lamode > URODA > ZAPACHY > CZY WIESZ, ŻE…
Lamode.info

CZY WIESZ, ŻE…

CZY WIESZ, ŻE…

Dodane przez Katarzyna T.
13 Maj '11

Mówi się, że istnieje Chanel N°5 i istnieją inne zapachy. W ciągu 90 lat od ich powstania, francuskie perfumy, sygnowane nazwiskiem legendarnej projektantki Coco Chanel, same zyskały status „ikony”, według niektórych przerastając samą markę.

 

Gdy powstała formuła perfum N°5, Mademoiselle Coco miała już za sobą pierwsze sukcesy w modowej branży. Była znana w środowisku artystycznym i arystokratycznym, przyjmowano ją na salonach. To wtedy Chanel zrozumiała, że ludzie tak naprawdę nie pragną pięknych ubrań ani rewolucyjnych kolekcji, ale luksusu samego w sobie. Była jedną z pierwszych projektantek, która dołączyła sygnowany swoim nazwiskiem zapach do linii odzieżowej. Jednak to jej zapach odniósł niezaprzeczalny sukces.

 

Zapach stworzył Ernest Beaux, perfumiarz pracujący niegdyś na carskim dworze, który musiał uciekać z Rosji po rewolucji w 1917 roku. Legenda mówi, że jego bazą była tajemnicza formuła, stworzona dla Marii Medycejskiej. Ambicją jego twórcy i samej Coco było zerwanie ze stereotypowym wizerunkiem kobiety, która miała pachnąć jak kwiat, najlepiej jak symbol piękna – róża, gardenia lub lilia. Dzięki kombinacji ponad 80 składników (między innymi jaśminu i róży majowej z Grasse, ylang-ylang z Komorów i bergamotki) oraz zastosowaniu nowych wówczas aldehydów, powstał pierwszy w dziejach zapach-kompozycja. Według legend, perfumiarz pomylił się i użył zbyt wielu aldehydów – stąd moc i wyjątkowość tego zapachu. Jak było naprawdę – prawdopodobnie nie dowiemy się nigdy.

 

Do sukcesu przyczynić się miała także nazwa – intrygująca, „naga” cyfra - N°5. Niektórzy twierdzą, że z próbek perfum, Mademoiselle wybrała tę opatrzoną właśnie tą cyfrą, a stało się to 5 maja 1921 roku i ta zbieżność została przez projektantkę dostrzeżona. Podobno jednak Coco uwielbiała tę cyfrę, jej kształt i symbolikę, a wszystko to dzięki fascynacji numerologią, którą zaraziła się od miłości swego życia, czyli Arthura Edwarda „Boy” Capela.

 

Gdy Amerykanie wkroczyli w 1944  roku do Paryża, były to perfumy najłatwiejsze dla nich do kupienia – wyciągali oni bowiem rozpostartą dłoń, pokazując pięć palców. Wraz z nimi zapach wkroczył do Stanów Zjednoczonych. Uwielbiała go Marylin Monroe, która zapytana, w czym śpi, odpowiadała „jedynie w paru kroplach N°5”.

 

Zapach wyswobodził się z objęć marki, która go powołała do życia, co przez długie lata było dla Coco Chanel bardzo bolesne. Także jego popularność i dostępność zaprzeczyła pierwotnym założeniom projektantki, by sprzedawać coś ekskluzywnego, czego ludzie nie mogą mieć na wyciągnięcie ręki i dlatego go pożądają. Tym niemniej, tak jak „moda przemija, a styl pozostaje” (słowa samej Coco) – tak przeminęły różne epoki, kilka pokoloeń, a zapach ten wciąż nie przestaje fascynować.

 

Jego sekretem zdaje się być to, że był on na wskroś nowoczesny, na miarę nowych czasów – zrywający z konwenansami i społecznymi stereotypami. Dał kobiecie siłę, której nie mogła mieć, będąc jedynie „jak kwiat”. Zawsze wymagał od kobiet odwagi – najpierw do tego, by wyprzedzać swoją epokę, a dziś – aby być nienowocześnie elegancką.

 

TAGI:     zapach | Chanel | Coco Chanel
Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja