Logotyp serwisu lamode.info

To, co przez lata nazywano błogim lenistwem, właśnie dostało nazwę: hobbitmaxxing

Na czym dokładnie polega ten nowy trend?

To, co przez lata nazywano błogim lenistwem, właśnie dostało nazwę: hobbitmaxxing 208257

Choć brzmi to może zabawnie, mam wrażenie, że połowa internetu odkryła właśnie nowy przepis na lepsze życie: robić mniej, wolniej i bez wyrzutów sumienia. Hobbitmaxxing każe bowiem upodobnić się do bohatera powieści sprzed niemal 90 lat i tak sobie myślę, że wbrew pozorom to jeden z sensowniejszych trendów, jakie ostatnio przewinęły się przez social media.

Z tego tekstu dowiesz się:

  • czym dokładnie jest hobbitmaxxing i skąd wzięła się ta nazwa,
  • dlaczego trend jest w gruncie rzeczy sprzeciwem wobec kultu produktywności,
  • jakie dane stoją za jego rosnącą popularnością (chodzi m.in. o wypalenie zawodowe),
  • co na temat kontaktu z naturą mówi nauka,
  • jak hobbitmaxxing wygląda w codziennej praktyce.

Co to jest hobbitmaxxing?

Hobbitmaxxing to nazwa – trochę żartobliwa, trochę na serio – określająca styl życia inspirowany hobbitami z uniwersum J.R.R. Tolkiena. Chodzi o to, żeby funkcjonować trochę jak mieszkańcy Shire’u: niespiesznie, blisko natury, w cieple domowego ogniska i przy dobrym jedzeniu.

W książkach Tolkiena hobbici nie gonią za karierą ani rozgłosem. Wolą własny ogród, długie posiłki, spacer i pogaduchy z sąsiadem niż jakąkolwiek “wielką przygodę”. Hobbitmaxxing przenosi tę filozofię na dzisiejsze realia, co w praktyce oznacza więcej czasu na świeżym powietrzu, mniej czasu przed ekranem, uprawianie choćby ziołowego ogródka na parapecie i traktowanie posiłków jak rytuału, a nie “dolewania” paliwa między spotkaniami.

Dodam, że o samym zjawisku pisały już światowe media, w tym brytyjski „The Guardian”. 

Przeczytaj też: Szwedzi nazywają to lagom. Filozofia „w sam raz” jest piękną odpowiedzią na życie w nadmiarze

Hobbitmaxxing kontra kult produktywności

Przyjrzyjmy się więc temu trendowi z bliska. Zacznę od tego, że hobbitmaxxing jest w gruncie rzeczy sprzeciwem wobec czegoś, co internet uwielbiał jeszcze do niedawna, czyli “maksowania” wszystkiego. Rano medytacja, w drodze do pracy podcast o rozwoju osobistym, wieczorem nauka języka, przed snem jeszcze dziesięć stron z listy “must read”. Każda wolna chwila miała być inwestycją w lepszą wersję siebie.

Hobbitmaxxing mówi jednak niekoniecznie. Spacer może być po prostu spacerem, a nie krokomierzowym wyzwaniem. Gotowanie obiadu może trwać godzinę, bo lubisz sam proces, a nie dlatego, że przepis obiecuje “15 minut i gotowe”. Wolny wieczór można spędzić z kubkiem herbaty, gapiąc się w sufit, i nie trzeba się z tego niczym tłumaczyć.

Dojrzała kobieta owinięta kocem siedzi na tarasie.

fot. Pexels/ Enes Çelik

Dlaczego akurat teraz? Liczby, które to tłumaczą

To nie przypadek, że trendy w rodzaju hobbitmaxxingu zbiegają się w czasie z rosnącymi statystykami dotyczącymi wypalenia zawodowego.

Z badania przeprowadzonego we wrześniu 2025 roku przez prof. Dominikę Maison z Uniwersytetu Warszawskiego wynika, że aż 64 procent Polaków doświadczyło już wypalenia zawodowego. Siedem na dziesięć osób badanych wskazywało chroniczne zmęczenie i brak energii jako główny objaw, a niemal 9 na 10 respondentów uważa, że pracodawcy bagatelizują skalę problemu.

Inne badanie, przeprowadzone przez UCE Research i platformę ePsycholodzy.pl, pokazuje z kolei, że w ciągu trzech lat (2021–2024) odsetek pracujących Polaków deklarujących przynajmniej jeden z czternastu typowych objawów wypalenia wzrósł z 65,3 do 78,3 procent.

Trudno więc nie spojrzeć na to w taki sposób, że hobbitmaxxing przestaje być tylko internetowym zjawiskiem, a zaczyna wyglądać jak dość logiczna reakcja na rosnący problem, prawda?

Co na to nauka? Efekt 120 minut w naturze

Ucieczka do “Shire’u” ma pewne pokrycie nie tylko w internetowej intuicji, ale i w badaniach. Zespół z University of Exeter przeanalizował dane blisko 20 tysięcy osób i opublikował wyniki w czasopiśmie “Scientific Reports”: już 120 minut tygodniowo spędzonych w naturze – niezależnie, czy to jeden dłuższy spacer, czy kilka krótszych wyjść – wiąże się z wyraźnie lepszym samopoczuciem i lepiej ocenianym stanem zdrowia. Najwięcej korzyści przynosiło 200-300 minut tygodniowo, po czym efekt się wypłaszczał.

A zatem… nie musisz przeprowadzać się do lasu ani hodować własnych warzyw, żeby coś z tego mieć. Wystarczy odpowiednia “dawka zieleni”, by poczuć korzyści. 

Jak wygląda hobbitmaxxing w praktyce?

Nie ma jednej “oficjalnej” instrukcji hobbitmaxxingu i to chyba jego mocna strona. W praktyce ludzie łączą go z bardzo różnymi nawykami: dla jednych to dłuższe spacery bez telefonu w ręce, dla innych ogólnie ograniczenie czasu przed ekranem na rzecz czytania albo rozmowy. Ktoś hoduje pomidory w ogródku, ktoś inny gotuje od podstaw i je bez pośpiechu, a jeszcze inni po prostu częściej organizują spontaniczne spotkania ze znajomymi zamiast kolejnego, “inspirującego” wydarzenia w kalendarzu…

Kobieta stoi tyłem pomiędzy polami. Na głowie ma kapelusz.

fot. Pexels/ Kseniya Budko,

Przeczytaj też: Nowy resort nad polskim morzem wygląda, jakby ktoś budował go z klocków Lego

Pytania i odpowiedzi 

Co dokładnie oznacza hobbitmaxxing? 

To internetowy trend polegający na inspirowaniu się stylem życia hobbitów z książek Tolkiena – spokojem, bliskością natury, dobrym jedzeniem i niespiesznym rytmem dnia – przełożonym na współczesną codzienność.

Czym różni się hobbitmaxxing od cottagecore albo hobbitcore? 

Cottagecore i hobbitcore to przede wszystkim estetyka: wygląd wnętrz, ubrań, zdjęć. Hobbitmaxxing kładzie większy nacisk na styl życia i codzienne nawyki niż na to, jak to wszystko wygląda na zdjęciach.

Czy hobbitmaxxing nie jest po prostu ucieczką od obowiązków? 

Niekoniecznie. Chodzi raczej o świadome odpuszczanie presji, żeby każdą wolną minutę wykorzystać “produktywnie”, a nie o rezygnację z codziennych zobowiązań.

Jak zacząć hobbitmaxxing, jeśli chcę spróbować? 

Nie trzeba zmieniać całego życia naraz. Wystarczy zacząć od jednej rzeczy – na przykład spaceru bez telefonu albo jednego wolnego od ekranu wieczoru w tygodniu – i sprawdzić, jak to działa.

Joanna Andrzejewska-Sarnowska Avatar

Dziennikarka z dziesięcioletnim stażem, miłośniczka historii i ludzi, którzy je opowiadają. Absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w przeszłości zawodowo związana z takimi tytułami jak Cosmopolitan, Joy, Hot Moda czy Twój Styl. Na co dzień zajmuje się tematyką lifestylową. Najbliższa jej sercu jest moda, którą traktuje jak coś więcej, niż tylko sposób ubierania się. Jej wielką pasją są też podróże i psychologia, którą właśnie studiuje. Z niekończącą się listą pytań dopłynęła właśnie do nowego, stylowego portu – redakcji Lamode.info.