Od kilku dni nie mogę przestać myśleć o „Heweliuszu”, nowym serialu Netflixa, który od 5 listopada 2025 roku dostępny jest w całości na platformie. To pięcioodcinkowa produkcja, inspirowana jednym z najbardziej dramatycznych wydarzeń w historii polskiej żeglugi – katastrofą promu „Jan Heweliusz” ze stycznia 1993 roku. Ale to nie sama tragedia – choć przedstawiona z ogromnym realizmem – sprawiła, że po seansie spędziłam dużo czasu na googlowaniu. To kobiece wątki, subtelne i nieoczywiste, nie dawały mi spokoju.
Z artykułu dowiesz się:
- Katastrofie, która wciąż boli – o prawdziwym zatonięciu promu „Jan Heweliusz” w styczniu 1993 roku, największej tragedii w historii polskiej żeglugi, i o tym, jak twórcy połączyli fakty z filmową fikcją.
- Serialu, który nie jest dokumentem – o tym, jak pięć odcinków Netfliksa pokazuje tragedię nie przez raporty i liczby, lecz przez emocje, wspomnienia i sny.
- Kobiecie z pogranicza jawy i snu – czyli Veronice Neumann, niemieckiej lekarki, której obecność przy ocalałym marynarzu wydaje się tak samo realna, jak i nierealna. Czy naprawdę istniała?
- Dwóch kobietach na pokładzie – Annie i Marcie, przedstawicielkach firmy Navica Ferries, które mogły mieć większy wpływ na przebieg tragedii, niż sugeruje scenariusz.
- Rzeczywistych inspiracjach – o tym, które z bohaterek mają swoje pierwowzory w prawdziwych postaciach i jak serial przekształca fakty w metafory.
- Kobietach, które zostają – o żonach, córkach i tych, które przeżywają tragedie po cichu, próbując zrozumieć to, czego zrozumieć się nie da.
Katastrofa, która wciąż boli
Dla porządku kilka faktów. „Jan Heweliusz”, należący do szczecińskiego armatora (w serialu nazwanego Navica Ferries), zatonął 14 stycznia 1993 roku na Bałtyku. Na pokładzie było 64 członków załogi i 35 pasażerów. Zginęło 55 osób. Do dziś pozostaje to największa katastrofa w historii polskiej żeglugi.
Serial nie jest dokumentem. To fabuła zainspirowana prawdziwymi wydarzeniami, ale mocno zanurzona w emocjach i pamięci. Z prawdziwych nazwisk pojawiają się tylko trzy: kapitan Andrzej Ułasiewicz, jego żona Jolanta i córka Agnieszka. Reszta bohaterów w mniejszym lub większym stopniu nawiązuje do rzeczywistych postaci. Niektórzy zostali też całkowicie wymyśleni na potrzeby tego serialu.
Ten balans między faktem a fikcją czuć od pierwszej sceny. Reżyser Jan Holoubek nie próbuje odtwarzać historii minuta po minucie. Zamiast tego pokazuje tragedię jako zbiorowe doświadczenie – coś pomiędzy snem a wspomnieniem, gdzie czas i przestrzeń ulegają rozmyciu.
„Heweliusz”: dramat, który wstrząsnął Polską. Tylko trzech bohaterów nosi autentyczne nazwiska
Kobieta z pogranicza jawy i snu
I choć od początku wiedziałam, że nie wszyscy bohaterowie ukazani w “Heweliuszu” są prawdziwi, postać Veroniki Neumann bardzo mnie zaintrygowała. Mowa o lekarce z niemieckiego szpitala, w którym dochodzi do siebie Witold Skirmuntt – jeden z dziewięciu ocalałych z katastrofy (dodam, że jego postać nawiązuje do Janusza Lewandowskiego, rzeczywistego członka załogi, który przeżył tragedię).
Veronikę widzimy po raz pierwszy, gdy pochyla się nad rannym marynarzem w karetce. Potem pojawia się już tylko w szpitalu – zawsze spokojna, zawsze sama, zawsze w cieniu. Z każdym odcinkiem jej obecność staje się coraz bardziej zagadkowa. Podczas seansu zaczęłam się zastanawiać, czy Veronika w ogóle istnieje. I nie ja jedyna, bowiem w sieci krążą już teorie na ten temat. Warto wspomnieć, że sceny z jej udziałem mają dość specyficzny klimat…
Witold opowiada jej o swoich koszmarach, o tym, że w chwili katastrofy miał wrażenie, iż „wyszedł z ciała” i obserwował wszystko z góry. Veronika reaguje spokojnie, niemal bez emocji. Mówi mu o innym pacjencie, który po wypadku samochodowym miał podobne doświadczenie, ale niedługo potem zmarł. Przypomnę też, że gdy Witek opuszcza szpital, lekarka nie żegna go na zewnątrz, jak inni medycy. Patrzy z okna. Milczy. Jakby jej tam nigdy nie było.
Czy jest aniołem, projekcją, wspomnieniem? Nie wiem. Ale od tamtej chwili zaczęłam szukać informacji o prawdziwych lekarzach, którzy opiekowali się rozbitkami z „Heweliusza”. Szukałam zdjęć, nazwisk. Bez skutku.
Kobiety na pokładzie
Drugi wątek, który również mnie zastanawiał, to obecność dwóch kobiet na statku – Anny (Anna Dereszowska) i Marty (Dominika Kluźniak). Oficjalnie to przedstawicielki firmy Navica Ferries, które mają w Szwecji załatwić sprawy służbowe. Ich rola wydaje się jednak niejasna. Zresztą ten wątek został poprowadzony nieco po łebkach – jakby twórcy chcieli zostawić widzowi przestrzeń do domysłów. I to działa. Bo zaczynamy pytać, czy kobiety na pokładzie były biernymi obserwatorkami czy kimś więcej?
W rzeczywistości na „Heweliuszu” płynęły dwie przedstawicielki armatora – Agnieszka Goldman i Barbara Zaborska. Obie zginęły w katastrofie. Goldman była zastępczynią dyrektora przedsiębiorstwa. Ich obecność na pokładzie mogła być czysto służbowa, ale w serialu ich odpowiedniczki mogą być również symbolem systemu, który zderzył się z ludzką tragedią.

Kadr z serialu “Heweliusz”, fot. materiały prasowe
“Heweliusz” to nie tylko serial przypominający o katastrofie promu
Nie pamiętam, kiedy ostatni raz serial tak mocno mnie poruszył. Po obejrzeniu finału zamiast wyłączyć telewizor, otworzyłam przeglądarkę. Szukałam zdjęć, relacji, nazwisk. Chciałam wiedzieć, kim były nie tylko pasażerki statku czy niemiecka lekarka, lecz także dowiedzieć się czegoś więcej o żonie i córce kapitana Ułasiewicza czy ukochanych innych ofiar tragedii. Im dłużej szukałam, tym bardziej rozumiałam, że „Heweliusz” to nie historia o katastrofie, ale o tym, jak próbujemy nadać sens temu, czego zrozumieć się nie da. Kobiety – te realne i te fikcyjne – są w tej opowieści cichymi przewodniczkami. Nie krzyczą, nie tłumaczą. Po prostu są. Jak echo, które nie pozwala zapomnieć. I może właśnie dlatego, po napisach końcowych, nie potrafiłam po prostu wstać z kanapy. Bo kiedy serial kończy się ciszą, widz zostaje z pytaniem, które nie daje spokoju: co naprawdę wydarzyło się tamtej styczniowej nocy – i czy w ogóle da się to pojąć?
Netflix zekranizuje jeden z kryminalnych klasyków. W obsadzie między innymi gwiazda “The Crown”
