lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > AGNIESZKA WIĘDŁOCHA - KOBIETA À LA MODE
Lamode.info

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA - KOBIETA À LA MODE

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA - KOBIETA À LA MODE

Dodane przez Ismena Dąbrowska
18 Kwiecień '14

Młoda, zdolna i szalenie ambitna. W życiu trzyma się ściśle określonych zasad, choć przyznaje, że organizacyjnie jest prawdziwym chaosem. Właśnie skończyła zdjęcia do serialu „Lekarze”. Jest bardzo zapracowana, ale mówi, że jest dobrze.

 

Lubi Polskę i wszystko, co z nią związane. Lubi też wspierać polskie marki. Ceni duet Paprocki&Brzozowski, bo oprócz tego, że robią piękne rzeczy są też świetnymi ludźmi. Podobnie jest z dziewczynami z bizuu. Często wybiera także mniej znanych projektantów, których wypatruje na targach mody. Jak określiłaby swój styl prywatnie? Musi by wygodnie, ale ciekawie.dla

 

O literaturze, modzie, aktorstwie, o życiu tu i teraz z aktorką Agnieszką Więdłochą rozmawialiśmy w samym centrum miasta – warszawskiej restauracji Concept 13.

 

 

 Sugerując się Twoimi wyborami z menu - jesteś wegetarianką?


Nie jem mięsa od 2 lat. Z przekonania. Zresztą nigdy za bardzo go nie lubiłam. Uwielbiałam tatara i to właściwie była jedyna forma, jaką wybierałam. Natomiast na moje niejedzenie mięsa ogromny wpływ miał pisarz, którego cenię - Isaac Singer. W swoich książkach bardzo dużo o tym pisał, sam był wegetarianinem i ciężko było mu czasem zrozumieć odwrotne wybory. Myślę, że teraz przekręca się w grobie jak widzi to, co dzieje się z jedzeniem i mięsem, jak ludzie podchodzą do tego tematu.

 

 

Wegetarianizm, działalność charytatywna i zdrowy tryb życia – wszystko układa się w pewną całość.


Wszystko jest po coś i wynika z czegoś. Każde działanie, którego podejmuję się w życiu musi mieć jakiś sens, który staram się znaleźć nawet w najdrobniejszych rzeczach. Zawsze muszę odpowiedzieć sobie na pytania czy jest to potrzebne, komu się to przyda i po co to robię? Jeżeli chodzi o niejedzenie mięsa – można je jeść lub nie, nie oceniam tego, ale ja po prostu chcę być świadomym konsumentem, świadomą osobą, szanować i wiedzieć, co jem i dlaczego. W moim wypadku to nie jest moda na wegetarianizm, która panuje od jakiegoś czasu. U mnie to jest sposób na życie, sposób myślenia.

 

 

Pomaganie też może być sposobem na życie.

 

Myślę, że na pewno. I można się też od tego uzależnić. Przeczytałam kiedyś taki tekst, że jeżeli nie potrafisz zająć się sobą, to zajmij się innymi. I myślę, że coś w tym jest. Znam takie osoby, które zapominają o sobie. Niby mają rodzinę, dzieci, ale nie dbają o to, bo są skupieni, skoncentrowani na pomocy innym. Trzeba to robić z głową.

 

 

W jednym z wywiadów powiedziałaś, że boisz się mówić, co myślisz. A o czym jeszcze, poza między innymi pomaganiem, nie boisz się mówić?


O rzeczach, które mogą kogoś do czegoś zmobilizować. Myślę, że opowiadanie o swoim życiu prywatnym czy swoich poglądach nie jest do końca mobilizujące. Wiem jednak, że często trzeba się gryźć w język, bo wiele osób może to wykorzystać. To boli i uważam, że to jest nie w porządku. Udzielam odpowiedzi jednemu magazynowi, a cała reszta to przedrukowuje w zupełnie innym kontekście. Nie zdarzyło mi się powiedzieć czegoś, z czego dziennikarze zrobili wielkiego newsa, ale ryzyko jest zawsze. Zdarzyło mi się do tej pory, że powiedziałam coś na zasadzie dowcipu, a ktoś zrobił z tego coś niby z przymrużeniem oka. Ostatecznie wyszło poważnie i długo się za mną ciągnęło. Trzeba uważać na to, co się mówi, ale opowiadanie o pomaganiu, zdrowym żywieniu, trenowaniu, kondycji fizycznej - to ma sens. Warto o tym mówić, podobnie jak o swoim podejściu do zawodu, przygotowywaniu się do roli. Na takie pytania chętnie opowiadam.

 

 

Piszą o Tobie, że nie tylko lubisz biegać, pomagać innym, ale też rządzić.


O właśnie - to jest przykład jak udzieliłam kiedyś wywiadu i teraz wszędzie piszą, że jestem „rządzichą”. Rzeczywiście byłam dość przebojowym dzieckiem, wszędzie było mnie pełno, wszystkiego chciałam spróbować, ale z wiekiem przyszedł ten strach i przestało mnie to kręcić.

 

 

Strach przed czym?


Że można być ocenionym. Trzeba uważać na to, co się robi, co się mówi. Dlatego już nie lubię rządzić. W swoim życiu prywatnym, w zarządzaniu własną osobą owszem, bo nikt za mnie tego nie zrobi. Natomiast w pracy idę na wiele kompromisów. Lubię współpracować z ludźmi, bo zawsze z tego wychodzą najciekawsze rzeczy. Nie jestem aktorką, która ma pomysł i inaczej być już nie może. Lubię się uczyć od ludzi.

 

 

Taka nauka jest pasjonująca.


Dlatego tak bardzo lubię swój zawód!

 

 

Co kochasz poza aktorstwem?


Literaturę. Po prostu nie wyobrażam sobie, że można nie czytać książek.

 

 

Co teraz czytasz?


Powieść „Ości” Ignacego Karpowicza. To genialna książka, absolutnie genialna. Czytam ją i myślę, że jak ją skończę to po prostu muszę zadzwonić do niego i mu podziękować, że w taki sposób, i takim językiem napisał tę książkę, która tak bardzo mi odpowiada. Literatura na pewno jest czymś, co mnie w ogóle nakręca do życia, że w ogóle wstaję z łóżka, że mam siłę żeby po prostu wstać. A czasami mam poczucie, że to nie ma sensu. I tak wszyscy umrzemy.

 

 

Pesymistyczne.


Prawdziwe. Nie da się uciec przed podatkami i śmiercią. I coś w tym jest. Kocham dobrą literaturę, bo z nią jest tak jak z filmami i serialami – czasami są pozycje, po które nie warto sięgać.

 

 

Czego więc szukasz w książkach?


Podpowiedzi. Potwierdzenia, że nie tylko „ja tak mam”, że na dręczące mnie pytania ktoś znalazł już odpowiedź. Kocham także muzykę klubową, przy której można po prostu się pobawić. Dość śmieszne są ze mną rozmowy na temat muzyki i piosenek, bo gdy ktoś mnie pyta o tekst ja odpowiadam, że nie słyszałam (śmiech). Mam coś takiego, że ja nigdy nie słyszę tekstów, tylko melodię i rytm. Nie skupiam się na słowach, bo mam poczucie, że zawsze mogę przeczytać sobie wiersz albo książkę, a dla mnie najważniejszy w muzyce jest dźwięk. Zdarzają się oczywiście tacy artyści, również w Polsce, których teksty są niemalże jak wiersze.

 

 

Najważniejsza książka Twojego życia?


Jest wiele takich. Myślę, że najważniejszą jest powieść „Miłość i Wygnanie”, autobiograficzna książka Isaaca Bashevisa Singera, pomimo tego, że ma bardzo zły tytuł (śmiech). Napisał ją jak był już starszym panem, po tym jak otrzymał nagrodę Nobla. Zawsze pisał w jidysz mimo, że nie było to rentowne, bo trzeba było tłumaczyć te książki. To właśnie mnie fascynuje - że był zawsze wierny sobie.

 

Przeczytałam wiele jego książek, ale na tą trafiłam bardzo późno. W dodatku nie lubię biografii czy autobiografii. Chyba nie jestem jeszcze na takim etapie, żeby jakoś inspirowało mnie czyjeś życie. Próbowałam przeczytać kilka, ale to jest jedyna, którą udało mi się skończyć. Jest napisana w jego bardzo specyficznym stylu, jest filozoficzna i opisuje jego dzieciństwo w Warszawie, wyjazd do Stanów i poszukiwanie samego siebie, swojej drogi.

 


Czym dla Ciebie prywatnie jest moda?


Zależy, o co pytasz, bo jeżeli pytasz mnie o to, co jest modne i co jest trendy…

 

 

Pytam o to jak Ty się ubierasz, jakich dokonujesz wyborów.


To jest dla mnie bardzo ważne. Lubię kombinować, wybierać. Jest to dla mnie bardzo inspirujące. Często wracam do ulubionych ubrań, ciężko mi w ogóle jest je wyrzucać. Dla mnie moda jest też taką pewną formą ochrony siebie, gdy się gdzieś wychodzi. To taki pancerz, który na siebie zakładam. I chyba zawsze tak traktowałam ubrania. To moja wizytówka i jest czymś, czym przyciągam lub odpycham ludzi.

 

 

Szczególnie przy pierwszym spotkaniu.


Pierwsze wrażenie jest zawsze bardzo ważne i zawsze zostaje gdzieś z tyłu głowy. Lubię modę, ale traktuję ten temat bardzo luźno. Jeżeli pytasz o tę z wybiegów z wybiegów, to specjalnie mnie to nie interesuje i kompletnie się na tym nie znam (śmiech). Aczkolwiek jest coś takiego, że czasem wyczuwam, co może będzie się nosić. Pamiętam swoją podróż do Chin, gdzie panowała wówczas moda na koronkowe ubrania. Niezwykle mi się to spodobało. Kupiłam nawet koronkowe sukienki na pamiątkę nie zdając sobie sprawy, że za kilka miesięcy do Polski też przyjdzie na to moda. I proszę! Mogę te koronki nosić bez wstydu. Podobnie zdarza się z kolorami. To chyba działa na zasadzie, że wyczuwam, czego dawno nie było (śmiech).

 

 

A dla aktora czym jest moda?


Pozwala wczuć się w graną postać, przekazuje nam coś o tej osobie. Podobnie jak w życiu - strój nadaje nam jakiś kierunek tego, kim chcemy być w danej sytuacji. Na planie czy w teatrze ten kostium jest niezbędny. Stanisławski pisał, że w zależności, co na siebie włożymy, tak będziemy się zachowywać. I na planie chociażby Czasu Honoru jest tak, że zakładając konkretne kostiumy ja inaczej się czuję, inaczej mówię, mam inną gestykulację. Oczywiście zależy to też od postaci, którą wymyśliłam sobie w głowie. Najprościej mówiąc - strój daje mi takie ramy, w których mogę się poruszać. To bardzo ważne dla aktora. Kostium ma pomagać w budowaniu postaci.

 

AGNIESZKA WIĘDŁOCHA - KOBIETA À LA MODE

fot. Jakub Pleśniarski/LAMODE.INFO

 

 

W Twój zawód wpisane są także publiczne wyjścia. Na takie okazje ubierasz się sama?


Ze mną jest trochę trudno, bo styliści często nie biorą pod uwagę tego, że jak gdzieś wychodzimy to jesteśmy sobą, a nie postaciami, które gramy. Próbowałam już współpracować z jedną osobą na zasadzie życzliwej, przyjacielskiej współpracy, ale kompletnie mi to nie wyszło - zawsze czułam się przebrana. Myślę, że celebryci mają coś takiego, że lubią się przebierać, bo to jest kolorowe i jakieś, ale ja już tyle razy w życiu się przebierałam, i na palnie, i w teatrze, że na większe wyjście chcę pójść po prostu, jako ja.

 

 

Czyli ubierasz się sama?


Tak, ale mam przyjaciółkę Martę Breczko, która mi pomaga, bo bardzo dobrze mnie zna. Razem pracowałyśmy na planie, dlatego wie kim jestem i wie czego potrzebuję, w czym będę dobrze wyglądać. Nigdy mnie nie przebierze. Pracujemy wspólnie raczej przy sesjach niż przy wielkich wyjściach, ale to jest osoba, która nie chce się wykazać, że jest stylistką i zobaczcie Agnieszka Więdłocha jest moim produktem i pomysłem. Ona chce żebym dobrze się czuła, tym bardziej, że zawsze staram się wglądać skromnie i wtopić się w tłum. 

 

 

I tym bardziej, że sama masz pomysł na siebie.


Tak, a Marta mi pomaga i dba o mnie.

 

 

Nie lubisz wielkich wyjść?


Są koniecznością, ale są dla mnie bardzo krępujące, bo wbrew pozorom jestem nieśmiała. Co innego na planie. Tam jestem inną osobą. Ogólnie to jestem jednym wielkim chaosem (śmiech).

 

 

Ale chyba kontrolowanym?


Inaczej bym zginęła!

 

 

W czym to się przejawia?


W moim życiu, w tym jak na przykład wychodzę z domu. Można o tym nakręcić film (śmiech).

 

 

Jesteś spóźniona, zapomniałaś połowy rzeczy i ubierasz się jeszcze w drodze?


Też (śmiech). Trzy razy wracam się do mieszkania, bo czegoś zapomnę, biegnę gdzieś, jestem w wiecznym pośpiechu. Dlatego, że wszystko odkładam na ostatnią chwilę. Zawsze jest jeszcze przecież moment, jeszcze poczytam, zobaczę, a później wszystko w biegu. Ale nigdy nie spóźniam się do pracy, bo bardzo szanuję czas moich kolegów na planie. Za to wiecznie spóźniam się na spotkania ze znajomymi.

 

 

Z zewnątrz Twoje życie wydaje się być dość poukładane.


To są tylko pozory, gra (śmiech). Mogę to wszystko zagrać.

 

 

A tak naprawdę istny bałagan.

W domu mam wszystko poukładane, bo dzięki temu mam wrażenie, że nad tym panuję. Jeżeli mam takie dni, kiedy wszystko jest rozwalone to nie potrafię się na niczym skupić i mam wrażenie, że ginę w swoim chaosie. Wszystko, co wokół mnie staram się mieć poukładane. Chaos jest przede wszystkim w mojej głowie i w zorganizowaniu.

 

 

Powiedziałaś, że wielkie wyjścia Cię krępują. Ja czytałam, że jesteś nieśmiała i masz kompleksy. To nie są cechy, które kojarzymy z aktorami.


Widz patrzy na aktora przez pryzmat ról, a ja nie gram nieśmiałych dziewczyn, dlatego ciężko jest wyobrazić sobie, że jestem nieśmiała. Wtedy jesteśmy po prostu kimś innym, bo najważniejszym zadaniem jest sprostanie danej roli. Na co dzień jesteśmy sobą, zakompleksionymi ludźmi pełnymi wad.

 


Nieśmiały aktor – można pomyśleć, że to się wyklucza.


Wbrew pozorom, taka osoba na planie może zagrać wszystko. Uzbrajasz się wtedy w zupełnie inną energię. Jesteś zupełnie inną osobą, dlatego też czasem trzeba uważać żeby się nie zapomnieć.

 

 

Zdarzało się, że przy ciężkich rolach aktorom trudno było wrócić do realnego życia.


To jest tak, że widz powinien to przeżyć, nie aktor. Ja preferuję tę szkołę i to podejście do zawodu. O tym zawsze mówi Ania Augustynowicz. Twoja gra powinna dotknąć widza, nie ciebie.

 

 

W ostatnim z wywiadów mówiłaś, że pracę magisterską pisałaś o erotyce w filmie. Jak to wygląda teraz, mamy problem z nagością?


Dokładny temat to „Erotyka w filmie, a kondycja seksualna widza” (śmiech). Obecnie nie mamy z tym problemu, bardziej producenci ograniczają takie sceny. Wszystko jest subtelne i dobrze ograne. Myślę, że naprawdę nie mamy z tym problemu i że w ogóle jesteśmy strasznie fajnym krajem.

 

Lubisz Polskę?


Bardzo. Nie mogłabym mieszkać nigdzie indziej. Cenię sobie tę swobodę, jaką tutaj mamy. Że ten konsumpcjonizm nie jest u nas taki rozbuchany, że urodziłam się w takich, a nie innych czasach, że wszystko niby jest dostępne, ale, że nie jestem tym jeszcze taka nasycona jak na Zachodzie. Uważam, że żyjemy obecnie w najfajniejszym miejscu na świecie, tylko pogoda mogłaby być lepsza (śmiech).

 


Rzadko spotykam się z taką opinią.


Jest coś takiego, że lubimy marudzić i uważamy, że wszędzie tam, gdzie nas nie ma, jest lepiej.

 

 

Ty dużo narzekasz?


Na siebie i na swoje życie tak. Natomiast na pewno nie na to, gdzie mieszkam. Myślę, że nie mogłabym urodzić się w lepszym miejscu i czasie niż teraz. Jest idealnie. Nie chciałabym być młodsza nawet o rok, ani starsza. Chyba, że jeżeli chodzi propozycje ról to może tak.

 

 

Dostaje się wtedy ciekawsze propozycje?


Dokładnie. Traktują cię poważniej.

 

Ty już za swój debiut dostałaś nagrodę. To uskrzydla?


Pierwszą i najważniejszą dla mnie nagrodą była ta na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych. Nie tylko takie wyróżnienie uskrzydla, ale także wzbudza niepokój – co teraz, jak tego nie zmarnować? Te wszystkie nagrody sprawiły, że myślałam - dobra, jestem we właściwym miejscu i ta droga, którą wybrałam ma sens i nie jest to mój najgłupszy pomysł w życiu. Dało mi to motywację i chęć do pracy.

 


Jesteś 2 lata przed trzydziestką. Dla wielu kobiet to często punkt odniesienia, przed którym chcą spełnić różne plany. Jest coś, co Ty chciałabyś zrobić?


Nie planuję absolutnie nic. W ogóle nie robię w życiu planów, bo nic z tego później nie wychodzi. Czerpię z tego, co się wydarza tu i teraz.

 

 

Wynika to z tego, że nie lubisz rozczarowań?


Nie wiem czy w ogóle dożyję, a robienie planów ogranicza nas często w życiu tu i teraz, w tym momencie, w cieszeniu się tą chwilą. Szkoda mi czasu na planowanie, bo przez to mogę stracić coś, co dzieje się tutaj, na rzecz moich planów kiedyś. Więc jestem ostrożna w takich sprawach i nie robię postanowień. Żyję tu i teraz.

 

 

Partnerem wywiadu Kobieta À La Mode jest marka Chloé.

 


Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja