lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > BEATA SADOWSKA – PRYMUSKA W DZIEDZINIE MODY, ZDROWIA I URODY
Lamode.info

BEATA SADOWSKA – PRYMUSKA W DZIEDZINIE MODY, ZDROWIA I URODY

BEATA SADOWSKA – PRYMUSKA W DZIEDZINIE MODY, ZDROWIA I URODY

Dodane przez Karolina K.
04 Lipiec '11

Jest jedną z najbardziej lubianych prezenterek i dziennikarek telewizyjnych w Polsce, należy również do grona najlepiej ubranych kobiet rodzimego showbiznesu – Beata Sadowska, bo o niej mowa, to kobieta aktywna, świadoma swojego stylu, która w mistrzowski sposób łączy dynamiczne życie zawodowe ze zdrowym, ekologicznym trybem życia.

 

 

Czym jest dla Pani moda i jaką rolę odgrywa w Pani życiu?


Moda to frajda, zabawa, przyjemność. Nie podchodzę do niej z nabożeństwem, nie podążam ślepo za trendami. Staram się wybierać to, co „moje”. Ubierać, a nie przebierać. Bawić się nią.

 

 

Jak ważne w dobieraniu garderoby są aktualnie obowiązujące trendy? Czy ulega im Pani i podąża za tzw. must have sezonu?


Śledzę trendy, ale nie muszę mieć tego, co akurat jest na topie, tylko dlatego, że widzę to na gwiazdach showbiznesu i na wybiegach. Jeśli „to coś” mrugnie do mnie okiem i pasuje do mojej szafy, czemu nie? Ale jeśli jest hitem jednego sezonu i potem ma smętnie wisieć na wieszaku – daruję sobie. Wolę rzeczy uniwersalne, które - w zależności od stylizacji – wyglądają zupełnie inaczej.

 

 

Należy Pani do grona najlepiej ubranych Polek. Wielokrotnie doceniano Panią za fantastyczny, oryginalny styl – czy takie tytuły zobowiązują?


Takie tytuły to frajda, ale nie można się do nich za bardzo przywiązywać. Tak jak popularność na pstrym koniu jeździ, tak tytuły przychodzą i odchodzą. Nie dajmy się zwariować, lepiej po prostu pozostać sobą bez względu na tytuł.

 

 

Gdzie poszukuje Pani swoich stylizacyjnych inspiracji?


Lubię przeglądać różne międzynarodowe edycje Vogue’a, śledzić pokazy. Mam genialną stylistkę, Dagmarę Radzikowską, która zawsze wie, co w modowym świecie piszczy. Słucham, patrzę, a potem wybieram to, co „moje”. Ulica też może inspirować – trzeba mieć tylko oczy szeroko otwarte.

 

 

Czego nie może zabraknąć w szafie Beaty Sadowskiej? Czy może nam Pani zdradzić kilka sekretów swojego stylu?


Szpilki. Jeansy, które dobrze leżą. Mała czarna. Biała koszula. Cardigan. Żakiet. Piaskowy trencz. Coś w panterkę. I coś błyszczącego, bo bywam sroką. Trampki. Biały T-shirt. I… wystarczy. Można to miksować do woli!

 

 

Na co stawia Pani szczególnie w doborze letniej garderoby?


Kocham maxi-sukienki, bo kojarzą mi się z wakacjami. Dużo bieli, bo lato i słońce. Klapki, bo trzeba dać odpocząć stopom, które przez ¾ roku są uwięzione w butach. Kapelusz – nie tylko na plażę!

 

 

A w jaki sposób dba Pani o zdrowie i urodę?


Dbam na co dzień, nie od święta. Zdrowie i uroda to przede wszystkim dobra dieta, dużo ruchu i odpowiednia dawka snu. Z tym ostatnim jest u mnie najgorzej, za to w realizacji dwóch pierwszych punktów jestem prymuską. Ćwiczę jogę, biegam (ukończyłam sześć maratonów, każdy o dystansie 42km 195m) i mam świra na punkcie zdrowego odżywiania się. Kupuję eko-żywność, staram się unikać konserwantów i przetworzonej żywności. Nie przesadzam z solą, stawiam na regularne posiłki, nie smażę tylko gotuję na parze. Jeśli deser – to najchętniej garść orzechów. Jeśli kawa – to bezkofeinowa na mleku sojowym.

 

 

Czym się Pani kieruje w doborze kosmetyków do pielęgnacji?


Podobnie jak z jedzeniem – zwracam uwagę na skład. Im więcej natury, a mniej chemii i konserwantów – tym lepiej. A jeśli dodatkowo firma, która produkuje kosmetyki, stawia na zasadę FAIR TRADE (sprawiedliwy handel) – to jestem „za”. Tak samo kupuję kawę czy herbatę: szukam symbolu oznaczającego, że na sprzedaży wzbogaci się nie tylko gigantyczny koncern, ale też wieśniak, który zbiera ziarna kawy i uprawia rośliny, których ekstrakt jest potem w kremie.

 

 

Czy może nam Pani zdradzić ulubione z nich? Dlaczego ich działanie ceni Pani szczególnie?


Uwielbiam nawilżającą maskę do twarzy Thalgo z serii Terre&Mer, na bazie wyciągu z liści oliwnych. To organiczny kosmetyk, bez konserwantów i ulepszaczy. Na naturę stawia też marka Clarins, która - jako jedna z pierwszych - zaprzestała testowania swoich produktów na zwierzętach. Olejek do twarzy z ekstraktem z niebieskiej orchidei, brzoskwiniowa woda do demakijażu czy chłodząca emulsja z bazylią i miętą pieprzową do nóg to natura zamknięta w estetycznym opakowaniu. Wreszcie kosmeceutyki, czyli kosmetyk i farmaceutyk w jednym. Krem, który leczy. Bez barwników, konserwantów, sztucznych związków zapachowych, które często uczulają i podrażniają. Za to ze zwiększoną dawką składników aktywnych. Mój wybór na lato? Komplet iS CLINICAL, czyli krople C-15 Serum Advance i krem z filtrem SPF 15 Treatment Sunscreen. Zapewnią twarzy rewelacyjną ochronę przed słońcem (witamina C nie tylko odmładza, ale też broni nas przed promieniowaniem UV).

 

 

Wspomniane kosmeceutyki to już trend. Co jest w nich takiego wyjątkowego, że pokochały je gwiazdy?


Gwiazdy Hollywood oszalały na punkcie kosmeceutyków i trudno im się dziwić. Te kosmetyki nie tylko pielęgnują, ale też skutecznie walczą ze starzeniem się skóry i leczą, co potwierdzają badania. Nie pachną (zaleta!) i nie podrażniają. Przyjemnie, jeśli krem oczyszczający (Cream Cleanser iS Clinical) nie tylko upora się z makijażem i zanieczyszczeniem skóry, ale też rozprawi się z cerą, która wymaga pomocy.

 

 

Co roku, gdy nadchodzą upalne dni stajemy przed tym samym dylematem - modna opalenizna, czy zdrowa skóra? Czy ma Pani sposób, by to połączyć?


Jestem ambasadorką międzynarodowej akcji, w którą włączyła się też polska edycja miesięcznika COSMOPOLITAN „Opalaj się bezpiecznie”. Czyli z głową: nie smaż się na słońcu, kiedy operuje ono najmocniej (między 12-15tą), stosuj filtry, uważaj na pieprzyki, nawilżaj skórę. Nikt nie mówi, żeby nie cieszyć się słońcem. Ale wygląd, jakbyśmy zatrzasnęły się na solarium, na pewno nie jest trendy!

 

 

Gdzie w tym roku zamierza spędzić Pani wakacje? Czy to będzie aktywny wypoczynek, czy może słodkie lenistwo?


Przygotowuję się do kolejnego maratonu, więc nawet słodkie, wakacyjne lenistwo będzie przeplatane sportem. Jak co roku zabiorę mamę na warsztaty jogi nad polskim morzem, kolejny raz będę wcinała owoce morza w surowej, przepięknej Bretanii, no i odwiedzę Afrodyta SPA w Ośnie Lubuskim. Dzień zaczynam tam zawsze tak samo: od biegu wokół jeziora z moim psem, a potem przepłynięcia na drugi brzeg. Już nie mogę się doczekać! To są miejsca, gdzie czas zwalnia. Ja też.

 

 

Dziękujemy za rozmowę.

 

A w naszej galerii mini przegląd stylizacji Beaty Sadowskiej. Zapraszamy!

Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja