lamode > MODA POLSKA > OSOBOWOŚCI > MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCE
Lamode.info

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCE

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCE

Dodane przez Katarzyna Filcek
27 Lipiec '13

Świat mody nieodmiennie podziwia go za talent fotograficzny i profesjonalizm, zaś szersza rzesza telewidzów za mocne, kontrowersyjne niekiedy oceny w programie Top Model. On sam wyznaje zasadę, że nie ma stanów pośrednich między przeciętnością a wybitnością i konsekwentnie umacnia swoją pozycję jako najbardziej rozchwytywanego polskiego fotografa w kraju i zagranicą. Z Marcinem Tyszką rozmawiamy m.in. o inspiracjach, marzeniach, kulisach pracy i polskiej blogosferze.

 

Zaczynałeś w programie 5-10-15, a teraz jesteś jednym z najlepszych fotografów w Polsce. Ciekawi nas czy długo poszukiwałeś zanim wybrałeś taką a nie inna ścieżkę kariery, czy też od zawsze miałeś określony pomysł na siebie?

 

Jako dziecko nigdy nie marzyłem o tym, żeby zostać słynnym fotografem, więc można powiedzieć, że samo życie mną tak pokierowało. Do programu 5-10-15 trafiłem w wieku bodajże 14 lub 15 lat i był to okres, kiedy oprócz fotografii - którą traktowałem wówczas jako świetną zabawę - interesowały mnie także botanika, chemia czy taniec towarzyski. Jednak z biegiem lat robienie zdjęć zaczęło pasjonować mnie do tego stopnia, że gdy w końcu stanąłem przed wyborem - zostać w TVP po zakończeniu przygody z 5-10-15 lub zająć się profesjonalnie fotografią - bez wahania zdecydowałem się na to drugie.

 

 

Ile miałeś wtedy lat?

 

23. Oczywiście miałem już wtedy na swoim koncie sporo osiągnięć, wiele sesji i okładek dla krajowych magazynów, byłem jednym z bardziej rozchwytywanych młodych fotografów. Po pewnym czasie tego typu praca w Polsce także mnie znudziła, postanowiłem spróbować swoich sił zagranicą i poleciałem do Madrytu, a później Paryża. Był to czas prawdziwych decyzji - musiałem powiedzieć sobie: "teraz nie zarabiam, ale inwestuję w przyszłość, wydaję zaoszczędzone pieniądze, staram się zdobyć zlecenie i czekam na efekty. Mogę osiągnąć sukces, a może mi się nie udać".

 

 

Twoim pierwszym edytorialem była sesja z Waldemarem Goszczem dla magazynu Uroda w 1994 roku. Jakie było Twoje pierwsze zlecenie dla zagranicznego tytułu?

 

 

Moja pierwsza sesja dla zagranicznego magazynu ukazała się w hiszpańskim wydaniu Cosmopolitan, co wtedy wydawało mi się nie lada osiągnięciem. Poczytny tytuł, wielki świat, zachodnie ciuchy - 16 lat temu w Polsce nie marzyliśmy w ogóle jeszcze o takich ubraniach. Bardzo stresowałem się przed sesją i równie nerwowo czekałem na jej efekt. Na szczęście zdjęcia wyszły super i wszyscy byli nimi zachwyceni. Mimo to mój telefon nie od razu się rozdzwonił, znowu nastała cisza, a kolejne zlecenie dostałem dopiero po pół roku później.

 

 

Była druga połowa lat 90., przyjechałeś z Polski. Czy Twoje "egzotyczne" pochodzenie było wyłącznie przeszkodą, czy też dawało Ci jakieś atuty?

 

Moje pochodzenie nigdy nigdzie nie było atutem. Kiedy stawiałem pierwsze kroki na Zachodzie czasy kiedy ludzie z Zachodu żywili współczucie dla naszego opresyjnego systemu już minęły, a Polska kojarzyła się wyłącznie z przysłowiowymi "białymi niedźwiedziami". Na to, żeby polskość  postrzegano jako atut pracujemy dopiero my - młode pokolenie artystów, topmodelek, mam nadzieje, że ja także zaliczam się do tej grupy...

 

Niestety politycy oraz instytucje rządowe zupełnie nie zauważają potencjału, jaki kryje się w młodych ludziach. Promocja naszego kraju na świecie opiera się na założeniu, że wszystko co interesujące już się zdarzyło, istniało i wymarło 200 lat temu, że Polska to tylko i wyłącznie Chopin, a faktem jest, że obchodzenie kolejnych narodowych rocznic zagranicą nikogo nie interesuje.

A przecież można by te pieniądze MSZ-u przeznaczyć na powołanie komisji złożonej z przedstawicieli młodego pokolenia, którzy odnieśli światowy sukces i wspólnie zastanowić się nad tym, co zmieniłoby wizerunek naszego kraju.

 

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCEfot. bacstage kampanii DENI CLER wiosna lato 2013

 

Może warto byłoby postawić w takim razie na promocję rodzimej mody?

 

Nie chodzi mi o naszą modę. Ona nie jest dobrą wizytówką Polski i nigdy nie będzie wielkim atutem. Chodzi mi o nas, młode pokolenie, które działa, o Wilhelma Sasnala czy Anję Rubik - ludzi, którzy są fantastyczni w tym co robią, a ich umiejętności wzbudzają podziw na całym świecie. To oni mają zlecenia od największych, ich prace wystawiane są w najlepszych galeriach, najbardziej prestiżowe firmy zabiegają właśnie o nich. To właśnie są osoby, które stanowią najlepszą wizytówkę tego kraju. Tylko one mogą zmienić wizerunek Polski jako kraju-kartofla i dlatego powinno się ich wspierać. Oczywiście jest tez paru projektantów, którzy są bardzo zdolni i mają szansę na światową karierę - ale tu branżowa machina jest tak skomplikowana, ze jeden pokaz, nawet urządzony w Paryżu, nie od razu otworzy im drzwi do świata wielkiej mody.

 

 

Jesteś jedną z osób, które od podstaw współtworzyły współczesną branżę modową w Polsce. Czy czujesz się "ojcem chrzestnym" krajowej fotografii mody?

 

Oczywiście, uznanie mnie cieszy, lecz kiedy pracuję, skupiam się tylko i wyłącznie na wykonanym zleceniu. Sesja ze świetną modelką, ogromną scenografią i wielkim budżetem to dla mnie zupełnie normalna sytuacja, choć większość ludzi oglądając zdjęcia z planu zazdrości mi sprzętu oraz możliwości. Ja z kolei patrzę na to co robi Mario Testino i myślę sobie: „gdybym miał takie warunki, mógłbym zrobić o wiele więcej".

 

Na pewno jest mi bardzo miło, kiedy na mój gościnny wykład w szkole filmowej przychodzą tłumy, a całe spotkanie z zaplanowanej godziny przeciąga się do pięciu lub gdy dostaję setki maili z pytaniami o ocenę pracy lub prośbami o możliwość asystowania mi za darmo. W takim momentach uświadamiam sobie, że cała masa ludzi uważnie śledzi moją pracę i nie ukrywam, że ten rodzaj popularności, wynikający z moich zawodowych osiągnięć, bardzo mi schlebia. Nie chodzi tu o tanią telewizyjną sławę, posiadanie rozpoznawalnej twarzy - na tego typu popularności nigdy mi nie zależało i z ulgą mogę powiedzieć, że występy na srebrnym ekranie są dla mnie wyłącznie zabawą, a nie celem mojego życia.

 

 

Skoro mowa o celach, z jakim zagranicznym tytułem chciałbyś najbardziej współpracować, a nie miałeś jeszcze takiej szansy?

 

Bez dwóch zdań, mój magazyn-marzenie to Vogue Paris. Dla każdego fotografa stanowi on pewnego rodzaju biblię, choć klientów, czasopism i firm, z którymi mógłbym współpracować po drodze jest jeszcze całkiem sporo.

 

 

Celowo pomijasz Vogue US?

 

Europejskie magazyny są po prostu lepsze, mają najwyższy poziom. Do Stanów ciągnie mnie mój agent, mam nawet wyrobioną specjalną wizę. Dostałem też bardzo wiele zleceń w Ameryce, ale do tej pory wszystkie odrzucałem, ponieważ USA kompletnie mnie nie kręci. Będę jednak musiał się w końcu tam wybrać - wszyscy powtarzają mi, że w Europie osiągnąłem już praktycznie wszystko, i nadszedł ten moment, by dać się poznać w Nowym Yorku, gdyż właśnie tam bookowane są najbardziej prestiżowe europejskie zlecenia.

 

 

W jednym wywiadów wspominałeś, że między polskimi sesjami, a zagranicznymi edytorialami szerzy się wielka cywilizacyjna przepaść. Czy według Ciebie ten stan uległ jakiejś poprawie?

 

Oczywiście bywa różnie, ale ta przepaść nadal istnieje. Nie ma porównania między sesjami w kraju i zagranicą. Mogę tylko powiedzieć za siebie, że zawsze staram się robić w Polsce takie sesje, które utrzymane są na najwyższym międzynarodowym poziomie. Nie znoszę masówek, pracuję wyłącznie dla najbardziej prestiżowych tytułów - szukam sesji stanowiących dla mnie kreatywne wyzwanie i dlatego w Polsce wykonuję ostatnio tak mało sesji .

 

Praca w kraju jest dla mnie raczej miłym urozmaiceniem, niż codzienną harówką. Wiadomo przecież, że jeśli spotykam się z Anją Rubik, to nawet tworząc sesję dla Vivy, zadbamy o światowy  poziom. Słynną nagą okładkę Anji i Sashy, którą z okazji ich ślubu zrobiłem dla tego dwutygodnika, tweetowano i opisywano na wszystkich blogach świata!

 

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCEfot. backstage kampanii DENI CLER wiosna lato 2013

 

Na planie wiosennej kampanii Deni Cler, która ostatnio fotografowałeś, spotkałeś się z polskimi blogerkami. Jak Wam się pracowało?

 

Szczerze? Większość z nich to przezroczyste panienki, które bały się zadać jedno pytanie. Być może były onieśmielone, ale jeśli są tak wstydliwe daleko nie zajdą w branży. Znam zagranicznych blogerów np. Bryanboy i to są ludzie przebojowi, którzy naprawdę coś sobą oferują. Niestety percepcja świata mody polskich blogerek kończy się zwykle na otwarciu nowego sklepu H&M. Dlatego nie widzę siły i potencjału polskiej blogosfery, choć oczywiście są też wyjątki, cenię sobie Patryka Strzałę, z którym od czasu do czasu koresponduję i wróżę mu świetlaną przyszłość. To proste, albo ktoś jest top albo nie - według mnie nie ma stanu pośredniego.

 

 

Osobiście nigdy nie zauważyłem boomu, który przybrał miano polskiej blogosfery, może dlatego, że nie jestem 15-latką i nie widzę nic specjalnego w tym, że jakaś panienka przybierze pretensjonalny pseudonim, założy na siebie udziwnione buty i koszulkę, zrobi parę fot i codziennie pokaże inną stylizację, bazującą na zakupach w szmateksie. Jeśli chcę zobaczyć prawdziwych ludzi tworzących modę uliczną, wsiadam w samolot i lecę do Paryża, przyglądam się dziennikarkom modowym lub wchodzę na stronę style.com. Na polskich blogach królują niestety tylko przebrania, albo rzeczy całkowicie powszednie.

 

 

Często podkreślasz, ze inspiruje Cię nie tylko moda, ale i literatura, film czy architektura. Czy ostatnio przeczytałeś lub obejrzałeś coś, co stanowi dla Ciebie obecnie natchnienie przy pracy?

 

To nie do końca tak. Zawsze zaczynam od mody. Punkt wyjścia stanowią najgorętsze trendy, dlatego zawsze uważnie śledzę kolekcje na nowy sezon. W tendencjach na wiosnę dominuje powrót retro lat 60., możemy więc przykładowo dopasować ten trend do filmowej klasyki Jean-Luc Godarda. Moda to podstawa, dopiero później szukam inspiracji, które będą stanowiły dla niej dobre ramy. Ostatnio byłem w Rzymie na wakacjach, zobaczyłem tam parę niesamowitych miejsc, które utkwiły mi w głowie i pewnego dnia przywiozę tam odpowiednią sesję, która będzie świetnie do tego klimatu pasowała.

 

 

Skoro jesteśmy przy temacie natchnień, co skłoniło Cię do udziału w kolejnej, trzeciej już edycji programu Top Model? Czy według Ciebie ta formuła nie jest już na wyczerpaniu?

 

Oczywiście, że nie. Powiem więcej, w tej edycji program przybierze inną, świeżą formę. Co mnie skłoniło do udziału w Top Model? Zabawa, satysfakcja i nadzieja, że praca przy polskim programie pozwala mi trochę bardziej tu osiąść. Traktuję trochę Top Model jako zasłużone wakacje. Jest to oczywiście bardzo ciężka praca fizyczna, ale jestem w niej tylko jednym z bohaterów, który dopasowuje się do jakiejś konwencji i nie odpowiadam za całość przedsięwzięcia, tak jak przy tworzeniu sesji zdjęciowej. Kiedy robię edytorial modelka może przyjść pijana, a scenograf wcale się nie pojawić, lecz ja muszę klientowi oddać porządne zdjęcia, za które mi zapłacił. Jako na fotografie, ciąży na mnie o wiele większa odpowiedzialność, niż jako na jurorze Top Model.

 

Gdy spędzam 3 tygodnie na planie programu, zaczynam tęsknić za fotografią i wpadać na dobre pomysły do sesji, natomiast gdy siedzę 22-gi raz w ciągu miesiąca w samolocie lecąc z jednej lokacji na drugą, mam tego wszystkiego dość. Top Model jest dla mnie odskocznią i zapewnia pewną równowagę w moim życiu.

 

 

Wspominałeś wcześniej, że cenisz przede wszystkim popularność bazującą na osiągnięciach, ale musisz przyznać, że Twój powrót na ekran, uczynił z Ciebie osobę publiczną...

 

Nie ukrywam, że telewizja otwiera nowe możliwości i mój głos jest nagle dużo bardziej słyszalny. Czuję się tak, jakby moja popularność wzrosła teraz do kwadratu, choć być może wcześniej ludzie byli po prostu bardziej dyskretni. Gdy prowadziłem 5-10-15 byłem prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalnym nastolatkiem w Polsce, ale nie odczuwałem codziennie ceny sławy. Teraz zupełnie obce osoby potrafią dosłownie rzucić się na mnie na ulicy. Wciąż jest to dla mnie trochę niesamowite, chociaż w większości przypadków bardzo miłe.

 

 

Nie spotkałeś hejterów w realu?

 

Według mnie hejterzy w realu nie istnieją. W rzeczywistości są to zakompleksieni nieudacznicy, zaszywający się przy komputerze przed ludzkim wzrokiem z puszką piwa. Ludzie podchodzący do mnie na ulicy chcą zwykle mi pogratulować lub zadać śmieszne pytanie. Moja osoba oczywiście budzi ciekawość, ale bardziej od zwykłych ludzi męczące są dla mnie media, które na siłę starają się wejść do mojego życia ze swoimi brudnymi butami. Choć mówię bardzo dużo, nie usłyszysz ode mnie kto, z kim i za ile. Nie widzę potrzeby, żeby brać ludzi na litość, opowiadać o swoich tragediach, zmyślać choroby tylko po to, by jakiś portal się mną zainteresował. Współczuję wyblakłym gwiazdom, które nie mogą pogodzić się z tym, że ludzie przestają się nimi interesować, więc sprzedają mediom wszystko – w tym również kłamstwa wyssane z palca.

 

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCEfot. backstage kampanii DENI CLER wiosna lato 2013

 

Wracając do fotografii, czy kiedykolwiek myślałeś o tym, by stworzyć duet fotograficzny, podobny do Inez&Vinoodh lub Mert&Marcus?

 

Absolutnie nie. Jestem solistą i jedynakiem, nie potrafię sobie nawet wyobrazić, jak ludzie mogą w ten sposób pracować. Jedna osoba będzie zawsze lepszym fotografem od drugiej, będzie więcej widzieć, mieć lepsze oko i bardziej wyrobiony gust. Nie mogę nawet sobie wyobrazić, jak mogłoby to wyglądać. Jedna osoba robi zdjęcia z lewej, druga z prawej, rzucają je na wspólny stosik i wybierają najlepsze ujęcia? Poza tym losy tego typu duetów w większości są burzliwe i bardzo krótkie.

 

Jako fotograf dokładnie wiem co chcę osiągnąć, jakiego efektu potrzebuję i co przed sobą widzę. Dopuszczam jeszcze duet ze stylistą. Dużo pracuję z Agnieszką Ścibior i chociaż często się kłócimy, odbieramy na tych samych falach, a Agnieszka na szczęście nie ma ambicji, by także być fotografem. Nie ma nic gorszego niż praca ze stylistką, która uważa, że sama zrobiłaby lepiej zdjęcia. Przeżyłem taką sytuację pracując dla dużego zagranicznego magazynu (Harper's Bazaar Rosja), gdzie pewna stylistka za moimi plecami bez przerwy komentowała, że byłaby w stanie sama lepiej ustawić kadry. Przy sesji zdjęciowej każdy ma swoje zadanie i w życiu nie chciałbym dzielić się moim z drugim fotografem.

 

 

Jakie marki znajdziemy w szafie Marcina Tyszki? Czy Twój ubiór odpowiada Twojemu światopoglądowi?

 

Ubieram się po prostu w to, co mi się podoba. Lubię Givenchy, Balmain, Ricka Owensa, Dries Van Noten i YSL. Mój strój w danym dniu zależy przede wszystkim od nastroju. Na co dzień prawie w ogóle nie myślę, o tym w co się ubrać - wybieram pierwsze lepsze spodnie, narzucam koszulę i biorę się do roboty. Oczywiście, są to rzeczy w dobrym stylu, więc dla człowieka z szarej polskiej ulicy mogą wydawać się zbyt ekstrawaganckie i udziwnione, lecz dla mnie są zupełnie normalne.

Nie przykładam do swojego wyglądu zbyt dużej wagi, chyba że czeka mnie wielkie wyjście lub występuję w telewizji. Choć zawsze bawię się modą, mój codzienny ubiór musi odpowiadać realiom powstawania sesji zdjęciowej.

 

Ostatnio bardzo spodobał mi się młody polski projektant Maciej Banasiak, stojący za marką Thunder Blond. Jego dresowe bluzy z rzymskimi aplikacjami są fantastyczne - zresztą sami zobaczycie je wkrótce w Top Model.

 

 

Twój idealny strój na dzień ciężkiej pracy?

 

Wytarte adidasy, jedna z trzech par płóciennych spodni w kolorze khaki z H&M, które znajdują się w mojej szafie, do tego niebieska koszula lub ciemny sweter. Żadnych eksperymentów.

 

 

Największa modowa ekstrawagancja, na która sobie pozwoliłeś?

 

Cały outfit Givenchy z najnowszego pokazu marki, który założyłem sobie w jednym z nadchodzących odcinków Top Model. Jeśli założyć osobno te spodnie i koszule, są one niezwykle modne, ale nie budzą aż takich emocji. Dopiero, gdy zestawimy je razem w jedną, spójną stylizację, tak jak to zrobił Ricardo Tisci, otrzymujemy niezwykle mocną stylizację inspirowaną tropikalnym gąszczem. Według mnie Top Model jest po to, żeby ludzi edukować - gdy wybieram się do Paryża ubieram się zwykle dużo bardziej dyskretnie, subtelnie - ale w tym programie chciałbym pokazać, że moda może być bardzo różna i można się nią bawić. W tym sezonie ja, Dawid i Kasia Sokołowska będziemy nosić dużo świetnych kreacji słynnych domów mody.

 

 

MARCIN TYSZKA - WYWIAD Z NAJPOPULARNIEJSZYM FOTOGRAFEM W POLSCEfot. backstage kampanii DENI CLER wiosna lato 2013

 

Jakie kampanie Twojego autorstwa będziemy mogli podziwiać nadchodzącej wiosny?

 

Na wiosnę zobaczycie moje zdjęcia, które wykonałem dla Deni Cler, Big Star, Galerii Forum w Gliwicach i Apartu. Świetnie wspominam szczególnie tę ostatnią kampanię - zdjęcia wykonywałem w zniewalającej, letniej scenerii Barcelony, a Anja wyglądała przepięknie.

 

 

Dziękuję za rozmowę.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone lamode.info 2010 ©
WYKONANIE:
Przeagencja