lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > KAS KRYST – WYWIAD Z PROJEKTANTKĄ
Lamode.info

KAS KRYST – WYWIAD Z PROJEKTANTKĄ

KAS KRYST – WYWIAD Z PROJEKTANTKĄ

Dodane przez Kamila Maria Żyźniewska
26 Kwiecień '14

 

W zeszłym roku wybraliśmy się z wizytą do Młodych Polskich Projektantów, butiku i showroomu wypełnionego po brzegi niezależną polską modą – miejsca, w którym znajdziecie mnóstwo ciekawych ubrań i dodatków. Pomysłodawczynią całego projektu jest Kas Kryst, tegoroczna absolwentka Międzynarodowej Szkoły Kostiumografii i Projektowania Ubioru, młoda projektantka, która od kilku sezonów regularnie prezentuje swoje kolekcje podczas FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

 

Niedawno, nasza redakcja wyróżniła jej kolekcję dyplomową, której całość zobaczymy już 9 maja w Łodzi. Z tej okazji postanowiliśmy porozmawiać z nią o przygotowaniach do zbliżającego się pokazu, o jej największych fascynacjach oraz dalszych planach związanych z rozwojem jej autorskiej marki. Tym razem, wybraliśmy się do niej z prywatną wizytą i odwiedziliśmy ją w mieszkaniu. 

 

 

 

Kas Kryst

                                                                                                          fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

Trochę się zmieniło od czasu naszej ostatniej wizyty w MPP.

 

Zgadza się. Pojawili się nowi projektanci. Wśród nich takie marki jak RAW, Podsiadlo, WOODY okulary drewniane, Thunder Blond, MoMi-Ko czy bransoletki US. Cały czas się rozwijamy. Dodatkowo pojawiło się mnóstwo nowości. Obecnie większość z nas przygotowuje się do zbliżającego się FashionPhilosophy Fashion Week Poland.

 

No właśnie. Jak atmosfera przed pokazem w Łodzi?

 

Przed Fashion Weekiem trochę nerwów. Zaczęłam współpracę z nową konstruktorką i krawcowymi na kilka tygodni przed pokazem, więc ta zmiana wiąże się z dodatkowym stresem. Na szczęście trafiłam na bardzo profesjonalne i zdolne osoby, powoli się docieramy i myślę, że efekt finalny będzie świetny.

 

Kiedy zaczęłaś poważnie myśleć o projektowaniu?

 

Przez pięć lat studiowałam psychologię, ale po jakimś czasie stwierdziłam, że wcale nie chcę tego robić. Od zawsze interesowałam się ubraniami i może dlatego uznałam, że właśnie to jest to, czym tak naprawdę chcę się zająć. Nie chciałam się wyprowadzać, dlatego zdecydowałam się na MSKPU w Warszawie. Od początku założyłam sobie, że idę do tej szkoły i robię coś swojego. Już na pierwszym roku zrobiłam pod okiem Michała Szulca swoją pierwszą kolekcję, a na drugim roku zadebiutowałam na Fashion Weeku i tak to się zaczęło.

 

A skąd pojawił się u Ciebie pomysł studiowania psychologii?

 

Wiesz, po zdaniu matury, w wieku 19 lat, w ogóle nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Wiedziałam, że jestem bardziej humanistycznym umysłem, więc zdecydowałam się na psychologię. Ponieważ tańczyłam przez czternaście lat i zawsze myślałam, że będę trenerem tańca, to pomyślałam, że pójdę na psychologię ze specjalizacją psychologia sportu i połączę bycie trenerem i psychologię w jedną całość. W trakcie studiów zmieniłam swoją specjalizację na psychoterapię uzależnień. Na tyle zainteresowałam się tym tematem, że założyłam sobie, że będę leczyć ludzi. Jak wiadomo, musiało minąć trochę czasu, zanim zdecydowałam, co tak naprawdę chcę robić w życiu. W wieku dziewiętnastu lat nie wiedziałam praktycznie nic. Wszystko stało się przypadkiem. Podobnie mogę powiedzieć o projektowaniu. Z pewnością nie podzielę się z Tobą historią typu „jak byłam mała, to szyłam ubranka dla lalek”. To nie ta historia (śmiech).

 

 

 

Kas Kryst

                                                                                                          fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

Kiedy już znalazłaś się w gronie studentów MSKPU, to jakie możliwości dała Ci szkoła? Miałaś swojego ulubionego wykładowcę?

 

Numerem jeden jest oczywiście Michał Szulc. Zawsze to powtarzam, że spotkanie tego człowieka otworzyło mi umysł i oczy na to, że faktycznie mam talent. To właśnie on wspierał mnie i motywował do pracy. Dzięki niemu przekonałam się, że obrałam właściwy kierunek. Kontakt z nim był z pewnością jednym z najcenniejszych doświadczeń w czasie studiowania na MSKPU. Oprócz tego, doceniam takie przedmioty jak materiałoznawstwo, konstrukcja ubioru czy szycie, czyli czysto praktyczne zajęcia, które pomogły mi właśnie przy projektowaniu.

 

Czy jako studenci szkoły projektowania czuliście między sobą jakąś rywalizację?

 

Wydaje mi się, że nie. Tak jak już wspominałam – od samego początku wyszłam z założenia, że od razu robię swoje. Uczyłam się, korzystałam ze wszystkiego jak najwięcej i od razu założyłam własną markę. Większość uczniów miało zupełnie inny plan działania, w którym najpierw pojawiła się nauka, a dopiero po skończeniu szkoły – stworzenie własnej marki. Z tego względu nie czułam żadnej konkurencji. Każdy tak naprawdę ma własną estetykę i robi swoje, więc nie myśleliśmy o tym w ten sposób. Na dyplomach raczej sobie pomagaliśmy.

 

A skąd wzięła się u Ciebie fascynacja czernią?

 

Przy projektowaniu skupiam się przede wszystkim na tkaninie, na zróżnicowaniu faktur, a do koloru nie przywiązuję aż tak dużej wagi. W październiku zrobiłam kolekcję, w której pojawiło się więcej kolorów. Teraz znów powróciłam do czerni, bo myślę, że w niej się najlepiej czuję i odnajduję. Przy tworzeniu kolekcji, bardziej lubię zajmować się konstrukcją i fakturami, niż kolorem.

 

Jednak przy okazji Twojej ostatniej kolekcji, powiedziałaś mi, że kolor był dla Ciebie eksperymentem. Teraz wróciłaś znów do czerni, więc można ją potraktować jako charakterystyczny element Twojego stylu.

 

Trudno powiedzieć, czy w przyszłości nie będę jeszcze eksperymentować z kolorem. Ja nigdy nie mówię nigdy, więc bardzo możliwe, że za rok będę tworzyć w pastelach (śmiech). Jestem bardzo zadowolona z mojej ostatniej kolekcji i myślę, że ten eksperyment z kolorem się udał. Raczej nie było negatywnych opinii. Tym razem chciałam wrócić do korzeni (śmiech). Tak naprawdę wszystko zależy od tego, co w danym momencie mnie zainspiruje.

 

Czerń się jednak zawsze sprawdza. Ludzie ją kochają. Co według Ciebie jest w niej takiego wyjątkowego?

 

Myślę, że czerń jest bezpiecznym kolorem. Łatwiej jest się ubierać na czarno, bo wszystko do siebie pasuje. Jest to kolor elegancki. Mówi się, że to kolor artystów. Dla mnie odcieni czerni jest tak dużo, że uważam, że moja kolekcja jest bardzo kolorowa. Każda faktura łapie zupełnie inne światło, co sprawia, że czerń jest albo bardzo głęboka, albo wchodzi w szarość. Właściwie to ja się bawię tą czernią, tak jakbym bawiła się kolorem.

 

 

 

Kas Kryst

                                                                                                          fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

A kto ubiera się u Kas Kryst?

 

Zawsze myślałam, że moje kolekcje docierają do bardzo młodych osób, ponieważ wpisują się w charakter tzw. mody streetowej. Jednak podczas targów HUSH Warsaw dowiedziałam się, że moje ubrania lubią osoby po czterdziestce czy po pięćdziesiątce. Okazuje się, że szyję dla każdego, kto po prostu dobrze czuje się w moich ubraniach. Nie szufladkuję moich kolekcji, nie mówię, do kogo są adresowane.

 

Czujesz się lepiej w projektowaniu mody męskiej czy damskiej?

 

Jak projektowałam „bunch-bunch”, czyli kolekcję, którą pokazałam rok temu, to czułam się świetnie w projektowaniu męskim. Nigdy wcześniej nie robiłam męskich sylwetek i wtedy doskonale w tym się odnalazłam. Przy tworzeniu wiosenno-letniej kolekcji 2014, poczułam się lepiej w modzie dla kobiet. Teraz zrobiłam więcej damskich sylwetek, ale czuję, że męskie mogą być mocniejsze. Lubię ubierać mężczyzn, bo projektuje się dla nich mało ubrań i jak już coś znajdą dla siebie, to są bardzo szczęśliwi. Jest znacznie więcej marek dla kobiet, a mężczyźni zawsze narzekają, że nie mają, w co się ubrać. Kiedy mam wśród nich klientów, to są to faktycznie stali klienci.

 

Masz jakichś ulubionych projektantów?

 

Nie jestem w stanie podać Ci jednego nazwiska. Lubię to, co tworzą Raf Simons, Damir Doma, Public School, Acne Studios, KTZ, Alexander Wang, Alexander McQueen, Comme des Garçons, Yohji Yamamoto, Givenchy i Dries Van Noten.

 

Porozmawiajmy teraz o Twoich fascynacjach. Wiem, że jedną z nich jest właśnie Nowy Jork. Czy to miasto ma jakieś przełożenie na modę, którą projektujesz?

 

Zawsze jak tam przyjeżdżam, to całkowicie zmienia mi się myślenie. Ludzie są tam zupełnie inni. Nikt nie zwraca na ciebie szczególnej uwagi, nikt cię nie ocenia. Każdy się gdzieś spieszy, bo to jest bardzo szybkie miasto i ludzie tam bardzo szybko żyją. Mam wrażenie, że wszyscy są tam uśmiechnięci. To nie jest kultura amerykańska, bo ja oddzielam Nowy Jork od Ameryki. Nowy Jork jest multikulturowy. Uwielbiam to miasto za wszystko. Zawsze chcę do niego wracać i nigdy mi się nie znudzi. Czuję się tam naprawdę dobrze. Pewnie życie w Nowym Jorku nie byłoby takie łatwe, bo jest cholernie drogo!

 

Rozumiem, że wyprowadzka przeszła Tobie przez myśl?

 

Wiadomo (śmiech).

 

A obserwujesz nowojorską modę i związane z nią środowisko młodych projektantów?

 

To jest tak ogromna scena, że jak sobie wyobrażam, że miałabym tam zacząć projektować i się jakkolwiek wybić, to nie wiem, co by musiało się stać. Czuję, że to jest ciężki rynek. W Polsce, w porównaniu do Nowego Jorku czy jakiejkolwiek stolicy mody, o wiele łatwiej jest się przebić. W ogóle nie mam jakiegokolwiek pojęcia, jak to jest wśród młodych projektantów w Nowym Jorku. W Polsce wydaje się to o wiele prostsze. Zgłaszasz się na Fashion Week, masz pokazy i możliwe, że ktoś cię zauważy.

 

Mówimy o konkurencji za granicą. A jak to wygląda na polskim rynku? Da się ją odczuć?

 

W ogóle na to nie patrzę. To znaczy, interesuję się konkurencją i tym, co się dzieje na rynku, ale ponieważ jest taka lawina nowych marek i nowych projektantów, to trochę nie nadążam. Oczywiście, interesuję się tymi, którzy pokazują swoje kolekcje na Fashion Weeku, albo tymi, którzy nagle zrobili coś, co jest oszałamiające, np. Michał Mrzygłód, który zrobił cudowną kolekcję. Mogliśmy ją zobaczyć na zdjęciach Daniela Jaroszka, który jest zresztą moim fotografem. Takich perełek jest więcej, a jednak nie sposób się odnaleźć w tych tysiącach marek. I coś czuję, że po tych wszystkich programach telewizyjnych z projektantami w roli głównej, będzie ich jeszcze więcej.

 

No właśnie. Moda stała się po prostu modna. To dość banalny i często powtarzany wniosek, ale jednak bardzo trafny. Myślisz, że kiedy moda nie była aż tak popularna w Polsce, projektantom było łatwiej zaistnieć?

 

Wydaje mi się, że było i trudno i łatwo, dlatego, że wtedy w Polsce moda autorska raczkowała i jak pojawił się jakiś projektant, to faktycznie łatwiej mu było się wypromować, bo była zdecydowanie mniejsza konkurencja.

 

Jednak teraz mamy Internet. To otwiera nowe możliwości.

 

Internet jest o tyle fajną platformą, szczególnie jeśli chodzi o media społecznościowe, takie jak Facebook. Zakładasz swój fanpage, dzięki któremu możesz dotrzeć do każdego i mieć bezpośredni kontakt z klientem. Kto pozostanie na rynku, to okaże się z czasem. Tak naprawdę wszystko zależy od sprzedaży i to jest największy problem młodych polskich projektantów. Ich ubrania nie sprzedają się jeszcze aż tak dobrze.

 

Myślisz, że to się zmieni?

 

Mam nadzieję. Myślę, że z czasem to się wyklaruje i ludzie zaczną kupować polską modę. Ceny ubrań od projektantów są porównywalne do tych z sieciówek, a jakość tych projektów jest znacznie lepsza. Poza tym jest dizajn, więc chyba warto. Zobaczymy, to pokaże czas. Może programy telewizyjne, takie jak np. Project Runway, zmuszą ludzi, żeby się jakoś bardziej interesowali projektantami.

 

 

 

Kas Kryst

                                                                                                         fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

No właśnie. A czy Ty wystąpiłabyś w programie typu „Project Runway”?

Zdecydowanie nie. Przede wszystkim nie czuję się dobrze przed kamerą. Poza tym nie wiem, czy to jest najrozsądniejsza droga. Widzę, jak telewizja potrafi przedstawić człowieka i pewnie ci wszyscy występujący w programie projektanci, nie są takimi osobami, za jakie ich mamy. W telewizji kreują rzeczywistość na nowo, więc nie wiem, kim tak naprawdę bym była. Może wariatką, albo zamkniętą w sobie dziewczynką. Nie chciałabym się czemuś takiemu podporządkowywać. To oczywiście mogłaby być bardzo łatwa droga i być może zostałabym gwiazdą, jednak nie chciałabym siebie sprzedawać w ten sposób. Kibicuję tym ludziom i mam nadzieję, że im się poszczęści, jednak sama nie chciałabym tak ryzykować.

 

Wracając do tematu Internetu, współpracujesz z blogerami?


Mam kilku ulubionych, którym dopinguję, bo uważam, że są dobrzy w tym, co robią. Ogólnie temat mi się przejadł. Trochę inaczej wyobrażałam sobie tę współpracę. Wydawało mi się, że jesteśmy takim zamkniętym środowiskiem, które powinno się wspierać, że blogerki powinny wspierać młodych projektantów. A jednak to nie jest takie kolorowe. Wszystko tak naprawdę zależy od kasy, a one chciałyby wszystko dostawać za darmo. Nie widzę sensu w tego typu współpracy.

 

Taka współpraca nie wpływa na sprzedaż?


Próbowałam, ale nie. Blogerki zazwyczaj są obserwowane przez młode osoby, które nie są zainteresowane kupowaniem u projektantów. Nawet jak blogerka założy rzecz od projektanta, to ludzie szukają czegoś podobnego, ale z sieciówki. Często pojawiają się pytania w komentarzach, czy coś takiego można znaleźć taniej.

 

Jak myślisz? Skąd w ludziach tkwi to przekonanie, że ubrania z sieciówek są znacznie tańsze, niż te od młodych polskich projektantów?


Wiesz, jak zapytasz kogoś o nazwisko polskiego projektanta, to wymieni Tobie Zienia, Wolińskiego, Baczyńską czy Jemioła. To są super projektanci, tylko że jest to zupełnie inna liga. Oni ubierają czerwony dywan, ubierają gwiazdy, więc wiadomo, że ich ceny są znacznie wyższe. Wydaje mi się, że ludzie kojarzą sobie ubrania od projektanta z czymś bardzo ekskluzywnym. Mam wrażenie, że nikomu nie chce się nawet wchodzić na platformę internetową i sprawdzać, jakie rzeczywiście są ceny. Odwiedzając takie miejsca jak MPP (Młodzi Polscy Projektanci), można się przekonać, że mamy wszystko – od bielizny po okrycia wierzchnie. Można ubrać się fajnie od stóp do głów, a ceny nie różnią się od tych z Zary. Zobaczymy.

 

 

Kas Kryst

                                                                                fot. Jakub Pleśniarski/ LAMODE.INFO

 

 

 

Jak wpadasz na pomysł stworzenia kolekcji?


Czasem jest tak, że siedzę, siedzę i nic nie mogę wymyślić. Zazwyczaj to jest przypadek. Najczęściej jest tak, że idę do hurtowni, szukam tkanin i to właśnie tkanina mnie inspiruje. Wtedy robię pierwszą sylwetkę, bo czuję, że z tej tkaniny będzie coś wyjątkowego. Następnie rozwijam ją w jakąś historię. Kiedy tworzyłam moją ostatnią kolekcję, zainspirowałam się latami 80. Punktem wyjścia były powiększone ramiona i mocno podkreślona talia. Korzystałam też z Tumblra i oglądałam mnóstwo zdjęć z tamtej dekady. Przeglądałam albumy moich rodziców z lat 80. i dzięki tym wszystkim inspiracjom, wiedziałam, że  w tym kierunku chciałam iść. Inspirować może cię wszystko- czasem to jest tkanina, czasem jakieś zdjęcie, innym razem jakaś osoba, którą mijam na ulicy. Zawsze projektuję z myślą o ulicy, bo tak chcę widzieć ludzi, których na niej spotykam. Niekoniecznie oczywiście w czerni, bo jakby wszyscy chodzili na czarno, to naprawdę byłoby smutno. Czuję, że te ubrania są takie, jakie chciałabym widzieć. Nie na czerwonym dywanie, nie na gwiazdach. Nawet nie mam takiej gwiazdy, którą chciałabym ubierać. Projektuję dla zwykłych ludzi.

 

A jak przekonać tych zwykłych ludzi, żeby zaczęli wreszcie bawić się modą. Jak wiadomo, nie wszystko, co cieszy się dużym powodzeniem za granicą, odnajdzie się na polskim rynku. W Polsce ludzie wolą ubierać się bezpiecznie i nie do końca rozumieją, czym jest zabawa modą.


Projektanci bezpiecznie projektują ze względu na to, że boją się, że to się nie sprzeda. Nie każdy zdecyduje się  na zaprojektowanie np. różowego garnituru, właśnie z tego powodu. To racja, że w Polsce ludzie ubierają się bardzo bezpiecznie. Ulice raczej są nijakie. Nie wiem, może to jest zakorzenione w naszej mentalności, że ludzie nie lubią wyróżniać się z tłumu. Londyn jest tak kolorowy, że właściwie każdy wygląda tam inaczej.

 

A może po prostu ludzie boją się nowości? Może muszą do wszystkiego się przyzwyczaić?


No dokładnie. Nie wiem, nawet jak patrzę na ten Przegląd Warszawski, który prowadzi Ewa Kosz (przyp. red. moda uliczna na portalu Wars Sawa Junior), gdzie można zobaczyć naprawdę świetnie ubranych ludzi, to często pojawiają się komentarze typu „co to za dziwadło”. Ludzie chyba do końca tego nie rozumieją i są bezpieczni w tej swojej modzie. Albo w ogóle nie zwracają uwagi na modę i  uważają, że to jest coś głupiego, przyziemnego i nie warto się nią interesować. Właściwie najlepiej ubierają się ci, którzy są w środowisku modowym, co nie?

 

Racja.


Albo ci, którzy interesują się modą, choć jest ich naprawdę bardzo mało. Nie wydaje mi się, żeby ludzie jakoś szczególnie przywiązywali do tego wagę. Mój chłopak, który bardzo mi kibicuje i jest w to wszystko bardzo zaangażowany, sam nie zwraca uwagi na modę. Oczywiście, jak mu coś uszyję, to założy chętnie, ale raczej nie przywiązuje większej wagi do tego co ma na sobie.

 

Ludzie od zawsze lubili oceniać innych. Oprócz pozytywnych reakcji, pojawiają się również te nieprzychylne opinie, o których już wspominałaś. Zamknijmy jednak temat tego typu krytyki, bo jak wiadomo ze względu na poziom wypowiedzi, nie ma ona żadnej wartości. A co powiesz o konstruktywnej krytyce? Czy jako projektantka jesteś na nią przygotowana? Liczysz się z nią?


Wiesz, projektant, który tworzy swoją kolekcję, myśli, że ona jest najpiękniejsza na świecie, więc jak spotyka się z krytyką, to oczywiście jest zawiedziony, a czasem zbulwersowany nieprzychylną reakcją. Myśli sobie, że przecież jemu to się podoba, że to jest jego i dlaczego ktoś mu to niszczy. Oczywiście, cenię sobie konstruktywną krytykę, którą popełnia np. Tobiasz z Freestyle Vogueing. Jeśli on coś wychwyci, to ja to biorę do siebie i myślę nad tym. Albo się zgodzę, albo się nie zgodzę, jednak nie przyjmuję tego tak do siebie i nie mówię „O Jezu, co teraz będzie”. Zrobiłam swoje, zrobiłam to tak, jak uważałam najlepiej. Z pewnością zawsze można coś poprawić. Zawsze można zrobić coś lepiej i inaczej. Moim zdaniem konstruktywna krytyka zawsze uczy. Choć tak naprawdę najważniejsza jest sprzedaż i klienci.

 

Ten temat nie do końca dotyczy Twoich kolekcji. Do tej pory zbierasz bardzo dobre recenzje.


To prawda. Choć jak wiadomo, zdarzają się różne osoby i nigdy do końca nie dogodzisz wszystkim. Ktoś może powiedzieć, o co chodzi z tą czernią i co to za projektant, który projektuje w samej czerni. Ja wychodzę z założenia, że jest tylu projektantów, że można wybrać sobie innego ulubionego. Nikogo do niczego nie zmuszam, tylko przedstawiam swoją wizję. Jak jest krytyka, to przyjmuję ją do siebie. Czasem coś z niej wynoszę, czasem nie. Nie mam nikomu nic za złe i nigdy nikomu nie odmówiłabym przyjścia na pokaz, bo skrytykował moją kolekcję.

 

Jak wiadomo, uczymy się na błędach. Każdy z nas je popełnia. Czy myślisz, że młodzi projektanci są większym zagrożeniem dla tych z dłuższym stażem? Czy czują w Was konkurencję?


Wydaje mi się, że nie czują, dlatego, że młodsi projektanci chcą tak naprawdę dotrzeć do innych odbiorców. Młodzi nie są zainteresowani ubieraniem gwiazd. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, ale zdecydowana większość nie projektuje dla tego typu klientów.

 

Dzięki za rozmowę i do zobaczenia na FashionPhilosophy Fashion Week Poland!

 

 

Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja