, w miejscu, które mnie do niej zbliży. Znalazłem pracę w trzecim miejscu, do którego wszedłem.

Tak po prostu?

Nie wiedzieć czemu, pojechałem na Covent Garden. Z zewnątrz nie było widać, ze jest to salon, trwał remont. Ze środka machnęła do nas dziewczyna, myśląc pewnie, że jesteśmy robotnikami. Weszliśmy z kolegą do środka, powiedziałem, że szukam pracy jako asystent. Zacząłem w czwartek, w sobotę robiłem już stylizacje na pierwszych pokazach. I tak zaczęła się moja historia z fryzjerstwem. Nie wiedziałem jeszcze, że trafiłem do jednego z najlepszych salonów w Londynie i poznam światową elitę, która czesze u największych projektantów. Dziś jest to miejsce numer jeden według Google; i kiedy byłem tam po raz ostatni, zobaczyłem tych samych ludzi z tą samą energią, co 15 lat temu. Miłe uczucie.

TEN"Mnie i moich bliskich współpracowników interesuje tylko fryzjerstwo" (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

TENWnętrze TEGO salonu (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

I koniec końców wrócił Pan do Polski.

W tym też było dużo przypadku! Przyszedł moment, ze miałem tu coraz więcej zleceń – w Londynie byłem ciągle in and off. Brakowało mi własnego miejsca, gdzie swobodnie mógłbym strzyc. I tak powstał TEN salon. Tam zawsze asystowałem, tu mogłem samodzielnie kreować. Do tego potrzebna jest przestrzeń.

Te dwa fryzjerskie światy pewnie więcej dzieli niż łączy.

Nigdy nie będziemy Paryżem, Londynem, Nowym Jorkiem ani też Bukaresztem. Jesteśmy w Warszawie i musimy budować to, co warszawskie. Ale to, jak nauczysz się wiązać swoje buty, tak będziesz robił wszystko; to, co robiłem w Londynie przez lata, bardzo odpowiadało mojej estetyce. Pracowałem z największymi; robili okładkę za okładką, sesje dla Vogue’a, etc. Ale nauczyłem się, że nie muszę być tacy jak oni – najważniejsze to mieć swój touch – jako fryzjer i jako osoba. To też staram się przekazać moim uczniom (Łukasz Mazolewski prowadzi szkolenia Bumble&Bumble na całym świecie, przyp. red.) – myślcie, przewidujcie, co jeszcze moglibyście zrobić dla tej konkretnej osoby. Nie powtarzajcie za innymi.

TEN"Chcemy zmusić ludzi do refleksji, przed i po wizycie w naszym salonie" (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

tenProdukty marki Hairstory (Bumble&Bumble) (fot. Marta Waglewska/Lamode.info)

A co jeszcze chciałby osiągnąć Łukasz Mazolewski?

My Polacy uważamy, że być w czymś dobrym, nie znaczy być miłym – u nas to oznaka słabości.  Nie zgadzam się. Ale czasem myślę, że chciałbym być gdzieś wyżej, może gdzie indziej  – gdybym był w Paryżu, chciałbym zajść tak wysoko jak David Mallett. I pewnie by mi się to udało; we Francji fryzjerzy mają inny start.

Mówisz, że to, co Cię motywuje, to po prostu: on, ona.

Każda osoba na co dzień. Chcę tylko robić to, co uważam za dobre. Życie jest bardzo zmienne, my o tym pamiętamy. Książka, która ukaże się jeszcze w tym roku, nie będzie kolejną kolekcją fryzjerską – opowie o spotkaniu i jego efektach ubocznych – fryzurach. Zdjęcia i komentarze zaskoczą nie jednego. To będzie kolejna mini prowokacja.

tagi: ŁUKASZ MAZOLEWSKI | FRYZJER | WYWIAD | TEN SALON |

podobne artykuły