lamode > MODA ZAGRANICZNA > MARKI > ZNANI PROJEKTANCI DLA H&M – WSZYSTKIE KOLEKCJE, CZYLI 10 LAT WSPÓŁPRACY!
Lamode.info

ZNANI PROJEKTANCI DLA H&M – WSZYSTKIE KOLEKCJE, CZYLI 10 LAT WSPÓŁPRACY!

ZNANI PROJEKTANCI DLA H&M – WSZYSTKIE KOLEKCJE, CZYLI 10 LAT WSPÓŁPRACY!

Dodane przez Redakcja
19 Wrzesień '14

Namiastka luksusu, ekscytacja towarzysząca zakupom, marketingowe zamieszanie i długie kolejki akompaniują niemal każdej limitowanej kolekcji szwedzkiego giganta odzieżowego jakim jest H&M. Co roku jesteśmy świadkami płynnego przejścia między ogólnodostępnością reprezentowaną przez H&M, a elitarnym charakterem mody tworzonej przez projektantów. Choć H&M nie był odkrywczy w swej idei, to trzeba przyznać, że pomysł na ogólnodostępny luksus sprawdził się.

 

Jednak prekursorem tego pomysłu był amerykański wirtuoz mody Halston, który już w 1983 roku stworzył kolekcję swoich ubrań (dotychczas niedostępnych zwykłym śmiertelnikom) dla sieci domów handlowych J. C. Penney. Czemu pomysł nie odniósł wówczas sukcesu? Czy był zbyt nowatorski? Trudno odpowiedź na to pytanie, ale jak pisze Tobiasz Kujawa możliwe, że „wśród konsumentów powstała pewnego rodzaju blokada”. Tej blokady nie mają już klienci H&M, którzy z ekscytacją oczekują coraz to nowszych kolaboracji, by następnie stać kilka godzin w kolejce i kupić choć jedną rzecz z nazwiskiem projektanta na metce. Całe przedsięwzięcie trwa już 10 lat i nie zapowiada się, by miało się prędko skończyć. My zebraliśmy dla Was i opisaliśmy wszystkie!

 

 

ALEXANDER WANG, 2014


Do listy kreatorów mody współpracujących z H&M dołączył niedawno właściciel własnej marki i dyrektor kreatywny domu mody Balenciaga - Alexander Wang. Jest to kolaboracja szczególna i jubileuszowa – właśnie mija 10 lat od momentu pierwszego przedsięwzięcia z projektantami. Co znajdziemy w czternastej już linii ubrań sygnowanej tym razem jego nazwiskiem? Przedstawiciel młodego pokolenia w modzie znany jest z inspirowanego ulicą i bardzo swobodnego stylu. Jak sam podkreśla - tworzy ubrania, które kobiety będą chciały nosić. Łączy w nich nonszalancję z elegancją, ale w wygodnym wydaniu. Amerykański projektant świetnie czuje się także w projektowaniu akcesoriów i dodatków. Na swoim koncie ma m.in. misie, maty do jogi i torby, których nie zabraknie także w kolekcji dla H&M.

 

Obserwując pierwsze zapowiedzi linii widać, że Wang pozostaje wierny sportowej elegancji i eksperymentowaniu z formą. Na całość musimy poczekać do 6. Listopada. Wówczas kolekcja trafi do 250 wybranych sklepów na całym świecie. Czy podobnie jak kolaboracja z Isabel Marant odniesie sukces? Przekonamy się o tym wkrótce, ale marka jest dobrej myśli. „Alexander Wang to jeden z najważniejszych głosów w dzisiejszym świecie mody. Dokładnie rozumie, co ludzie chcą nosić i dostarcza im to z zaraźliwą energią i pasją. Aż trudno mi uwierzyć, że w tym roku z nim pracujemy” - tak o projektancie mówi Margareta van den Bosch, Creative Advisor H&M.

 

 

ISABEL MARANT, 2013

 

Linia Isabel Marant X H&M była jedną z najgłośniejszych kolaboracji zeszłego rok i ogromnym sukcesem sprzedażowym - projekty Francuzki rozeszły się w mgnieniu oka. Jej styl to kwintesencja nonszalancji, która balansuje między dwoma światami - mody wysokiej i stylu ulicy. Nie brakuje też eklektyzmu i estetyki vintage. Kobieta Marant jest aktywna, żyje w biegu, ceni sobie wygodę i jednocześnie nie rezygnuje z modnego wyglądu. Wszystko to znalazło odzwierciedlenie w kolekcji – proste szare płaszcze, rurki i kozaki z frędzlami pojawiły się w jej casualowej, bardzo praktycznej linii dla H&M.  

 

 

MAISON MARTIN MARGIELA, 2012

 

Konceptualne, intelektualne podejście do mody zagościło w H&M w 2012 roku za sprawą owianego tajemnicą domu mody Maison Martin Margiela. Wiadomość o współpracy ze szwedzką sieciówką zaskoczyła wszystkich i wywołała poruszenie. Jakie były efekty tej kolaboracji? Estetyka MMM bazująca na dekonstrukcji, minimalizmie a nawet epatowaniu brzydotą została przeniesiona na ulice przez dosłowne odtworzenie najbardziej charakterystycznych sylwetek z dotychczasowych kolekcji marki. Płaszcze uszyte z kołdry, przeskalowane futra i torebki w kształcie cukierków znalazły się w szafach fashionistek z całego świata.

 

 

MARNI, 2012

 

Po krzykliwej i ekstrawaganckiej kolaboracji z Versace szwedzki gigant zrobił ukłon w stronę bardziej niszowej mody. Włoska marka Marni z Consuelo Castiglioni na czele, postawiła na intensywne wzory, które nawiązywały do trybalizmu i estetyki Bauhausu. Choć ubrania nie były najprostsze do noszenia, zyskały uznanie nieco bardziej wymagających fanów mody. Total looki, plastikowa biżuteria, odważne desenie, piżamowo-bieliźniane elementy i archiwalne sylwetki złożyły się na sukces sprzedażowy kolekcji.

 

 

VERSACE, 2011

 

Brak kompromisów i esencję stylu Versace zaserwowała nam Donatella w 2011 roku w swojej kolekcji dla H&M. Ekstrawaganckie projekty zrobiły furorę wśród fashionistów z całego świata. Przepych, bogactwo wzorów i kampowa estetyka – te trzy określenie najlepiej oddają charakter tego, co mogliśmy zobaczyć dzięki wyobraźni kreatorki. Powróciły lata 80. i 90., a ulice stały się jak nigdy dotąd kolorowe. Zainteresowanie było tak duże, że strona internetowa H&M przestała działać, a ze stacjonarnych sklepów kolekcja zniknęła w przeciągu pół godziny. To chyba najbardziej spektakularna współpraca szwedzkiego giganta odzieżowego.

 

 

LANVIN, 2010

 

Alber Elbaz nie zważał na preferencje przeciętnych konsumentów H&M i demokratyczną ideę mody reprezentowaną przez szwedzką sieciówkę. Stworzył wybiegową kolekcję, niczym z paryskiego pokazu Lanvin, pełną wyjściowych, zapierających dech w piersiach sukni. Tiulowe spódnice, falbany, drapowania i intensywne kolory niewiele miały wspólnego z użyteczną modą H&M i zdecydowanie bliżej im było do luksusowego charakteru francuskiej marki. Nic dziwnego, że w spocie promującym współpracę H&M z Lanvin jedna z modelek wypowiada słowa: „I want Lanvin, not diamonds”. Idea luksusu dla mas znalazła tu urzeczywistnienie, tyle że w nieco gorszej jakości materiałów.

 

 

SONIA RYKIEL, 2009 i 2010

 

Bezpretensjonalna radość i szaleństwo stały się wynikiem współpracy Rykiel ze szwedzką sieciówką. Inspiracje burleską, niezwykła dziewczęcość i świeżość zdominowały linię ubrań, a absolutną nowością stała się bielizna sygnowana nazwą tej francuskiej marki. Pojawiła się także kolekcja dla dziewczynek, którą zawładnęły intensywne kolory i grochy. Nie zabrakło też charakterystycznej dla projektantki dzianiny okraszonej wielobarwnymi pasami. Nad całością czuwała córka Soni Rykiel, obecna dyrektor artystyczna domu mody - Natalia Rykiel.

 

 

JIMMY CHOO, 2009

 

Jimmy Choo stał się sławny m.in. dzięki kultowemu serialowi „Seks w wielkim mieście” i słabości głównej bohaterki do pięknych butów. Kolekcja stworzona przy współpracy z H&M była więc gratką zarówno dla fanek obuwia, marki, jak i serialowej Carrie. Tamara Mellon – odpowiedzialna za Jimmy Choo – wniosła niezwykłą dawkę kobiecości na półki sklepowe sieciówki i po raz pierwszy zaprojektowała również linię ubrań, która odniosła niekwestionowany sukces. Choć oczywiście jej największym hitem były klasyczne buty na szpilce.

 

 

MATTHEW WILLIAMSON, 2009

 

Plaża i bohema – motywy najczęściej eksploatowane przez projektanta pojawiły się w H&M w kolekcji na wiosnę lato 2009. Proste, klasyczne formy zostały przełamane soczystymi kolorami i eksplozją wzorów, a my zostaliśmy zabrani za ich sprawą w podróż w gorące tropiki. Kolekcja zaskoczyła niezwykłą jakością materiałów i dbałością o każdy detal, a niektóre sylwetki były odwzorowaniem wybiegowych projektów Williamsona. Nie dziwi więc fakt, że kolekcja spotkała się z równie gorącym odbiorem.

 

COMME DES GARÇONS, 2008

Ten rok stał się momentem przełomowym w polityce H&M dotyczącej kwestii wyboru projektantów. W 2008 roku szwedzka sieciówka zaprosiła do współpracy markę Comme des Garçons znaną ze swojego alternatywnego podejścia do mody. Rei Kawakubo uczyniła motywem przewodnim swojej kolekcji grochy, które pojawiały się na ekscentrycznych ubraniach, które choć ciężkie w stylizacji, zyskały uznanie nie tylko dotychczasowych fanów japońskiej mody ulicznej.

 

 

ROBERTO CAVALLI, 2007

 

Roberto Cavalli był pierwszym włoskim projektantem, który skusił się na współpracę z H&M. W kolekcji dla sieciówki, która była kwintesencją jego stylu i sposobu myślenia, nie było miejsca na niewinność czy zachowawczość. Zamiast tego było bogato, seksownie i błyszcząco. Cętki, futra i złoto – znaki charakterystyczne projektanta – pojawiły się w pozbawionej kompleksów propozycji Włocha. Kolekcja wzorcowo uosabiała sylwetki znane z wybiegów w atrakcyjnych cenach. Nie zabrakło też wszelakich akcesoriów i zrobionej z rozmachem biżuterii. Jak na Cavalliego przystało.

 

 

VIKTOR&ROLF, 2006

Znany z awangardy i szaleństwa duet projektantów Viktor Horsting i Rolf Snoeren zapisał się w historii marki H&M jako bardzo zachowawczy. Bezprecedensowym wydarzeniem okazało się wprowadzenie przez Holendrów do sprzedaży (w dodatku w sieciówce!) sukni ślubnej! Poza tym romantyczne bluzki, rozkloszowane spódnice i bielizna w szybkim tempie zniknęły ze sklepowych półek.

 

 

STELLA MCCARTNEY, 2005

 

Ekologia – pod tym hasłem możemy zapisać współpracę H&M z jedną z najbardziej zaangażowanych projektantek w ochronę naszej planety - Stellą McCartney. I nie są to puste słowa. W kolekcji dominowała organiczna bawełna, a część zysków ze sprzedaży trafiła na konto organizacji walczącej o prawa zwierząt. Na kolekcję składało się 40 elementów z których większość nawiązywała do klasycznych, typowych dla projektantki form. Kultowe rurki, oversizowe swetry i czerpiące z męskiego stylu marynarki stały się absolutnym hitem sprzedażowym. Wystarczył dzień, by kolekcja rozeszła się bez śladu.

 

KARL LAGERFELD, 2004

 

Kto rozpoczął proces współpracy szwedzkiego giganta odzieżowego z najlepszymi projektantami naszych czasów? Sam Karl Lagerfeld! Zainteresowanie kolaboracją było  jednak obustronne - zarówno sam kreator stojący na czele domu mody Chanel, jak i H&M zerkali w swoją stronę. Karla interesowała idea demokratycznej masowej mody, a szwedzka marka chciała wnieść namiastkę luksusu do swoich przestrzeni sklepowych. Choć skończyło się pewnym niesmakiem, H&M wyciągnął lekcję na przyszłość i więcej nie popełnił tego samego błędu. Mowa o bardzo niskim nakładzie kolekcji i dostępności jej jedynie w 20 sklepach na terenie Europy. Choć współpraca napsuła nerwów obu strono - same ubrania rozeszły się w mgnieniu oka i przetarły szlaki dla kolejnych kolaboracji z projektantami.

 

Zajrzyjcie do naszej galerii, która dokumentuje na zdjęciach „Dekadę wielkiej mody” w H&M. Artykuł pod tym samym tytułem pojawił się także w jesiennym wydaniu magazynu szwedzkiej sieciówki!

Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja