lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > [EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP +
Lamode.info

[EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP +

[EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP +

Dodane przez Marta Waglewska
19 Wrzesień '16

Po kilku sezonach milczenia, z nową energią, planami i jasną wizją siebie Zuo Corp + wraca do gry. Nowa, niezwykle nośna kampania, oraz symbolizujący zmiany + na końcu nazwy marki wyraźnie określają kierunek, w którym duet Bartek Michalec i Łukasz Laskowski zmierzają.

 

Skąd decyzja o chwilowym wycofaniu, o tym, do kogo kierują swą modę i co ich inspiruje -  dowiedzcie się z wywiadu z duetem Zuo Corp +!

 

 

 

Opowiedzcie, co się u Was dzieje. Właśnie pokazaliście głośną czarno białą kampanię, do której wrócimy za moment. Pozorny spokój i cisza je poprzedzające każą myśleć, że jesteście w jakimś ważnym, krytycznym momencie?


Bartek Michalec: To celowy zabieg. Wcześniej trochę się wycofaliśmy, żeby zweryfikować pewne rzeczy.

 

Łukasz Laskowski: Trochę musieliśmy odpocząć po pokazie Jungle Gardenia.

 

Piękna kolekcja, przełomowa…


B. To prawda, można powiedzieć że kultowa, do dziś ludzie o niej mówią, do niej wracają.

 

Ł: U nas bardzo dużo się działo od samego początku. Trochę błądziliśmy z tym, co chcieliśmy robić, zastanawialiśmy się, czy warto. Na początku, jak za coś się zabierasz, jest takie silne przekonanie i wiara, że wszystko się uda, extra że to robimy, jest ogromna motywacja i poczucie, że można przenosić góry i faktycznie, póki masz tę wiarę, wszystko się udaje. Po jakimś czasie na naszej drodze stanęło kilka takich czynników, które trochę zwiodły nas na ciemną stronę mocy. Tak naprawdę jednak od samego początku mieliśmy taką ideę, że będziemy robić ubrania bardzo dobrej jakości, na wysokim poziomie, od zawsze powtarzamy, że chcemy być alternatywą dla drogich sieciówek.

 

Czy Wasz odbiorca to wciąż ta sama osoba?


B. Przede wszystkim w tym, co robimy na pierwszym miejscu jest taki pokład twórczy i osobisty, autorski, taki, który wynika z nas i tym od początku się kierowaliśmy. Nie robimy badań, na podstawie których chcielibyśmy sprzedać produkt. Nie chodzi o to, by stworzyć coś, co będzie schlebiać masowym gustom. W przypadku czegoś takiego jak wzornictwo…

 

…jednak też trzeba skonfrontować marzenia z rynkiem?


B. Nie do tego zmierzałem. Z jednej strony tak, ale chodzi też o to, że nie można udawać kogoś, kim się nie jest, np. ja kocham czarny, ale będę robił jasny beż czy pudrowy róż, bo to się sprzedaje. Nie czuję go, on jest w moim wykonaniu nieprawdziwy i to widać, to się nie uda.

 

Ł. My zawsze interesowaliśmy się sztuką, designem. Wychowani na belgijskiej modzie (Bartek mieszkał i stażował w Antwerpii) śmiejemy się z nagłej fascynacji twórczością Driesa van Notena; sami jaraliśmy się nim 15 lat temu.

 

B. Podobnie moda na Margielę, który dopiero od czasu współpracy z H&M stał się marką masową, a którym fascynację przeszliśmy dekadę temu. To tylko potwierdza, jak Polska jest regresywna. Belgowie, japońscy projektanci czy pierwsza fala skandynawska to są rzeczy bardzo twórcze, które mają jakiś kontekst społeczny, socjologiczny, stanowią rodzaj badania kultury za pomocą designu.

 

Działacie na pograniczu sztuki i innych twórczych działań. Gdzie szukacie inspiracji? Co Was fascynuje, czym się otaczacie?


Ł. Zawsze nas ciągnęło, żeby łączyć różne dziedziny, co było doskonale widoczne choćby wtedy, gdy postawiliśmy pierwszy pop up shop, który był wolnostojącą realizacją. To była jedna z pierwszych takich rzeczy w Polsce i ogólnie w tej części Europy. Zawsze pociągała nas współpraca z artystami, nowe technologie, wystarczy wspomnieć wycinanie laserowe czy druk 3D albo inteligentne technologie, np. tkaniny pokrywane mikrobami. Koleżanka nam opowiadała o kobiecie, która ma patent na tkaninę zmieniającą kolory, np. rano idziesz na śniadanie w białej sukience, która w porze koktajlowej zmienia kolor na czerwoną. To są rzeczy, które nas interesują.

 

B. Wiele razy słyszeliśmy, że jesteśmy zbyt awangardowi, ale było to powiedziane nie jako atut, bardziej w takim znaczeniu, że to zbyt niszowe i niewarte uwagi, że to zbędna fanaberia. Wpychano nas na siłę w formę, która jest nam zasadniczo obca, kompletnie niespójna z tym, co sobą reprezentujemy. Jednocześnie zawsze towarzyszyła nam ogromna rzesza fanów, ludzi którzy niekoniecznie byli prezesami banków, nie byli może szczególnie majętni, natomiast wywodzili się z artystycznych kręgów, byli dyrektorami galerii sztuki, muzykami…

 

No właśnie, tworzycie od lat, silnie wpływacie na modę, ale w pewnym sensie funkcjonujecie jakby poza branżą. Jakie jest to Wasze otoczenie?


B. Wokół nas kręcili się zawsze ludzie sztuki i kultury i nigdy nie mieliśmy poczucia funkcjonowania poza branżą w jakimkolwiek znaczeniu. Bardziej, zawsze woleliśmy pracować trochę z ukrycia i nie specjalnie socjalizować się na eventach.

 

Ł. Ja wcześniej byłem mocno osadzony w środowiskach feministycznych i LGBT. Współpracowałem z Feminoteką przy kampanii przeciwko homofobii, współpracowałem z Robertem Biedroniem przy promocji jego książek, m.in. „Tęczowego elementarza” . Poza tym zajmowałem się imprezami o zabarwieniu kulturalnym, które w pewnych kręgach w Warszawie były kultowe. Te środowiska były mi bliskie i to było także grono naszych odbiorców. Wiele osób postrzegało też naszą markę przez pryzmat osoby Bartka, który chodzi w turbanie, jest ekscentryczny – taki komunikat dostawaliśmy od początku.

 

B. W pewnym momencie zapędziliśmy się w kozi róg. Zaczęliśmy ubierać gwiazdy, m.in. na czerwony dywan. Zaczęły powstawać kreacje, których w ogóle nie mieliśmy w kolekcjach, np. suknie wieczorowe. A my chyba bardziej interesowaliśmy się możliwością poznania postaci takich jak Peaches czy Mark Ronson i zrobienia z nimi fajnych projektów z zaangażowaniem naszej marki.

 

MATERIALS_2016/MODA_POLSKA/OSOBOWOSCI/[EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP PLUS/1-marta-waglewska-zuo-corp-plus-lamode-info.jpg

 

fot. Marta Waglewska / Lamode.info

 

Jungle Gardenia była pewną cezurą, po której wszystko nieoczekiwanie się zmieniło.


Ł: Po tej kolekcji realnie odczuliśmy sukces. Wiele osób się wtedy do nas zgłosiło, mieliśmy swój pokaz podczas Elite Model Look transmitowany przez TV, zgłaszały się do nas galerie handlowe, żeby organizować u nich pokazy, ale jednocześnie zaczęliśmy coraz bardziej oddalać się od tego, co założyliśmy sobie na początku. W pewnym momencie ważniejsze stało się znalezienie sponsorów na kolejny pokaz. Te wszystkie negocjacje, rozmowy, straszna nerwówka, gdzie do końca nie masz pojęcia, czy się uda. To w sumie było bez sensu, bo przecież w modzie chodzi o sprzedawanie fajnych ubrań i czerpanie z tego przyjemności, a nie przebijanie samego siebie dla poklasku milionów.

 

B. Spójrzmy ogólnie na sektor średnich cen w Polsce, czyli takich, jak my teraz mamy. Wszędzie jest to samo, bo ludzie szukają tych samych rzeczy. Teraz jest wysyp marek szarodresowych z kaszmirowymi swetrami, co drugi sklep na Mokotowskiej oferuje to samo.

 

Ale ludzie to kupują, na taką modę jest zapotrzebowanie.


L. Naprawdę jest niezwykle trudno prowadzić taką markę jak nasza, jeśli chcesz nie tylko ubierać osoby sławne, zwłaszcza tych, z którymi się nie identyfikujmy, np. daleko nam do tabloidowych celebrytek, postaci z popularnych reality show czy podrzędnych seriali. Z kolei ciekawe postacie, młodzi przedstawiciele kina najczęściej w ogóle nie interesują się modą, więc nie jest to tak jak za granicą, że obie strony czerpią z tego korzyści.

 

B: Ci, którzy nas interesują, nie tylko nie dbają o modę, ale wręcz unikają takiej identyfikacji przez to, w jakim kierunku poszła moda, uważają ją za coś nie mającego kompletnie nic wspólnego ze sztuką, za produkt dla idiotów. Z kolei młodzi aktorzy, artyści, z którymi się kolegujemy, mimo wykonywanego zawodu funkcjonują poza showbiznesem i uważają, że prestiż buduje się poprzez to, co się robi, a nie przez to, jak się wygląda czy dzięki zaistnieniu w showbiznesie. To nie są osoby, które chcą z nami budować naszą publiczność. Z kolei ci, którzy mają potencjał reklamowy są ideowo niespójni z nami, z naszą marką.

 

Za granicą taki model wzajemnej promocji doskonale funkcjonuje.


Ł: Ale właśnie problem polega na tym, że nie ma u nas artystów w przestrzeni publicznej, którzy byliby autorytetami na tyle rozpoznawalnymi, żeby można było ich potraktować jako swoją twarz. Brakuje u nas postaci typu Jeff Koons, który jest kwintesencją pop artu, pop-kultury jako takiej.

 

B: Albo masz takich artystów jak Wilhelm Sasnal, który współpracował z Louis Vuitton i który zrobił kampanię Marca Jacobsa, ale jednocześnie nie chce mieć nic wspólnego z modą, wręcz odcina się od Polski w ogóle.

 

Z czego jeszcze wynika ta niechęć do mody w sensie identyfikowania się z nią?


B: Takie postaci jak Warlikowski, Poniedziałek, Jarzyna - oni tak wzgardzają modą, że to aż niewiarygodne. Co zresztą nie jest zaskakujące po tym, co słyszą od większości tych z modą mainstreamową związanych. Nas wrzuca się potem do jednego worka i tkwimy w paradoksie: z jednej strony underground, w który się wpisujemy, ale nie mamy ludzi, którzy za nami staną, bo mają tę rezerwę, że moda to coś próżnego, nieważnego, głupiego. Z drugiej strony zaś kompletnie nie odnajdujemy się w tej papce mainstreamowej.

 

W takim razie kto potrafi tchnąć życie w projekty Zuo Corp?


Spora grupa ludzi, znanych i nieznanych. Takich niebanalnych i wyróżniających się z tłumu. Nie będę tutaj wymieniać ,,panteonu sław”, bo tak naprawdę zawsze nam sprawiało ogromną przyjemność widzieć nasze projekty nie tylko na zdjęciach w edytorialach czy naszych kampaniach, a na żywych ludziach, sławnych i tych anonimowych. Bo oni zawsze wnoszą siebie w te projekty i to jest mega frajda, że zakładając nasze kultowe jeansy z suwakami na kolanach czują się świetnie i potem widać to na zdjęciach z imprez.

 

W pewnym momencie, poczuliście, że coś jest nie tak, zorientowaliście się, że idziecie w niedobrym kierunku?


Ł: Po Jungle Gardenii były takie oczekiwania, że to przebijemy. Tak było na przykład na fashion weeku z pokazem, w czasie którego modelka wyszła z flagą. Wywołał słabe reakcje, co zbiegło się w czasie z problemami wewnątrz naszej firmy. Dlatego baliśmy się, że po Jungle Gardenii każdy pokaz, który siłą rzeczy byłby inny, będzie odebrany jako nieudany, gorszy.

 

Wracając do Waszej marki, powiedzcie o narodzinach Zuo Corp +.


Ł: Po tych wszystkich perypetiach chcieliśmy na nowo poukładać sobie wszystko w głowach, zastanowić się, w którą stronę chcemy dalej iść. Spędziliśmy sporo czasu na rozmowach z koleżanką zajmującą się coachingiem. Powiedzieliśmy jej, co nas boli, co nam nie gra, doszliśmy do tego, że nie ma co silić się i udawać projektanta ze ścianki, jeśli się nim nie jest. Bartek nie znosi chodzić na ściankę, dla niego jest to naprawdę nie lada wyczyn co oczywiście widać na zdjęciu.

 

B: To mnie mierzi, czuję się, jakbym się sprowadzał do roli gwiazdy z „Tańca z Gwiazdami”. A mówię zdaniami wielokrotnie złożonymi, a nie równoważnikami zdań bez logiki, trochę widziałem i myślę, że stanowię jakąś większą wartość w moim kręgu zawodowym, bo wnoszę coś intelektualnego. Nie chodzi też o to, żeby się przechwalać, ale nienawidzę tej polskiej fałszywej skromności. Ja mam strasznie duże poczucie obciachu i niechęć do narzucania się ze swoją osobą innym, że to jest aż paraliżujące i jak patrzę na tych ludzi, którzy nie mają żadnej granicy wstydu, to jestem jeszcze bardziej zażenowany, że wśród nich jestem.

 

Ł. A fotoreporterzy? To jest po prostu ich praca. Nie można mieć pretensji, że robią zdjęcia gwiazdom grającym w serialu, które są tam właśnie dlatego, że to też jest część ich pracy.

 

MATERIALS_2016/MODA_POLSKA/OSOBOWOSCI/[EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP PLUS/9-marta-waglewska-zuo-corp-plus-lamode-info.jpg

 

fot. Marta Waglewska / Lamode.info

 

Jaki był plan? Chcieliście wrócić do korzeni?


B: Woleliśmy zrobić mały krok w tył, żeby móc ostro ruszyć do przodu. Ja potrzebowałem się na chwilę zatrzymać i zastanowić co czuję, co chcę robić. W tym czasie robiliśmy consultingi dla dużych marek odzieżowych.

 

Ł: Przypomnieliśmy sobie też, jaką fajną zabawą to było na początku. Rynek też bardzo się zmienił przez te 5 lat i teraz małymi krokami budujemy sobie to Zuo Corp +, które mocno ujęte jest w jasne ramy: wiemy jak chcemy to sprzedawać, dystrybuować, z kim się wiązać jeśli chodzi o aspekt medialny.

 

A więc powrót do niszy?


Ł: Mamy jasny plan na dalszy rozwój i chcemy się związać z bardziej artystycznymi, niszowymi mediami. Podobnie jeśli chodzi o ludzi którzy nas inspirują, którym się przyglądamy i którymi się otaczamy.

 

No właśnie, opowiedzcie o swoich muzach.


Ł: Największą naszą muzą jest Orina Krajewska, młoda aktorka, córka Małgorzaty Braunek, która ma fantastyczną energię, świetnie wygląda, jest dokładnie odzwierciedleniem tego, co Bartek lubi w kobietach…

 

B: Jest mną! Damską wersją mnie! Ona jest też bohaterką naszej kampanii, która się niedawno ukazała. Kolejną niezwykle inspirującą osobowością, będącą blisko nas od samego początku jest Charlotte Tomaszewska, która jest dla nas kimś takim jak dla Ives Saint Laurenta była Betty Catroux. Charlotte jest dokładnie odzwierciedleniem mody, jaką robi Bartek - osobowości, wyglądu, tego co mówi, jaka jest, co ma w głowie - to Zuo Corp + w czystej postaci, w kobiecym wcieleniu. Trzecią bardzo inspirującą postacią, która teraz jest trochę dalej fizycznie ze względu na światową karierę jest Ola Rudnicka, która także z nami zaczynała. Męskiej muzy nie mamy, Bartek inspiruje sam siebie. To trzy bardzo silne osobowości, mocne punkty odniesienia dla nas, które zawsze będą z nami. No i Maria Konieczna, super torpeda – wcielenie sił natury w czystej postaci.

 

Co Was inspiruje, co robicie, by doładować baterie i poczuć twórczą energię?


B: Mnie najbardziej inspiruje to, co dzieje się w kręgach młodych ludzi, artystów na Lower East Side. Byłem niedawno w Nowym Jorku na takim wyjeździe oczyszczającym. Dobrze znam to miasto i zabrałem tam Adama Plucińskiego, naszego przyjaciela fotografa, dla którego była to pierwsza wizyta. Pokazałem mu taki Nowy Jork, jaki nie przestaje na mnie działać, jestem świetnym przewodnikiem. Tam funkcjonuje ogromnie progresywna grupa ludzi, to niesamowite, jak oni działają. Szczytem tej estetyki jest dla mnie Miley Cyrus – jest to mniej więcej to, co robiła Peaches 10 lat temu. To, co dzieje się w nowofalowej modzie i młodych środowiskach twórczych w Stanach - to jest przyszłość.

 

Co dało Wam chwilowe wycofanie się, zatrzymanie?


Ł: Powiem ci, że przez te dwa lata może nie tyle nabraliśmy pokory, co wiele rzeczy zrozumieliśmy i sobie przemyśleliśmy, uporządkowaliśmy kwestię tego, gdzie jest nasze miejsce. Wiem, co chcę robić, jak chcę robić, bezkompromisowo, z poczuciem wolności i o tym jest też ostatnia kampania – to taki początek.

 

MATERIALS_2016/MODA_POLSKA/OSOBOWOSCI/[EXCLUSIVE] WYWIAD Z DUETEM ZUO CORP PLUS/12-marta-waglewska-zuo-corp-plus-lamode-info.jpg

 

fot. Marta Waglewska / Lamode.info

 

Ostatnia bardzo mocna i czytelna kampania odbiła się szerokim echem. Opowiedzcie o tym nowym, ku czemu idziecie przez pryzmat tych zdjęć. Zdradźcie, jaka jest nowa kolekcja.


B: To jest ta wolność, ten komunikat o którym mówię wspominając tę energię Lower East Side. Że możesz się uwolnić od metaforycznych kajdan, czy to rodzinnie czy w ramach innych struktur społecznych, w pracy czy z samym sobą. Wolność to jest bardzo szerokie pojęcie. Teraz pracuję nad pewnym dużym projektem i na tym właśnie polega to wyzwanie, że o tym jednym słowie będę opowiadał bardzo długo. Nie wiem kiedy się tym zmęczę. Chcemy, żeby ludzie poczuli się tak jak my, wolni od wszelkich stereotypów. Żeby odpuścili to, co mają w głowach, to co wciska im się, że ich definiuje.

 

B: Zawsze powtarzam, że lepiej być śmiesznym, ale prawdziwym.

 

Ł: Zawsze uważałem, że największym atutem jest szczerość i prawda wynikająca z nas. Tego staramy się trzymać.

 

Co sprawia że według Was nie ma warunków dla młodej polskiej mody?


Zawsze czujemy się niezręcznie kiedy o to jesteśmy pytani. My się nie zajmujemy kondycją polskiej mody, bo jesteśmy tylko jej częścią. Poza tym koncentrujemy się na własnej działalności, nie patrzymy na ręce innym. Ale jeśli już pytasz, to uważam, że jest masa fałszywych autorytetów w tej dziedzinie, zmyślnie prowadzących swój wizerunek tak aby, uchodzić za ekspertów. Myślę, że takich wydmuszek jest całkiem sporo zwłaszcza w dziedzinie PR-u modowego.

 

Ł: Nas fascynują młodzi ludzie, nowe pokolenie, które jest całkowicie wolne od swojej polskości. To jest taki silny stygmat, np. jak pisze się o Gosi Baczyńskiej: pierwsza Polka, która pojawiła się na Paris Fashion Week. Nieważne, czy pokazała dobrą czy złą kolekcję, czy odniosła sukces, najważniejsze że to Polka. Tak samo Anja Rubik – polska modelka na wybiegu. To leczenie kompleksów na tle narodowości. Dlaczego ta fala rosyjska, Gosha Rubchinskiy, czy inni projektanci są teraz tacy modni? Bo jest trend na tamten kierunek. Nawet J.W. Andreson zrobił kolekcję na jesień zimę inspirowaną komuną. Blok wschodni jest po prostu mega modny i eksploatowany teraz, jest zapotrzebowanie na tę estetykę.

 

Ł: My też mamy fajnych zdolnych ludzi w Polsce, którzy nie myślą sztampą, choćby Ewelina Gralak – stylistka, która robi super estetyczne rzeczy, Ina Lekiewicz i jej Unpolished Magazine czy super ilustratorka Magda Antoniuk.

[nbsp

B: Dlaczego my nie możemy znaleźć takiej tożsamości jak Rosjanie? Stary, ty jesteś tą swoją ciotką w płukance z gencjany i klipsach i tam jest twoja prawda. Jak z tym pójdziesz na zachód, to cię pokochają, bo to jesteś ty. Czytałem ostatnio wywiad z polskim plakacistą, który zrobił ogromna karierę w Stanach, robi plakaty do maistreamowych produkcji dla wielkich studio filmowych, które mają ogromną dystrybucję. I powiedział jedną rzecz: jeśli nie jesteś prawdziwy, autentyczny, jesli ściemniasz, wypadasz z gry.

 

Ł: Tak jak masz Beth Ditto, ona nie ściemnia, po prostu jest ikoną stylu.

 

B: Ja też staram też nie wykruszać w sobie takich hamulców, jakie narzuca społeczeństwo i mnie osobiście branża mody, w której pracuję już bagatela 13 lat. Nawet jeśli jestem gdzieś tandetny i śmieszny – to czuję się z tym dobrze, bo to jest moja prawda, która jest też moim sukcesem.

 

No dobra, ale jak to zrobić? Przy kompletnym braku edukacji estetycznej, przy wszystkich ograniczeniach, o których wspominacie, jak osiągnąć taką postawę?


B: Powiem ci jedną rzecz. Pracowałem w Antwerpii u Bruno Pieters i przyglądałem się z bliska metodologii uczenia mody. Trzeba zrobić to, co ja ostatnio, czyli zmienić całkowicie podejście. Tak jak w Antwerpii uczą sztuk pięknych na ASP albo właśnie jak to się robi w studio Bruno Pieters: jak robiliśmy moodboardy, to nie były to jakieś wycinki sesji mody, jakieś wyrywki, tylko siedzisz, oglądasz, filtrujesz. Ostatnio zrobiłem coś takiego za namową Łukasza. Siedziałem przed komputerem i przez 2 miesiąc gromadziłem zdjęcia – wszystko to co mi się podobało, z różnych serwisów, publikacji, z przeróżnych źródeł. Cokolwiek robiło na mnie wrażenie, lądowało w katalogu. Powstał z tego zbiór 2-3 tysięcy zdjęć, zrobiłem pierwszą, potem drugą selekcję, następnie zmniejszyłem ten zbiór do 500 zdjęć i wyszedł z tego obraz tego, kim ja tak naprawdę jestem. I nie wiem, może wiele z tych rzezy jest niemodnych teraz, ale przez to że to jest moje i że jest prawdziwe – jest wyjątkowe.

 

Jak wyglądał następny krok, praca z tym zgromadzonym materiałem?


Pokazałem to mojej koleżance, która studiowała ze mną w Antwerpii i kończyła tam fotografię i multimedia i powiedziała, że nawet tam nie widziała tak dobrych moodboardów, co było dla mnie największym komplementem. Stwierdziła, że to jest wręcz fabularne. To wyszło zupełnie przypadkiem, ale jak się później okazało, stało się punktem wyjścia do wspomnianego wcześniej projektu dotyczącego wolności, który na bazie właśnie tych obrazów zaczął mi się w głowie krystalizować.

 

Więc co dalej?


B: Pierwszy raz od dawna czujemy się tacy spełnieni i twardo stąpający po ziemi. Wymyśliliśmy sobie, że co sezon będziemy wypuszczać kampanię w podobnej stylistyce, tylko z innym bohaterem. Największy nacisk w tych działaniach chcemy położyć właśnie na osoby, które się w kampanii pojawiają, na nośność przekazu i wartości, o których mówimy.

 

Ł: Mnie interesuje wyjście poza granice Polski. Póki co działamy tutaj, wypuściliśmy kampanię, przed nami uroczyste otwarcie sklepu, który niedawno otworzyliśmy. Naszą markę chcemy komunikować z powrotem przez muzykę, przez sztukę, więc możliwe, że wejdziemy w jakiś cykl imprez. Muzyka jest nam szczególnie bliska, Bartek jest też dj-em. Działamy więc własnym rytmem, własnym tempem.

TAGI:     Zuo Corp | Zuo Corp + | wywiady
Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja