Logotyp serwisu lamode.info

Chciałam przeżyć koncert przy świecach. Dowiedziałam się, że klimatyczne reklamy nie mają pokrycia w rzeczywistości

A szkoda.

Chciałam przeżyć koncert przy świecach. Dowiedziałam się, że klimatyczne reklamy nie mają pokrycia w rzeczywistości 181353

W ostatnich miesiącach social media zalewają nas klimatycznymi reklamami „Koncertów przy świecach”. Kadry jak z romantycznego filmu: setki płonących knotów, fortepian błyszczący w ciepłym świetle i obietnica magicznego wieczoru. Ale co dzieje się wtedy, gdy zderzamy tę wizję z rzeczywistością? Czy to naprawdę duchowe doświadczenie, czy tylko sprytnie zaprojektowany marketingowy sen?

W tym artykule:

  • Zabiorę Cię za kulisy mody na „Koncerty przy świecach” – opowiem, skąd przywędrował ten trend i dlaczego zyskał tak wielką popularność w Polsce.
  • Sprawdzę, czy magia świec to rzeczywiste przeżycie, czy tylko marketingowa iluzja – bazując na relacjach osób, które dały się skusić reklamom.
  • Pokażę, dlaczego muzyka klasyczna nie potrzebuje wizualnych sztuczek, by wzruszać i przyciągać.
  • Zastanowię się, czego tak naprawdę szukamy, idąc na takie wydarzenia – i dlaczego tęsknota za spokojem stała się nową walutą kultury.
  • Na koniec podzielę się lekcją, jak nie dać się złapać na marketingową magię, a jednocześnie nie stracić wiary w prawdziwe piękno muzyki.

Skąd wzięła się ta moda na koncerty w blasku świec?

Nie wymyśliliśmy jej w Polsce. Pomysł narodził się kilka lat temu w Hiszpanii, a później rozprzestrzenił w Stanach Zjednoczonych za sprawą marki Candlelight Concerts. Ich idea była genialna w prostocie: połączyć klasykę z atmosferą intymności. W erze stadionowych show i laserowych widowisk takie koncerty miały być powrotem do korzeni— muzyki, ciszy, skupienia.

Polscy organizatorzy szybko podchwycili trend. Kilkadziesiąt świec, piękna sala, chwytliwa kampania w social mediach i gotowe. Wizualnie to działa perfekcyjnie. Ale problem zaczyna się wtedy, gdy za tą estetyką nie idzie realne doświadczenie.

Sztuki w Warszawie, na które warto iść jesienią 2025 – przewodnik po najlepszych spektaklach w stolicy

Gdzie kończy się magia, a zaczyna marketing

Właśnie o tym opowiedziała mi moja redakcyjna koleżanka, Joanna Babis, która postanowiła sprawdzić, czy te koncerty rzeczywiście są tak wyjątkowe, jak obiecują reklamy.

W minioną sobotę byłam na koncercie fantastycznej pianistki Haruki Matsumoto, który odbył się na Starym Mieście w Fryderyk Concert Hall. Wydarzenie było z cyklu promowanego mocno w sieci ‘Koncerty Przy Świecach’ – piękne visuale, klimatyczne reklamy – można sobie pomyśleć, że rzeczywiście będzie to wyjątkowe przeżycie. W rzeczywistości jest to kameralny koncert fortepianowy przy zgaszonym świetle w otoczeniu 30 świec. Oprócz tego, że muzyka Chopina nie potrzebuje zbędnej otoczki to kilka tych smutnych świec wręcz irytowało, a nie robiło klimat, którego można oczekiwać. Niestety pomysł wspaniały, ale wykonanie na bardzo niskim poziomie – wyjawiła Asia. 

Kiedy to usłyszałam, poczułam zawód, choć sama nie zdążyłam jeszcze kupić biletu. Bo przecież w mojej głowie to miała być uczta dla zmysłów – setki migoczących płomieni, złote refleksy na klawiszach, muzyka przenikająca powietrze jak zapach kadzidła. Tymczasem rzeczywistość – jak relacjonowała Joanna – sprowadzała się do kilku smutnych świec i wyłączonego światła.

Muzyka, która i tak ma moc

Nie zrozumcie mnie źle: w samym pomyśle nie ma nic złego. Wręcz przeciwnie — kameralny koncert fortepianowy to doświadczenie, które potrafi głęboko poruszyć. Chopin, melodie filmowe… – muzyka nie potrzebuje inscenizacji. Fortepian sam w sobie potrafi mówić ciszej niż światło i mocniej niż jakakolwiek reklama.

To nie muzyka zawodzi, lecz sposób, w jaki próbuje się ją sprzedać. Obietnica „mistycznego spektaklu” zamienia się w zderzenie z przeciętnym recitalem, a rozczarowanie nie wynika z dźwięków, tylko z niespełnionych oczekiwań.

Sala koncertowa. Na środku pianino, a dookoła wiele świec. W tle publiczność.

fot. candlelivemusic.pl

Dlaczego tak bardzo wierzymy w tę magię?

Myślę, że tęsknimy za doświadczeniami, które pozwalają nam zwolnić. Za chwilą ciszy, dotykiem sztuki, za byciem częścią czegoś pięknego. Świece to symbol spokoju, nostalgii, ucieczki od świata, który świeci zbyt mocno i mówi zbyt głośno. Marketingowcy doskonale to czują – dlatego tworzą wizje, w które chcemy wierzyć.

Nie potępiam ich. Sama dałam się porwać tej obietnicy. Ale dziś wiem, że magia nie rodzi się z filtrów i lampionów. Powstaje tam, gdzie artysta naprawdę wierzy w to, co gra – a organizator w to, co obiecuje. 

Lekcja, którą warto zapamiętać

Po rozmowie z Joanną postanowiłam podejść do takich wydarzeń inaczej. Zanim kupię bilet, sprawdzę, kto stoi za projektem, obejrzę zdjęcia z poprzednich edycji, przeczytam opinie uczestników. Bo czasem między reklamową wizją a rzeczywistością mieści się cała przepaść. 

Nie przekreślam „Koncertów przy świecach”. Wręcz przeciwnie – wierzę, że mogą być piękne, jeśli ktoś potraktuje ideę poważnie. Co więcej – przejrzę dokładnie dostępne w Warszawie propozycje i przekonam się na własne oczy i uszy, jakie to doświadczenie. A ty? Masz w planach wybrać się na koncerty przy świecach? 

Sala koncertowa. Na środku pianino, a dookoła wiele świec.

fot. candlelivemusic.pl

W Warszawie powstaje sala koncertowa, która wygląda jak dzieło sztuki

 

Joanna Andrzejewska-Sarnowska Avatar

Dziennikarka z dziesięcioletnim stażem, miłośniczka historii i ludzi, którzy je opowiadają. Absolwentka Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, w przeszłości zawodowo związana z takimi tytułami jak Cosmopolitan, Joy, Hot Moda czy Twój Styl. Na co dzień zajmuje się tematyką lifestylową. Najbliższa jej sercu jest moda, którą traktuje jak coś więcej, niż tylko sposób ubierania się. Jej wielką pasją są też podróże i psychologia, którą właśnie studiuje. Z niekończącą się listą pytań dopłynęła właśnie do nowego, stylowego portu – redakcji Lamode.info.