Nie ma w niej teatralnego krzyku ani przesady. Zamiast tego – odwaga i prawda, które potrafią zatrzymać wzrok widza na dłużej niż jakikolwiek efekt specjalny. Agata Turkot to aktorka, o której zaczęło być głośno po premierze filmu “Dom Dobry”, nie przyszła do kina po chwilową popularność. Przyszła po to, by mówić o rzeczach, o których inni wolą milczeć.
Z artykułu dowiesz się:
- co kryje się za kulisami filmu „Dom dobry” – produkcji, która poruszyła polską publiczność i sprawiła, że Agata Turkot stała się jedną z najciekawszych aktorek swojego pokolenia,
- jak wygląda jej relacja z Wojciechem Smarzowskim, reżyserem słynącym z emocjonalnego realizmu i pracy na granicy ludzkiej wytrzymałości,
- jak krok po kroku budowała swoją karierę – od niewielkich ról po kreacje, które dziś definiują jej artystyczną tożsamość,
- czym zaskoczy w nowym serialu HBO Max „Piekło kobiet”, którego premiera planowana jest na 2026 rok i który ma szansę ponownie otworzyć debatę o wolności i prawie do wyboru,
- oraz dlaczego publiczność jej ufa – bo Agata Turkot nie gra po to, by się podobać. Gra po to, by zostawić w nas emocjonalny ślad.
“Dom Dobry” – przełomowy film w karierze Agaty Turkot?
Są takie filmy, po których widz wychodzi z kina i przez chwilę nie wie, co powiedzieć. „Dom dobry” Wojciecha Smarzowskiego jest właśnie taką produkcją. Opowieścią o przemocy, która rodzi we własnych czterech ścianach i o więzi, która zaczyna dusić. W centrum tej historii stoi Gośka – młoda nauczycielka angielskiego, która poznaje w sieci starszego, charyzmatycznego mężczyznę. Początek wygląda jak sen: romantyczne gesty, wspólne wyjazdy, czułość. Ale bańka pęka szybciej, niż bohaterka zdąży to zrozumieć. Miłość staje się kontrolą, a bliskość narzędziem dominacji.
W tę emocjonalną sinusoidę wchodzi Agata Turkot. Jej Gośka nie jest ofiarą w hollywoodzkim sensie. To kobieta, która długo walczy, zanim się podda. Niemniej z każdym ujęciem czujemy, jak razem z nią zanurzamy się w dusznym powietrzu toksycznej relacji.
Bardzo zależało mi na tym, żeby Gośka była dziewczyną, w której wiele kobiet może się przejrzeć. Żeby to była fajna, normalna, wesoła, inteligentna dziewczyna, która walczy o siebie, która nie chce wchodzić w schematy, które wyniosła z domu, którą się lubi, której się kibicuje. Chciałam, żeby zaprzeczała też archetypowi ofiary, jaki mamy często w kinie, czyli że musi to być delikatna, nieśmiała osoba, pełna kompleksów, wycofująca się, rezygnująca z siebie na wielu płaszczyznach. To co mnie najbardziej zaskoczyło to właśnie fakt, że takie silne kobiety wchodzą potem w takie związki. Chcieliśmy pokazać, że tak naprawdę każda z nas może znaleźć się w takiej sytuacji – mówi w wywiadzie dla Interia Film Agata Turkot.
Nieprzypadkowo Wojciech Smarzowski napisał tę rolę dla niej. Wiedział, że Agata potrafi zagrać ból, który nie krzyczy. „Dom dobry” to film, który nie daje taryfy ulgowej ani bohaterce, ani aktorce. I właśnie dlatego Turkot błyszczy – w swojej ciszy, w drobnych gestach, w spojrzeniach, które mówią więcej niż cały scenariusz.
Dostałam tę rolę bez castingu, co jest sytuacją absolutnie wyjątkową. Już w trakcie kręcenia, Wojtek bardzo mnie wspierał i jeśli widział, że mam jakieś wątpliwości, powtarzał, że dam radę – dodaje aktorka w wywiadzie dla PAPu.
Historia tej współpracy zaczęła się dużo wcześniej. Turkot i Smarzowski poznali się na planie filmu „Wesele” – produkcji, która stała się dla niej filmowym sprawdzianem. Dla młodej aktorki – dopiero uczącej się zawodowego świata – był to moment symboliczny. Ktoś zobaczył w niej potencjał, który wykraczał poza dobrze wypowiedziane kwestie.
„Heweliusz”: dramat, który wstrząsnął Polską. Tylko trzech bohaterów nosi autentyczne nazwiska
Od epizodów do głównej roli – droga zbudowana na cierpliwości
Choć dziś jej nazwisko widnieje na plakatach, kariera Agaty Turkot nie zaczynała się od czerwonych dywanów. Pierwszy kontakt z kamerą miała w 2016 roku – w serialu TVN „Na noże”. Zagrała kelnerkę. Rola mała, ale symboliczna, bo otworzyła drzwi do świata, w którym chciała być naprawdę.
Dwa lata później Agata skończyła łódzką Szkołę Filmową – z dumą, ale też z poczuciem, że przeszła przez trudną szkołę życia. Dostała się dopiero za drugim razem, co, jak sama mówi, było cennym doświadczeniem.
Cenię sobie ten rok przerwy. Uważam, że był dla mnie kluczowy. Takie doświadczenie, kiedy musisz się zmierzyć z odrzuceniem, nie jesteś już w żadnej strukturze, sama musisz sobie ułożyć plan dnia, kiedy wstać, co będziesz robić albo czego nie robić, dyscyplinować się, jest bardzo ważne. Później przydaje się w naszym życiu aktorskim, kiedy opuszczamy szkołę, okazuje się, że telefon nie dzwoni i nie mamy pracy – mówiła w rozmowie z PAP.
A co działo się po studiach? Wówczas przyszły seriale – „Leśniczówka” czy „Motyw”. To właśnie wtedy widzowie zaczęli ją kojarzyć, choć jeszcze nie każdy z nazwiska. Nie mam jednak wątpliwości, że po “Domu Dobrym” nikt nie będzie musiał sprawdzać w sieci, o kim mowa…
Zagrać kobietę uwięzioną między miłością a przemocą to zadanie, które wymaga odwagi – nie tylko zawodowej, ale ludzkiej. W „Domu dobrym” nie ma ozdobników, nie ma teatralnych gestów. Ten występ nie tylko przyniósł jej uznanie krytyków (i nagrodę podczas Warszawskiego Festiwalu Filmowego), ale też otworzył drzwi do nowych projektów. Po raz pierwszy zaczęto mówić o niej nie w kontekście „młodej, obiecującej aktorki”, lecz dojrzałej artystki, która ma coś do powiedzenia.

Agata Turkot, fot. IG @agata_t
„Piekło kobiet” – kolejny rozdział
Jeśli ktoś myślał, że po „Domu dobrym” Agata Turkot zrobi przerwę, był w błędzie. Już wiadomo, że w 2026 roku zobaczymy ją w nowym serialu HBO Max „Piekło kobiet”. To kostiumowy dramat rozgrywający się w latach 30. XX wieku. Turkot wciela się w redaktor naczelną – kobietę rozdwojoną między ambicją a destrukcją, światłem a mrokiem. Dodam, że serial porusza tematy aborcji, patriarchatu i kobiecej niezależności.
Serial nieprzypadkowo nosi tytuł “Piekło kobiet”, bo odwołuje się do eseju napisanego przez Tadeusza Boya-Żeleńskiego o prawie czy raczej braku prawa do aborcji. Ten esej miał taki właśnie tytuł, o czym pewnie niewielu z nas wie, ja nie wiedziałam. To jest punkt wyjścia. Zastanawiamy się, jakie to miało w latach 30. konsekwencje dla kobiet, co dla nich oznaczało, a idąc dalej, jakie w ogóle prawa miały kobiety, czy mogły o sobie stanowić, jak musiały walczyć o wolność zewnętrzną i wewnętrzną. Pojawia się też pytanie, w jakim jesteśmy momencie, my kobiety w XXI wieku, czy dużo się zmieniło przez te prawie 100 lat i jaką rolę w tym wszystkim odegrali mężczyźni – wyjaśnia Turkot w rozmowie z portalem Interia Film.
Agata nie szuka prostych historii, nie wybiera bezpiecznych ról. Każdy projekt, w który wchodzi, jest trochę jak emocjonalny skok w nieznane. I może właśnie dlatego publiczność jej ufa. Bo wie, że Turkot nigdy nie zagra czegoś, w co sama nie wierzy.

Agata Turkot, fot. IG @agata_t
Netflix zekranizuje jeden z kryminalnych klasyków. W obsadzie między innymi gwiazda “The Crown”
