lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > WYWIAD Z ZOSIĄ ŚLOTAŁĄ – „MAM ZAWSZE DO POŁOWY PEŁNĄ SZKLANKĘ”
Lamode.info

WYWIAD Z ZOSIĄ ŚLOTAŁĄ – „MAM ZAWSZE DO POŁOWY PEŁNĄ SZKLANKĘ”

WYWIAD Z ZOSIĄ ŚLOTAŁĄ – „MAM ZAWSZE DO POŁOWY PEŁNĄ SZKLANKĘ”

Dodane przez Kinga Rylska
13 Marzec '14

Rozwijała swoją karierę za granicą, lecz postanowiła wrócić do Polski, bo właśnie tutaj czuje się najlepiej. Wciąż współpracuje z najlepszymi w branży mody, a jej promotorem na studiach w Mediolanie był sam vice redaktor naczelny męskiego włoskiego Vogue. O swoich planach na przyszłość, marzeniach, inspiracjach, polskiej modzie i show biznesie rozmawiamy z Zosią Ślotałą. Zapraszamy do lektury!

 

 

Masz zaledwie 24 lata, a już dość bogate CV. Studiowałaś w mediolańskim Istituto Europeo di Design, gdzie skończyłaś szkołę z wyróżnieniem. Założyłaś własną firmę My Milano, stylizujesz gwiazdy, prowadzisz cykl o młodych projektantach w Dzień Dobry TVN, a teraz realizujesz się również jako brand menadżer polskiej marki modowej Just Paul. Jak Ci się udało to wszystko osiągnąć? W tym wieku, niektórzy jeszcze studiują!

 

Myślę, że zawdzięczam bardzo dużo moim rodzicom, którzy przez całe życie uczyli mnie pracowitości. Oni są moim wzorem. Do tego dochodzi oczywiście własny charakter. Studiując w Mediolanie, nauczyłam się tego, że gdy jesteś przeciętnym studentem, to niestety nie osiągniesz dużo. Pomyślałam wtedy - czemu nie wykorzystać sytuacji, że rzeczywiście jestem tam i mogę czegoś fajnego doświadczyć. Od tego zaczęło się właśnie moje kombinowanie (śmiech). Założyłam własną firmę, która zajmowała się usługą personal shopping. Sprowadzałam także luksusowe produkty, których nie było w Polsce, a były dostępne w Mediolanie. To były takie małe kroczki.

 

Zawsze wiedziałam, że chcę robić coś związanego ze stylizacją. Podczas studiów miałam przyjemność spotkać wielu ludzi, można by powiedzieć „z branży”. Udowadniając im, że jestem dobra w tym co robię, wylądowałam na praktykach u Tanyi Jones, która jest stylistką w Mediolanie. Później, ze względu na stypendium, które dostałam przez wyróżnienie przy licencjacie, a muszę tu wspomnieć, że moim promotorem był vice redaktor naczelny męskiego włoskiego Vogue Gianluca Cantaro, z którym nadal mam kontakt, wszystko potoczyło się dalej. On mi pomógł, a później ja miałam szansę pomagać jemu.

 

 

Wszystko więc układało się perfekcyjnie. Dlaczego chciałaś wrócić do Polski?

 

Praca pracą, ale miejsce w którym mieszkasz daje Ci pewną energię. Przysłowiowo musisz się czuć jak „ryba w wodzie”, a ja właśnie tak czuję się w Polsce. Francja jest takim moim „safe zone” – moją strefą bezpieczeństwa. Mediolan już spełnił to, co miał spełnić w moim życiu przez te 3 lata. Chętnie tam wracam na Fashion Weeks czy na Salone del Mobile, lecz według mnie, nie jest to wdzięczne miasto do mieszkania.

 

 

Dużo podróżujesz? Francja, Mediolan…

 

Kocham podróżować! Podróże niesamowicie mnie inspirują i dają szansę poznania wielu nowych, fantastycznych ludzi. Co jest ważne również dla mnie, mogę obserwować trendy, streetwear. W końcu wiele tendencji wywodzi się właśnie z ulicznego stylu - czy to wielkie sieciówki, czy domy mody, tworząc nowe projekty przyglądają się temu, czego potrzebują ludzie. Oprócz tego nowe miejsca, smaki. To wszystko, tak naprawdę składa się na nowe pomysły.

 

Poza tym, nie ukrywam, że krótkie podróże dają mi taką chwilę oddechu. Niestety polska mentalność nie jest tą, która mi w pełni odpowiada.

 

 

Ok, czyli podróże dają Ci taką chwilę oddechu, relaksu. Oprócz tego wiem, że jesteś ambasadorką Piękność Dnia Medical Spa, które swoją siedzibę ma w Warszawie przy ul. Sarmackiej 5K. Tam także możesz na chwilę oderwać się od rzeczywistości?

 

Tak, jak najbardziej. To wszystko także zależy od tego czy idę rano, czy wieczorem. Gdy idę o porannej porze, to wtedy zbieram myśli i staram się zorganizować cały dzień. Wieczorem zaś - pełen relaks. Piękność Dnia Medical Spa jest miejscem dość małym, ale właśnie dzięki temu czuję, że mam tam swoją prywatność. Wszyscy tam doskonale wiedzą jakie zabiegi lubisz, czego potrzebujesz.

 

 

A jakie są Twoje ulubione zabiegi?

 

Uwielbiam wszystko, co wyszczupla – jak chyba większość kobiet (śmiech). Przyznam, że próbowałam ICOONE i Lipoderm. Ten ostatni, to naprawdę coś fantastycznego. Genialnie wpływa na sylwetkę. Oprócz tego, stosuję liczne zabiegi na twarz. Ostatnio zdecydowałam się na INTRACEUTICALS – jest to zabieg, który ma na celu wprowadzenie, za pomocą presji powietrza, serum w skórę. Dodatkowym jego plusem jest to, że jest bardzo przyjemny, bo jednak wiele zabiegów boli.

 

 Zosia slotała

fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 


Dużo czasu poświęcasz na tego typu przyjemności?

 

W miarę możliwości bywam w Spa 2-3 razy w tygodniu. To jest część mojej pracy, w myśl maksymy: jak Cię widzą, tak Cię piszą. Jeżeli jestem wiarygodna, podobam się i inspiruję innych, to ludzie będą chcieli ze mną współpracować.

 

 

Podróże, Spa… . Co jeszcze Cię relaksuje?

 

Filmy! Uwielbiam je. Co ciekawe, jestem osobą, która utożsamia się z bohaterami. Ponadto, jest to dla mnie pewne źródło inspiracji – kostiumy, scenografia. W zależności od tego, czy oglądam Hitchcocka, czy serial Mad Men, czy np. teraz Wilka z Wall Street - to wszystko w pewnym stopniu znajduje odzwierciedlenie w mojej pracy.

 

 

Wspomniałaś o tym, że starasz się sporo podróżować. Jakie zauważasz różnice między modą polską, a tą zagraniczną?

 

Zacznę od tego, że trzeba trochę Polaków usprawiedliwić, bo jednak np. Włosi i Francuzi są „o wiele bardziej do przodu”. My jednak zostaliśmy bardzo „zranieni przez historię” – mieliśmy ograniczony dostęp do ubrań, nasze zestawy były szaro-białe. PRL czy druga woja światowa, wpłynęły na to, jak w tym momencie wygląda nasza sytuacja modowa. Różnice między modą polską, a zagraniczną nie wynikają z polskiego charakteru. Weźmy pod lupę obecne pokolenie. Jest ono zupełnie inne od pokolenia naszych rodziców, czy dziadków. Uważam, że mamy coraz więcej odwagi. Ja osobiście, zachęcam do tej odwagi, bo moda to jest też pewien sposób wyrażania siebie. Każdy z nas ma prawo być inny!

 

 

A między pokazami mody polskich i zagranicznych projektantów również widać znaczącą różnicę?

 

To ma zupełnie inny charakter. Byłam w Mediolanie i w Paryżu. Tam na najważniejszych Fashion Weeks są buyerzy, światowe ikony mody, fashion editors z całego świata, po to, by mieć pierwszemu dostęp do kolekcji. Czas decyduje czy dana kolekcja znajdzie się w Harrods lub Bergdorf Goodman. To jest również pośpiech, aby zdążyć z pokazu na pokaz. Czeka na Ciebie bus, szybko wsiadasz, nie możesz się spóźnić, bo musisz zająć miejsce w pierwszym rzędzie. U nas w Polsce, jest to zdecydowanie bardziej celebrowanie całego eventu. Fashion Week w Łodzi to wciąż, początkujący projektanci plus Ci, którzy biorą udział w tym wydarzeniu od początku. Pozostali mają oddzielne pokazy, które są wielkim eventem. Każda gwiazda jest wystrojona, przychodzi pół godziny później, bo przecież nie wypada być  wcześniej. Najgorsze według mnie jest to, że potem opowiada się jak była dana gwiazda ubrana, a dopiero na kolejnym miejscu mówi się o pokazie. To powinno ulec zmianie. Mam ogromną nadzieję, że dojdziemy do takiego momentu, gdy polski Fashion Week, będzie formułą podobny do tych zagranicznych i wtedy też buyerzy będą mieli łatwiejszy dostęp do kolekcji. Kiedy do tego dojdzie? Niestety nie wiem.

 

Jeżeli chodzi o organizację to muszę przyznać, że zachwyciły mnie dwa pokazy w Polsce. Pierwszy to prezentacja kolekcji Joanny Klimas. Projektantka pokazała światowy poziom, wykorzystując przestrzeń i możliwości miejsca, w którym odbyło się show. Drugi pokaz to ten, Łukasza Jemioła, który był zorganizowany z szykownym, paryskim gustem. Udowodnił on, że zaczynamy „deptać po piętach” projektantom światowej sławy.

 

 

Zosia slotałafot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 


Jak już jesteśmy przy temacie polskich projektantów - który jest Twoim ulubionym?

 

Nie mogę powiedzieć, że mam jednego ulubionego. Każdy z nich ma inny styl. Ja jestem zawodowo związana z marką JUST PAUL, która w związku z inną koncepcją komunikacji, nie organizuje pokazów mody. Uważam jednak, że każdy projektant ma coś fajnego do zaoferowania, ale trzeba to z głową łączyć – czy to  z sieciówkami, czy luksusowymi markami.

 

Często gdy jestem za granicą, ludzie mnie zatrzymują i pytają skąd mam dany element zestawu. Fajne jest to uczucie, kiedy mogę z dumą odpowiedzieć – from Poland. Cieszę się, gdy mogę promować naszą modę na świecie.

 

 

Ulubiony zagraniczny projektant?

 

Bardzo ceniłam Alexandra McQueena, którego projekty były na pograniczu sztuki. Jego kreacje były bardzo przemyślane, ale nie proste. Obecnie Lanvin i Alber Elbaz, który nawiązuje do całego zamysłu Jeanne Lanvin. Jest to swego rodzaju nowe wydanie, które wciąż jest zgodne z początkowymi projektami marki – jedwabie, ogromna biżuteria oraz futra.

 

 

Wspomniałaś, że nie potrafisz wskazać ulubionego polskiego projektanta, gdyż każdy z nich ma inny styl. Jaki jest Twój? W jakich kreacjach czujesz się lepiej?

 

Lubię miks. Na co dzień stawiam na wygodę, choć jest to kryterium dość względne bo to, co dla mnie jest wygodne, dla kogoś innego może takie nie być. Często wybieram casual, ale przełamany dość mocnym akcentem np. dużym naszyjnikiem.

 

 

Trafiłaś do showbiznesu jako dość młoda osoba. Nie przytłoczyło Cię to? Liczne komentarze, oceny, które jednak nie zawsze są pozytywne.

 

Showbiznes jest trudnym tematem. Poniekąd bardzo wciąga i albo masz, powiedzmy kolokwialnie „twardy tyłek”, silną psychikę i idziesz dalej, bo wiesz, że masz jakąś misję bądź cel, albo nie. Można go porównać do dżungli – albo przetrwasz, albo nie. Myślę, że ludzie, którzy rzeczywiście mają na siebie pomysł, są oryginalni i inteligentni - zawsze przetrwają.

 

 

Masz twardą psychikę?

 

Coraz bardziej (śmiech). Myślę, że ten najgorszy moment mam już za sobą. Polska mentalność często charakteryzuje się zawiścią i zazdrością, podejściem typu : „jeżeli ja nie mam, to czemu Ty masz mieć”. Nikt nie cieszy się z tego, że młoda dziewczyna odnosi sukces, a każdy chce Ciebie zdołować. Staram się nie czytać tych wszystkich komentarzy, nie reagować na to, nawet gdy są to osoby, które znam. Owszem, łamie mi to czasem serce, ale nie chcę odpowiadać i zaczynać dyskusji, która w większości przypadków nie ma sensu. Na pewno moment, w którym zaistniałam w show biznesie, to było swojego rodzaju reality check. Wtedy okazało się, kto tak naprawdę jest moim prawdziwym przyjacielem i jakie są powody ku naszej znajomości.

 

 Zosia Ślotała wywiad

fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 


Wiele osób to powtarza...

 

Musisz po prostu uświadomić sobie, że Ty jesteś tu po to, by pracować, a nie przyjaźnić się ze wszystkimi. Oczywiście, że każdy jest dla Ciebie miły, bądź nie. Zależy czy jesteś akurat teraz „na topie”. Ja staram się być jak najbardziej profesjonalna i miła. Nie jestem osobą interesowną. Uważam, że wszystkie zarówno te dobre, jak i złe rzeczy wracają – przysłowiowa karma.

 

Mnie osobiście cieszy nawet jeden, pozytywny komentarz. Może być 100 negatywnych, ale wystarczy, że jedna osoba napisze coś dobrego, a wtedy od razu czuję, że ktoś docenia to co robię, że jest to komuś potrzebne. Obecnie trwa okres studniówek i niesamowite było to, ile dziewczyn pisało do mnie z prośbą o porady w doborze stylizacji. Takie rzeczy naprawdę podnoszą na duchu.

 

 

Zosia kiedyś, a dziś?

 

Duża zmiana. Myślę, że to też jest kwestia dojrzewania i pracy. Wciąż mam w sobie taką małą dziewczynkę, może troszkę naiwną. Na pewno moją mocną stroną jest to, że potrafię cieszyć się, tak jak wspomniałam, z najmniejszych rzeczy. Uważam, że takie pozytywne myślenie bardzo pomaga. Nawet w tych słabszych momentach mam zawsze „do połowy pełną szklankę.”

 

 

Masz taki cel w życiu, który jak osiągniesz to stwierdzisz – ok, udało się?

 

Myślę, że nie mam, bo gdy dojdę do tego momentu, to co dalej? Jestem żądna wrażeń (śmiech). Momentem przełomowym w najbliższym czasie byłby na pewno mój własny program. Pracuję nad tym. Obecnie prowadzę swój cykl w DDTVN, chodzę na lekcje dykcji i autoprezentacji, bo jednak to wszystko jak np. mowa ciała, jest niesamowicie ważne. Teraz pracuję, a później mam nadzieję, że będę odcinać kupony (śmiech).

 

 

Karolina Malinowska przejęła teraz Twoją rubrykę w czasopiśmie Flesz…

 

To jest tak, że pewne formuły w Twoim życiu się kończą. Myślę, że teraz to, co Karolina będzie robiła jest fantastyczną sprawą. Ona zajmuje się bardziej streatwearem. To jest to, o czym rozmawiałyśmy wcześniej – coraz więcej ludzi czerpie inspiracje „z ulicy”. Powstaje dużo nowych marek, które zajmują się bardziej casualową modą. Cieszę się z tego, że jest ta nowa formuła. Gratuluję Karolinie i trzymam za nią kciuki. Ja sama mam już nowe pomysły i myślę, że już niedługo wszyscy dowiedzą się o moich nowych projektach, nad którymi aktualnie pracuję.

 

 

Jesteś pracoholikiem?

 

Teraz, gdy jestem singlem, zdałam sobie z tego sprawę, że rzeczywiście bardzo dużo czasu spędzam w pracy. Z drugiej strony - czemu nie, jeżeli sprawia mi to ogromną przyjemność? Moda jest moją pasją. Ona jest wszędzie dookoła mnie. Wspaniałe jest to, że jeszcze nigdy nie poczułam się tym zmęczona.

 

 

W imieniu swoim i całej redakcji LAMODE.INFO bardzo dziękuję za wywiad.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja