lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > SI-MI – WYWIAD Z BRAND MENADŻERKĄ POLSKIEJ MARKI, MONĄ KINAL
Lamode.info

SI-MI – WYWIAD Z BRAND MENADŻERKĄ POLSKIEJ MARKI, MONĄ KINAL

SI-MI – WYWIAD Z BRAND MENADŻERKĄ POLSKIEJ MARKI, MONĄ KINAL

Dodane przez Kamila Maria Żyźniewska
18 Lipiec '14

Przepastne okrycia wierzchnie, zwiewne sukienki, luźne T-shirty i kombinezony. Przy odrobinie kreatywności, proste fasony zyskują oryginalne i wymyślne formy. Ubrania, zamknięte w palecie  stonowanych kolorów, można zestawiać ze sobą na szereg różnych sposobów. Jeżeli szukacie na polskim rynku, wielofunkcyjnych ubrań, które zagwarantują Wam nieograniczone możliwości w stylizacji, to zapamiętajcie nazwę Si-Mi.

 

Niedawno, mieliśmy okazję porozmawiać z brand menadżerką tej młodej polskiej marki, Moną Kinal, która opowiedziała nam o koncepcji Si-Mi, przyszłych planach oraz o jej udziale na Audioriver Fashion Day, podczas zbliżającego się festiwalu muzycznego Audioriver.

 

 

Si-Mi                                                                                                       fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

Jakie były początki marki Si-Mi?


Marka powstała w połowie 2013 roku. Założył ją Janusz Bielenia, który od lat zajmuje się szyciem na miarę garniturów męskich oraz pochodnych im damskich marynarek, koszul i garsonek. Janusz od wielu lat ma dostęp do bardzo dobrej jakości tkanin we Włoszech i stamtąd też bierze swoje materiały. Miał również mnóstwo tkanin, których nie używał. Kupował je, bo był nimi zachwycony. Dlatego zdecydował, że w pracowni na Szaserów w Warszawie, stworzy również drugą linię, która będzie mogła bazować na różnych ciekawych materiałach i deseniach. Postanowił, że będzie ona bardziej streetowa, bardziej każualowa oraz sprzedażowa. Jak wiadomo, szycie na miarę wprowadza więcej ograniczeń. Ja, wówczas pracując dla jednego z butików internetowych, szukałam marek bardzo różnych, które miałyby potencjał sprzedażowy, a zarazem takich, które byłyby ciekawe pod względem designu, a jednocześnie dobrych jakościowo. Tak też zetknęłam się z Januszem, marką Si-Mi i faktycznie wprowadziłam te projekty do sprzedaży.

 

I jakie były pierwsze efekty współpracy?


Ku zaskoczeniu Janusza, mojemu zaskoczeniu nie, wiedziałam, że te rzeczy będą się sprzedawać. Zauważyłam, że mają swój potencjał pod względem designu, materiałów, ceny, a także jakości. I faktycznie tak się stało. Od razu zaczęły się sprzedawać, mimo że marka była jeszcze młoda. Ludzie sami zweryfikowali, że ten koncept jest dobry i potrzebny. A był to nowy koncept na rynku, który polegał na tym, że te rzeczy miały funkcjonować  trochę na zasadzie fast fashion, w przystępnej cenie, a jednocześnie miały być w dobrym designie i w dobrej jakości. Chodziło o to, że nie ma kolekcji, ani sezonów. Nie ma czegoś takiego, że pojawia się sześćdziesiąt rzeczy w lutym i one pokutują do września czy sierpnia. Tu jest tak, że co miesiąc wchodzą do sprzedaży nowości. Jest jeden styl, czyli styl londyńskiej ulicy, ale ludzie mogą interpretować go dowolnie. Jest pewien temat, już z góry założony, ale co miesiąc pojawia się kilkanaście do kilkudziesięciu nowych modeli. To są często zupełnie nowe rzeczy, szyte z nowych materiałów, ale również nowe odsłony istniejących modeli. Dzięki temu klient ma szeroki wybór, nie ma nudy, jest dynamika sprzedaży.

 

Macie jakiś hit sprzedażowy?


Jest ich wiele – to np. słynne futrzaki Si-Mi, które od początku robiły furorę. Najpierw były czarną kurtką, a ponieważ świetnie się przyjęły, powstały zupełnie nowe wersje – np. szare z długim rękawem. Powstały też kamizelki - z kapturem i bez kaptura. Ten koncept jest kontynuowany. Na wiosnę i lato powstały lżejsze wersje tych futrzaków w kolorach beżowym i ecru, kurtki i kamizelki. Z cieńszych materiałów, ale nadal z fakturą futrzaka. I faktycznie ludzie kupują je bez względu na to, czy jest to zima czy nie. Wiedzą, że mogą wykorzystać je w stylizacji na różne sposoby i na każdą pogodę, w każdym momencie w roku, np. na T-shirt, kiedy jest ciepło, a jak jest zimno – na kurtkę skórzaną czy bluzę. To więc dobra inwestycja. I taki jest koncept tych wszystkich rzeczy - wdzianek w kratkę, koszul czy sukienek. Chodzi o koncept mody bardzo funkcjonalnej, trochę na zasadzie total looku, jeżeli chodzi o stylizację. Wszystkie rzeczy możesz ze sobą łączyć i one zawsze będą do siebie pasować. Bez względu na pogodę, porę roku czy trendy. Oczywiście wiele z tych rzeczy wpisuje się w trendy, ale bardziej chodzi tu o styl. Są praktyczne, bo wiele z nich to fasony oversize, pasują więc na różne typy sylwetki.

 

Tym sposobem, zdecydowałaś się na bezpośrednią współpracę z Si-Mi.


Zostałam zaproszona do poprowadzenia Si-Mi w roli brand menadżera, zgodziłam się, bo wierzę w ten koncept i w tę markę. Widzę również, że marka jest bardzo dobrze przygotowana biznesowo. Ma zaplecze - materiały oraz stały dostęp do nich, nowości mogą wchodzić non stop, bo są krawcowe i konstruktorzy, którzy pracują tylko dla Si-Mi. W związku z tym, są w stanie sprostać bieżącemu zapotrzebowaniu i sprzedaży w różnych kanałach. Dlatego teraz marka poszerza swoją działalność. Został otwarty własny sklep online, poszerzane są źródła sprzedaży online o inne platformy, takie jak np. BoutiqueLaMode.com. Staramy się, żeby we wszystkich kanałach sprzedaży była dywersyfikacja produktów, aby nie było efektu „kanibalizacji”. Marka może doszywać nowe wersje, w związku z tym, jest w stanie zaoferować każdemu miejscu coś innego, nowego, co też myślę, że jest fajne dla klientów. Ci, którzy lubią markę, znajdują ją wszędzie. Jeżeli dana rzecz ich zainteresuje, to nie ma znaczenia, czy są przyzwyczajeni bardziej do jakiegoś jednego źródła. Ubrania Si-Mi będą również wprowadzane do wybranych punktów stacjonarnych w całej Polsce. Są to oczywiście starannie dobrane miejsca, które muszą odpowiadać klimatem. Nie chodzi o to, żeby to była marka masowa. Ale chodzi o to, żeby zachować ducha i atmosferę tej marki.

 

 

Si-Mi                                                                                                           fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 

 

 

Bezsezonowość kolekcji daje nieograniczone możliwości, jeśli chodzi o tworzenie czegoś nowego. Czy planujecie jakieś dodatkowe przedsięwzięcia, jak np. limitowane kolekcje?


Tak jak powiedziałaś, pole do popisu jest spore pod każdym względem. Na razie mamy rzeczy damskie lub uniseks. Na HUSH’u w Warszawie, wśród klientów pojawiło się wielu facetów, chociaż te rzeczy w ogóle nie były dla nich przewidziane. A jednak przychodzili i je kupowali. Dużym powodzeniem cieszyły się np. bluzy moro. Wszystkie wykupili faceci, co było niespodzianką. Są oczywiście luźne wdzianka, więc jeśli facet dobrze się w nich czuje i mieści, to faktycznie je kupuje. W tym momencie nie ma jeszcze jako takiej linii męskiej, ale będzie na jesieni. I to jest kolejny naturalny etap w rozwoju marki, bo panowie rzeczywiście przychodzą, pytają, więc tym samym zachęcają markę, żeby stworzyła te same modele dla nich. Idąc dalszym tropem, oczywiście myślimy również o projektach specjalnych. Nie ma jeszcze konkretnego pomysłu i nie myślimy jeszcze o żadnej konkretnej osobie, która zrobi dla nas swoje modele, ale nie wykluczamy tego. Myślę, że Si-Mi bez problemu może angażować się w tego typu projekty, bo nie kłóci się to z polityką marki, a to właśnie dzięki konceptowi, który reprezentuje.

 

Tak jak wspominałaś, Wasze ubrania cieszą się także dużym zainteresowaniem wśród mężczyzn. A jacy dokładnie klienci są zainteresowani marką Si-Mi? Jesteś w stanie określić ich profil?


Od początku było wiadomo, do kogo te ciuchy są adresowane. W taki sposób psychograficzny, jak ja to nazywam. Niekoniecznie ważne jest to, ile kto ma lat, czy jest z dużego miasta i ile zarabia. Chodzi o konkretny styl życia oraz bardziej o to, jaka ta osoba jest. Opisałabym ją jako dynamiczną, niezależną, ceniącą sobie wolność wyboru i wyrażania siebie, wolność stylizacji. Jest to osoba, która ma pasje, otwarta na świat, która często podróżuje i którą inspiruje duch miasta. Myślę, że to jest najważniejsze - wolność, niezależność, dynamika życia. Ta marka dokładnie taka jest.

 

Widać również, że ubrania Si-Mi dają nieograniczone możliwości stylizacji.


Osoby, które odnajdują się w tej modzie, potrafią zinterpretować ją po swojemu. Kupią jedną rzecz i połączą ją ze swoją garderobą, albo kupią cały look i jeszcze coś nowego w nim wynajdą. Ostatnio przyszła pani, która założyła taką zwiewną rozkloszowaną sukienkę z topem. Odkryła w niej coś fajnego i zaczęła się nią bawić i wiązać w zupełnie nowy sposób. Stylizując ją wcześniej, w ogóle nie myśleliśmy o niej w takim sensie. Wyszła naprawdę świetna rzecz. Okazało się, że można z niej stworzyć jeszcze kolejne warianty. Związana z przodu w krótszej wersji, związana z tyłu – w dłuższej, związana asymetrycznie po bokach – w jeszcze innej. Te ubrania dają nieograniczone możliwości ludziom z wyobraźnią. Wiele modeli jest też wielofunkcyjnych z założenia, bo chcemy dać klientom więcej.

 

 

Si-Mi                                                                                                           fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 

 

Planujecie jakieś działania na zagranicznym rynku?


Oczywiście, jak najbardziej planujemy. Nie ukrywam, że już są zapytania. Skupiliśmy się teraz chwilowo na Polsce. Niedawno było otwarcie sklepu na Mokotowskiej oraz własnego sklepu online, wprowadzamy markę do innych internetowych butików, ale kolejnym naturalnym etapem jest wyjście na świat. Nie boimy się tego wyjścia, ani tych zamówień. Nie będziemy mówić: O matko, wpłynęło nam pięćdziesiąt zamówień i nie ma, gdzie tego odszyć. To nie jest żaden problem, bo nic nas nie ogranicza. Styl i koncept są, mamy modele i możliwości operacyjne.

 

Czyli macie już zagranicznych klientów?


Bardzo dużo cudzoziemców przychodzi do nas do butiku. Wśród klientek pojawiły się panie z Izraela, ze Skandynawii, Francji czy ze Stanów Zjednoczonych. Przychodzą do nas i widzą normalną markę, z którą mają do czynienia u siebie. Nie trzeba im niczego tłumaczyć, ani do niczego przekonywać, bo marka  jest fajna, luźna i bez nadęcia. Przychodzą do nas panie ubierające się w bardzo różnym stylu. Nie brakuje też takich, które mają bardzo trudne figury. One też znajdą coś dla siebie, bo w ofercie Si-Mi są luźniejsze kroje oversize, takie jak nietoperze,  proste sukienki w większych rozmiarach, albo ubrania, które można stylizować z paskiem.

 

 

Si-Mi                                                                                                           fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 

 

Zbliża się festiwal muzyczny Audioriver, na którym również będziecie obecni podczas Audioriver Fashion Day. Ostatnio da się zauważyć tendencję, że tego typu wydarzenia coraz częściej otwierają się na modę. Jakie są dla Was atuty pokazywania się w tego typu miejscach?


Tutaj chciałam poruszyć kilka wątków. Po pierwsze w przekonaniu marki Si-Mi, moda i muzyka są ze sobą bardzo spójne. Si-Mi to również po części moda festiwalowa. Jest w niej duch wolności, wyrażania siebie i realizowania własnych pasji. W wystroju naszego sklepu mamy deki, żeby oddać styl londyńskiej ulicy. Są winyle, jest mikser i są głośniki. Jak ktoś chce sobie pograć na dekach, to oczywiście nie ma żadnego problemu. To jest bardzo otwarte miejsce i pewien otwarty koncept, dlatego u nas muzyka bardzo przeplata się z modą. Naturalnym miejscem na zaprezentowanie marki jest dla nas Audioriver. Nie dość, że muzyka jest elektroniczna, to jeszcze idealnie współgra z charakterem marki.  Tak jak w Londynie, na Bricklane, gdzie na zewnątrz wystawiają się sklepy. Jedni robią sobie fryzury, inni make -up, jeszcze inni gotują, a kolejni sprzedają modę. Ta ulica żyje i nie jest zamknięta tylko dla butików. Świetny jest również ten konkurs, w którym producenci zgłaszali swoje kawałki pod Si-Mi, a jeden z nich włączymy później do filmiku marki. Strasznie kibicujemy takim inicjatywom i bardzo chętnie się w nie angażujemy. Z drugiej strony fajnie, że takie festiwale się otwierają, ponieważ dają ludziom możliwość bezpośredniego kontaktu z polską modą. Jest to oczywiście świetna forma promocji i zwiększenia zasięgu. Myślę, że jesteśmy naturalnym partnerem dla takich inicjatyw i na pewno, jeżeli będą takie możliwości, będziemy chętnie się w nie angażować. 

 

Ostatnio coraz częściej używa się takich pojęć jak „moda festiwalowa”. W pewnym sensie jest ona traktowana jako coś niezależnie istniejącego od mody ulicznej. Sporym zainteresowaniem cieszy się moda prezentowana na takich festiwalach jak Coachella. Wcześniej tego nie było. Widzisz jakieś podstawowe różnice między modą uliczną a festiwalową?


Oczywiście widzę te różnice. W zasadzie każdą moją stylizację można byłoby nazwać festiwalową. To jest wciąż styl miejski, ale bardziej odważny, gdzie normalny człowiek na co dzień raczej tak odważnie się nie ubiera. Mam na myśli np. odkryty brzuch, albo jakieś kapelusze czy dodatki wplecione we włosy. Taki jest styl festiwali typu Coachella czy Glanstonbury, gdzie łączy się kalosze z szortami i marynarką wojskową. Kiedy ktoś na co dzień nie chce pokazywać bielizny czy pleców, to na festiwalu nie ma z tym problemu. Modę festiwalową można nazwać modą uliczną, która idzie kawałek dalej, pozwala sobie na więcej ekstrawagancji, nonszalancji i zabawy. Można z przymrużeniem oka podejść do niektórych tematów i pokusić się o jakiś mały eksperyment. Taka jest moja interpretacja. Mnie się to bardzo podoba, stąd cieszę się, że Si-Mi idzie właśnie w tę stronę i promuje taki rodzaj odwagi na co dzień.

 

A na którego artystę z line up’u Audioriver czekacie najbardziej?


Oczywiście interesuje nas Damian Lazarus, Loco Dice, Maetrik, Nina Kraviz,  DJ Koze i Guy Gerber. Kibicujemy też An On Bast. Wolimy raczej mocniejsze, undergroundowe klimaty muzyczne, takie brzmienia są nam bliższe. Sporo jeździliśmy po tego typu imprezach, w zasadzie od początku tworzyliśmy kulturę klubową w Polsce, dlatego fajne jest to, że moda tym razem spotyka się właśnie z taką muzyką. Będzie to miły powrót do korzeni.

 

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja